O wyobraźni i komponowaniu – rozdział z IV wydania Książki o fotografowaniu

Oprogramowanie cyfrowych aparatów fotograficznych ułatwia robienie zdjęć poprawnych pod względem technicznym. Programów automatyzujących komponowanie jeszcze nie wymyślono, choć są już do wspierania prac inżynierskich, co w architekturze spowodowało upodobnienie form projektowanych budynków. Nie zawładnięty przez technologię proces komponowania fotografii jest nadal osobistym aktem twórczym, podlega jedynie wyobraźni artysty fotografa i niech tak już zostanie na zawsze.

Fotografie mają swój początek w postrzeganiu i w chęci utrwalenia wywołanych wyobrażeń. Gdy postrzegamy coś interesującego, pożądanego, wyjątkowego, pięknego lub dramatycznego, gdy udaliśmy się, nawet bardzo daleko specjalnie po to, żeby coś zobaczyć wreszcie na własne oczy.., chcemy to zatrzymać, utrwalić nie tylko w pamięci. Powodów do robienia zdjęć jest niezliczona ilość, a każdy bierze początek w jakimś spostrzeżeniu, w tym jak na nas zadziałało i co z nim zrobiła nasza mniej lub bardziej wybujała wyobraźnia.

To co jest postrzegane, cokolwiek by to było, zależy od wielu zależności i powiązań występujących pomiędzy obserwującym, a obiektem na jaki patrzymy, jego formą przestrzenną, barwą lub barwami i oświetleniem, które jest nośnikiem informacji o postrzeganym obiekcie,. Nasz indywidualny odbiór jest także funkcją wielu czynników, stałych i zmiennych, których wzajemne relacje są jeszcze bardziej skomplikowane. Ma na to wpływ nasz wiek, wiedza, zawód, doświadczenie, nastrój psychiczny w czasie postrzegania, nasze upodobania, podatność na sugestię, na obowiązujące wzorce mody, uznawane kanony urody czy ogólnie rzecz ujmując kanony piękna i wiele innych jeszcze czynników.

Gdy dwie osoby patrzą na to samo z tej samej strony, powiedzmy na wiekową, wspaniałą budowlę, królewski zamek, nie znaczy to wcale, że widzą podobnie i podobne mają zamiary. To niemożliwe z podanych wyżej powodów. Jedna chciałaby na przykład mieć swoje dobre zdjęcie z zamkiem w tle, druga woli dobre zdjęcie samego zamku. Jedna i druga może chcieć pochwalić się taką fotografią, ale dla pierwszej najważniejsze jest jak na tle zamku wypadnie, dla drugiej: w jakiej formie plastycznej przedstawi zachwycający ją zamek na fotografii, w jaki sposób ją skomponuje.

Kompozycja, komponowanie – co o tym wiemy?

Jest wielu bardzo dobrych fotografów, artystów lub profesjonalistów zajmujących się fotografią komercyjną, a także utalentowanych fotoamatorów, którzy o kompozycji i o komponowaniu swoich fotografii mogą opowiadać długo, a często także bardzo interesująco. Mogą dokładnie wyjaśnić z jakich ważnych powodów zrobili fotografię tak właśnie, a nie inaczej i dlaczego uważają, że inne możliwości nie mogły dać równie interesującego efektu.

Znam także takich, równie znanych i cenionych, którzy na ten temat nie lubią się wypowiadać i dopiero uproszeni przyznają z zakłopotaniem, że o komponowaniu nie rozmyślają, bo robią swoje fotografie odruchowo, to znaczy tak jak się im widzi że będzie dobrze, działają spontanicznie, układają obraz intuicyjnie.

Zestawiając te dwa skrajne podejścia do kompozycji obrazu fotograficznego nie chcę sugerować, że jedni z suwmiarką w oczach odmierzają złote podziały, a drudzy fotografują na czuja, lecz że zarówno podejście wykorzystujące wiedzę i intelekt, jak i spontaniczne, emocjonalne, instynktowne, mogą prowadzić do dobrych, a nawet fascynujących rezultatów.

Uzupełnianie fotografii opowieścią o tym jak była komponowana może być czasem bardzo interesujące, a wyjaśnianie co każdy powinien na niej zobaczyć ponad to, co samodzielnie zobaczył, może być nawet zaskakujące, ale to wszystko w innej kategorii: gawędziarskiej, nie fotograficznej. W naszej kategorii natomiast podstawowe są moim zdaniem takie sprawy, żeby najpierw, w mnogości innych zdjęć, fotografia twoja, moja, zatrzymała na sobie wzrok, a potem aby przykuła uwagę na dłuższą chwilę, wywołała refleksję, spotkała się z wrażliwością odbiorcy, jego wyobraźnią, wiedzą, doświadczeniem, aby zachwyciła, no, powiedzmy skromniej, aby się spodobała.

Dobra fotografia… Co to znaczy, jeśli pominąć aspekty czysto techniczne podległe rygorom trafnej ekspozycji, dobrej ostrości i innych tego rodzaju spraw, nad którymi w dużym stopniu panuje obecnie oprogramowanie aparatu?

Ktoś wyraził pogląd, że dobra fotografia to taka, której nie daje się dokładnie opowiedzieć i która nie pozwala o sobie zapomnieć. Podoba mi się to sformułowanie i warto się z nim zgodzić. Bo obraz, wszystko jedno jaki: malarski czy fotograficzny, działa wyłącznie na zmysł wzroku i nie może dać się lepiej wyrazić słowami, a jeśli można o nim szybko zapomnieć, to znaczy, że nie był wart spojrzenia. Dbajmy o higienę i nie przepełniajmy swojej pamięci obrazami marnej jakości. Róbmy też tylko dobre, wartościowe fotografie! Dobra rada. Ale jak się do tego zabrać i czy można się tego nauczyć?

Moim zdaniem można.

Przez naśladowanie i przez uporczywą pracę nad swoją wrażliwością i wyobraźnią.

Naśladowanie jest najskuteczniejszym sposobem nabycia umiejętności. Każdy jest w tym dobry, ponieważ każdy zdobył niepoliczalne umiejętności nie inaczej jak przez naśladowanie.

Nikt z nas nie umiał mówić – przez naśladowanie nauczyliśmy się tego, najzdolniejsi w kilku językach. Nikt z nas nie potrafił chodzić. Uczyliśmy się wiązać sznurowadła na uszy zajączka, uczyliśmy się czytać, rachować, posługiwać się nożem i widelcem, a potem wielu kolejnych umiejętności naśladując innych.

Chcesz zacząć robić dobre zdjęcia? – oglądaj dobre fotografie, naśladuj i ucz się uparcie.

Czytanie książek i czasopism fotograficznych poszerza wiedzę, rozmowy z doświadczonymi fotografami dają pewien wgląd w ich sposób postępowania, w ich warsztat, w ich doświadczenia, jeżeli oczywiście nie robią z tego tajemnic, nie strzegą swoich metod zazdrośnie, ale to wszystko choć cenne, nie może zastąpić osobistego, wzrokowego karmienia się dobrymi fotografiami.

Artyści malarze, z dyplomami akademii sztuk pięknych, z uznanym dorobkiem twórczym, kiedy tylko mają możliwość, zwiedzają najlepsze muzea, w Polsce, w Europie, w świecie, aby zobaczyć, zachwycić się, przeżyć i ale także dokładnie przeanalizować dzieła mistrzów.

Analiza to skuteczna forma samodoskonalenia.

Oglądanie znakomitych fotografii wybitnych autorów może być czystą przyjemnością, może też być przyczyną zazdrości a nawet frustracji, ale może być także pożyteczną nauką, jeżeli postawisz sobie kilka podstawowych pytań i postarasz się znaleźć na nie odpowiedź:

– Dlaczego ta fotografia tak bardzo mnie zainteresowała?

– Dlaczego? To pytanie zadają natrętnie wszystkie małe dzieci, ponieważ są wszystkiego ciekawe. Bądź ciekaw i Ty. Odpowiedz sam sobie: dlaczego zwróciłeś uwagę na tę fotografię. Był przecież jakiś powód. Jaki? Co cię tak naprawdę zaciekawiło? Co poruszyło? Co w niej zobaczyłeś ciekawego, co nowego? A może było to coś, o czym myślałeś i chciałeś tak zrobić, ale nie byłeś przekonany czy to będzie dobre, czy warto, a tu widzisz potwierdzenie swojego pomysłu i nauczkę, że warto ryzykować.

Nie sugeruj się opiniami innych, bo skoro jakaś fotografia spodobała się Tobie, to Ty sam musisz odpowiedzieć sobie co takiego Cię w niej zainteresowało, co wzruszyło, ucieszyło…

Coś w obrazie fotograficznym zadziałało na ciebie – nazwij to coś. Spróbuj zastanowić się nad tym, dlaczego w taki właśnie sposób ktoś tę fotografię zrobił? Bo mógł przecież inaczej, z mniejszej lub większej odległości, mógł objąć na zdjęciu więcej, mógł fotografować z niska lub z wysoka, skadrować potem do prostokąta poziomo lub pionowo, albo do kwadratu…

Na jednych fotografiach można zobaczyć jak na dłoni rezultaty zastosowania książkowych zasad kompozycji, na innych radykalne ich zaprzeczenia. Dobre fotografie dobrych autorów nie tylko porządkują nasze wyobrażenia o kompozycji, ale uświadamiają dobitnie, że nie ma sztywnych, jedynie obowiązujących reguł poprawnych artystycznie na wzór poprawności politycznej, reguł które należy bezwzględnie stosować pod rygorem wykluczenia przez postępowe towarzystwo. Przeciwnie: jest bogactwo możliwości, z których można i warto korzystać, i które – na miarę swojego talentu – należy powiększać o nowe sposoby obrazowania. To trudne, ale to da Ci największą satysfakcję, gdy znajdziesz nowy sposób pokazania tego co znane.

Chcesz nauczyć się dobrze fotografować? – naśladuj tylko bardzo dobrych fotografów. Nie chodzi mi tu o to, aby naśladować wprost ich fotografie: powtarzać ich tematy i sposoby ujęcia czy wykonania, choć i to ma swoje niezaprzeczalne zalety w początkowym okresie fotografowania, ale przede wszystkim o naśladowanie ich sposobu patrzenia, postrzegania rzeczywistości i przetwarzania tego co jest widoczne tak zwanym gołym okiem w interesujący obraz fotograficzny.

Powie ktoś: – mało warta taka rada, bo w jaki sposób ktoś, kto nie ma doświadczenia i raczkuje dopiero na fotograficznym polu, ma odróżnić rzeczywiście prace dobrych fotografów od fotografów tylko popularnych?

Uznawać za rzeczywiście dobrych tylko tych, których ogłoszono sławnymi, to zbyt wielkie uproszczenie. Kto żyje długo miał okazję poznać sławnych terminowo, namaszczeni przez byli sławnymi przez jakiś czas, a teraz już ich nikt nie wspomina; są też tacy, obiektywnie bardzo dobrzy, którzy nie mają szans na uznanie, bo tworzą nie tam, gdzie cmoka się z zachwytu i rozdaje laury, ale wyłącznie wybranym ze swojego grona.

W Polsce trudno o światową sławę. Do tej pory w żadnej historii światowej fotografii żadnego Polaka nie zauważono, polskich artystów w nich nie ma. Nie ma, bo tak się nasze losy potoczyły, że przez ponad sto lat nie mieliśmy własnego państwa, nie należeliśmy i nadal także nie należymy do dobrego towarzystwa wzajemnej adoracji zapatrzonego tylko w siebie, ale dobrzy jednak byli i nadal są. Wybierz sobie jednego, którego fotografie najbardziej ci się podobają, oglądaj jego fotografie, jeśli masz ochotę uznaj go oficjalnie za swojego mistrza, nie na zawsze, nie bierz z nim ślubu, weź go na początek.

Fotografii identycznych jak dzieła Twojego mistrza nie zrobisz, co najwyżej bardzo podobne, ale sporo się przy tym nauczysz. Gdy nabierzesz wprawy i pewności, sam się nawet nie zorientujesz, kiedy przestaniesz naśladować, bo Ci to już nie będzie potrzebne i zaczniesz robić fotografie na swój własny sposób, na miarę swojego talentu. A potem – czego Ci życzę – przyjdzie taki czas, że inni będą naśladować Twoje fotografie. Pamiętaj wtedy o swojej drodze i bądź nie tylko wyrozumiały, ale i życzliwy dla Twoich naśladowców.

Co potem, zależy nie tylko od talentu, ale także od pracowitości, wytrwałości no i od… szczęścia, które bywa kapryśne, ale sprzyja pracowitym i wytrwałym.

Talent, pracowitość, wytrwałość, szczęście – wszystko to jest ważne, ale dla fotografa najważniejsza jest umiejętność widzenia.

Gapić się każdy potrafi. Patrzeć też można na różny sposób. Można patrzeć bezmyślnie, można także patrzeć próżniaczo, bo patrzeć i widzieć to nie to samo.

Aby robić interesujące fotografie trzeba posiąść umiejętność takiego sposobu patrzenia, który pozwala widzieć to, co dla fotografa może być rzeczywiście interesujące, inspirujące, naprawdę ważne.

Od widzenia potocznego do postrzegania fotograficznego

Widzenie fotograficzne to taka umiejętność, która pozwala zauważyć temat nadający się do sfotografowania. Jedni tę umiejętność mają, inni nie – tak jak piękny głos, dar boży, lub dar natury jak to się teraz ma nazywać, ale o to samo chodzi. Pięknego głosu nie można się nauczyć, natomiast widzenie fotograficzne można w sobie wykształcić, a jedno i drugie można też potem doskonalić przez naśladownictwo i trening. To nie jest ani zbyt trudne, ani absorbujące, trzeba tylko przyswoić sobie taki nawyk, że gdy patrzy się na coś, lub na kogoś, to się komponuje obraz w wyobraźni tak, jakbyś miał za chwilę zrobić zdjęcie.

Takie fotografowanie na niby pozwala zobaczyć i odkryć wiele tematów w miejscach, do których nie poszedłbyś wcześniej z aparatem, bo nie widziałbyś sensu. Po jakimś czasie takiej zabawy w fotografowanie na niby sam się zadziwisz, jak wiele zobaczysz tematów wartych naciśnięcia spustu migawki i że wcześniej przechodziłeś obok nich zwyczajnie, czyli obojętnie.

Czytając tę książkę siedzisz być może w wygodnym fotelu, a twoja żona siedzi teraz w drugim, przy oknie i także coś czyta, może jakąś fascynującą powieść. Oświetlona rozproszonym, miękkim naturalnym światłem wygląda interesująco. Przestań teraz czytać o komponowaniu i zajmij się praktyką, poobserwuj uważnie zaczytaną.

Patrzeć patrzysz, a co tak naprawdę widzisz?

To się uśmiecha tajemniczo sama do siebie, to robi zdziwioną a to zadumaną minę, zastanawia się nad czymś przeczytanym. Zobaczyłeś możliwość zrobienia interesujące zdjęcia?

Ale, ale… siedzicie na wprost siebie i to dość blisko. Jesteś zapatrzony w twarz żony i nie widzisz reszty. Patrzysz jak Misiaczek, jak Tygrysek, czy jak Cię twoja ukochana czule nazywa, a powinieneś przestawić swoje patrzenie na tryb patrzenia fotograficznego i spojrzeć jak doświadczony fotograf.

Jeśli spojrzysz nie jak zakochany mąż, ale jak fotograf, zobaczysz to, na co wzdychając uwagi nie zwrócisz: kobietę skróconą, kobietę bez… ud! Pomyśl, chciałbyś mieć żonę z takimi nogami?

Gdybyś wykonał z tej pozycji zdjęcie postaci siedzącej w fotelu, to fotografowana osoba zostałaby bardzo silnie zdeformowana. Szerokokątny obiektyw, niezbędny do fotografowania z tak niewielkiej odległości, powiększyłby znacznie pierwszy plan, a więc na zdjęciu najbardziej rzucałyby się w oczy przerysowane stopy, wielkie jak u podolskiego złodzieja, łydki grubaśne, kolana jak u konia. Uda zostałyby schowane pod książką a dalsza część postaci, od pasa w górę, zostałby karykaturalnie pomniejszona, bo jest znacznie dalej od aparatu. Gdybyś zrobił takie zdjęcie i pokazał żonie, nie byłbyś już ani Misiaczkiem, ani Tygryskiem, tylko.., ech.., szkoda o tym gadać, lepiej sam wynieś śmieci.

Sposób widzenia zależy od punktu siedzenia – dotyczy to nie tylko polityków. Przesiądź się zatem na takie miejsce aby zobaczyć żonę z lepszej strony. Patrząc z boku i z większej odległości zobaczysz jej postać całą we właściwych proporcjach i sam się przekonasz, że dopiero z takiego miejsca mógłbyś zrobić dobrą fotografię. Ale, ale… Widzisz co jest w tle? Co za żoną? To kaktus stojący na parapecie. Wystaje zza głowy. Wyrasta z głowy! Nie ryzykuj!

Skarbem fotografa nie jest najnowocześniejszy, najdroższy, najlepszy na świecie – cokolwiek to znaczy – aparat fotograficzny, ale wrażliwość plastyczna i umiejętność dostrzegania tematów nadających się do sfotografowania. Nie wszystkie na to zasługują i takimi nie ma co się zajmować, szkoda na nie czasu, z drugiej jednak strony to, obok czego inni przechodzą obojętnie, może być dla fotografa atrakcyjne, bo potrafi z tego zrobić aparatem interesujący obraz.

Obraz na siatkówce oka jest dwuwymiarowy, a postrzegamy przestrzennie, ale nawet gdy zamkniemy jedno oko i widzimy płasko, nadal mamy świadomość przestrzeni, bo w pamięci zachowujemy wiedzę o odległościach do przedmiotów i między nimi. Więcej, bo gdy oglądamy jakiś obiekt raz z jednej, raz z drugiej strony, widząc coś innego wiemy, że to ten sam obiekt, a dla aparatu są to dwa różne obiekty, zrobi dwa różne zdjęcia. Fotografując trzeba wyobrazić sobie jak to, co widzimy przestrzennie, będzie wyglądało po sprasowaniu przez aparat do dwóch wymiarów płaszczyzny zdjęcia, a także po radykalnym zmniejszeniu.

Wzrokiem obejmujemy przestrzeń w kącie widzenia około 46° – taki kąt obrazowania mają obiektywy normalnoogniskowe, standardowe. Dla wygody (i obniżenia kosztów) używamy obiektywów zmiennoogniskowych. Najporęczniejszymi i z tego względu najczęściej używanymi są obiektywy umożliwiające zmianę ogniskowej w granicach od 24 mm 70 mm lub do 105 mm.

Każda zmiana ogniskowej powoduje poszerzenie kąta obrazowania lub jego zawężenie, ale przecież nie tylko to, sugeruje bowiem jednocześnie zmianę odległości do fotografowanego obiektu i odległości pomiędzy obiektami na fotografii. Krótka ogniskowa, a więc szeroki kąt obrazowania sugeruje, że zdjęcie zostało zrobione z większej niż w rzeczywistości odległości. Sugeruje również powiększeniem odległości między sfotografowanymi obiektami a także zmianą ich rozmiarów, te bliskie zostają znacznie, a czasem nawet karykaturalnie powiększone, odleglejsze ulegają zmniejszeniu. Gdy ogniskowa dłuższa a kąt obrazowania mniejszy, mamy na fotografii sugestię, że zdjęcie zostało zrobione z mniejszej odległości, czasem nawet z bliska, a odległości pomiędzy ujętymi na takim zdjęciu obiektami wydadzą się mniejsze niż są w rzeczywistości.

Zmiana ogniskowej obiektywu to ważny sposób komponowania fotografii a obiektywy, z wyjątkiem lustrzanych, dają jeszcze jedną bardzo ważną możliwość: manipulację przestrzenią dobrej ostrości przez zmianę przysłony. Przestrzeń dobrej ostrości zależy od zastosowanej ogniskowej, odległości fotografowania i wybranej przysłony obiektywu. Przy niezmienionej ogniskowej im odległość do fotografowanego przedmiotu mniejsza tym obiektyw tworzy mniejszą głębię ostrości a przy małych odległościach nawet całkowite przymknięcie przysłony obiektywu (do największej liczby przysłony) może nie zapewnić potrzebnej ostrości. I odwrotnie: przy dużych odległościach do fotografowanego obiektu można nawet uzyskać niezbędną ostrość przy całkowicie otwartej przysłonie obiektywu. Pomiędzy tymi skrajnościami jest wiele możliwości powiększania lub zmniejszania przestrzeni ostrości, od tego że wszystko od pierwszego do ostatniego planu będzie ostre, po całkowite rozmycie tła gdy ogniskowa odpowiednio długa, lub gdy przysłonę obiektywu można ustawić na liczbę 2.8, 2.0, 1.4, czy nawet 1.0.

Zmiana kadru, ogniskowej, przysłony nie wyczerpuje wszystkich możliwości bo do komponowania obrazu możemy wykorzystać także czas ekspozycji. Przez dobranie odpowiedniego czasu otwarcia migawki możemy uzyskać na obrazie sugestię szybkiego ruchu sportowca, samochodu czy innego obiektu, a przy bardzo długim czasie ekspozycji możemy uzyskać inny zaskakujący efekty, na przykład zmienić obraz ruchliwej ulicy, placu czy parku w przestrzeń wymarłą, opuszczoną przez wszystkie istoty żywe. Potrzebny jest do tego neutralny szary filtr o bardzo dużej gęstości, który przedłuży czas naświetlania nawet kilkaset razy aby to, co się przed obiektywem przejeżdża czy przechodzi nie zostało zarejestrowane.

Choć fotografia tak jak obraz malarski oddziałuje na odbiorcę tylko przez zmysł wzroku, fotograf jest w innej sytuacji, bo dzieła malarzy czy grafików są w znacznie większym stopniu abstrakcyjne, a fotograficzne bardziej rzeczywiste. Pomijając uwarunkowania jakie tworzą bardzo różne narzędzia, materiały i sposoby budowy obrazów, fotografów mocno ogranicza ujmowany na zdjęciu obiekt i nie wszystko, co artysta malarz fascynująco przedstawia na płótnie, interesująco może zrobić fotograf. Aby zasmakować porażki wystarczy spróbować sfotografować to, co malarzom wychodzi często znakomicie: jakiś bieda–domek, zapuszczony, prawie ruina z wyszczerbionymi cegłami wystającymi spod tynku, walącym się płotem podpieranym bezradnie przez jedną malwę, z krzywo stojącym słupem latarni albo z drutami telefonicznymi. Obraz malarski czaruje barwami i abstrahuje od biedy, fotografia biedę wyeksponuje i to co dobre jako temat dla malarza, nie musi być tak samo dobre dla fotografa. Przykład na dwóch następnych ilustracjach. Zdjęcie przedstawia stary domek, a po prawej photoshopowa symulacja zdjęcia w akwarelę.

Czy taki bieda–domek to absolutnie zły temat dla fotografa?

Dla fotografa każdy temat może być dobry, bo fotografuje się rozmaite obiekty i wydarzenia dla bardzo różnych przeznaczeń, dla informacji dziennikarskiej, dla udokumentowania jakiego stanu obiektu czy przedmiotu, dla wzruszenia ludzkich sumień w obliczu tragedii innych, ale fotografia artystyczna to nie publicystyka ani agitacja. Zdjęcie zaniedbanej wiejskiej drogi czy miejskiej ulicy pełnej dziur i kałuż, zaśmieconej, z kubłami na chodnikach, może być bardzo dobrą ilustracją pisma do władz lokalnych aby przejrzały na oczy, ale jako temat fotografii artystycznej? Jest taki nurt artystyczny, także w fotografii, który karmi się brzydotą.

Wolność artysty na to pozwala, ale to jakiś paradoks. Ludzie studiują latami w akademiach sztuk pięknych, a potem starają się wybić ponad innych tworząc odrażającą często brzydotę. W moim przekonaniu sztuki piękne: malarstwo, grafika, rzeźba, także fotografia, mają człowieka właściwymi sobie sposobami wzbogacić, a już na pewno nie obrzydzać. Tak myślących nie jest wcale mało, nie jestem więc samotnikiem.

Fotogeniczny – niefotogeniczny

Mówi się często: – to jest fotogeniczne, częściej: – ONA to jest fotogeniczna, na zdjęciach zawsze wychodzi lepiej niż wygląda.

Fotogeniczne, nie fotogeniczne… jakie są kryteria fotogeniczności? Fotogeniczne to coś tak pięknego jak lukrowana wielkanocna baba, posypana kolorowymi koralikami cukierków?

Odwróćmy pytanie, a zobaczymy wyraźny znak ostrzegawczy: – Uwaga, obiekt nieużyteczny fotograficznie, bo:

– nie autentyczny,

– bez sensu,

– sztucznie upozowany,

– wulgarny,

– w złym oświetleniu,

– w chaotycznym otoczeniu,

Szkoda wysiłku na tematy nieużyteczne skoro tak dużo jest dobrych.

Dobry temat fotograficzny… – jak go rozpoznać?

Pytanie to może wydawać się zbyteczne – przecież to widać gołym okiem.

Tym „gołym okiem” często widać coś zupełnie innego niż widzi aparat fotograficzny, często jest to coś, czego żadnym sposobem nie uda się przenieść na papier. Chyba najłatwiej to zrozumieć na przykładzie rodzinnych fotografii dzieci.

– Beatka to wyjątkowy pieszczoszek, a Jagódka?!… och, ta dopiero jest dowcipna! Rodzice patrząc na zdjęcia swoich dzieci najczęściej widzą to, czego na tych fotografiach nie ma. Fotografie dzieci przywołują im radosne wspomnienia, ale tylko im, rodzicom. No i dziadkom oczywiście. Ich rodzicielskie i dziadkowskie prawo, ich radość. Aby jednak na fotografii każdy mógł zobaczyć, a nie tylko rodzice i dziadkowie, że mała Tosia to rozpieszczony pieszczotami pieszczoszek, trzeba to w jakiś czytelny sposób zobrazować. To jest do wykonania, ale przecież żadnym sposobem plastycznym nie można przedstawić na fotografii zabawnych przekręceń wyrazów i dowcipnych powiedzonek Anielki, które tak radują całą rodzinę?

Fotografujący dają się często zwieść przez coś, czego nie da się przenieść na obraz i wyrazić w fotografii. Bywa czasem jeszcze gorzej, bo można się dać tak silnie uwieść sytuacji, że przestaje się widzieć i kontrolować to, co się akurat fotografuje. Doświadczyłem tego boleśnie na własnej skórze w czasie swojej przygody reporterskiej. Miałem zrobić fotografię znanej artystki w jej pracowni plastycznej. Okazała się osobą przemiłą, wręcz czarującą. Rozmawiało mi się i fotografowało znakomicie. Zrobiłem wiele ujęć i byłem zadowolony nie tylko z wykonanych zdjęć, ale z możliwości poznania interesującej osoby i rozmowy na tematy, które nas interesowały.

Oprzytomniałem dopiero przy wywoływaniu powiększeń… Jak mogłem nie zauważyć tak potężnego zeza?!

Konsekwencje były poważniejsze niż zmarnowana większość zdjęć. Zacząłem uważnie przyglądać się twarzom. Każda okazja była dobra: w tramwaju, na ulicy, w kolejce do ulicznego saturatora z wodą sodową – tak, tak, takie to były te dobre czasy gdy pragnienie można było ugasić jedynie uliczną „gruźliczanką” z musztardówki na łańcuchu…

Gdybym w ocenie zezów doszedł do wprawy okulisty nie byłoby źle, ale stało się gorzej, bo owszem widziałem dziewczyny urodziwe, mądre i miłe, ale co z tego skoro każda zezowata. Jak nie 3° w poziomie, to 2° w pionie, gdy zez do przyjęcia to jedno oko wyżej lub większe od drugiego – ręce opadają. Zaczęło mi to odbierać radość życia, musiałem się z tego jakoś wyzwolić więc się ożeniłem i zezy przestały mnie dręczyć.

Za tematami do fotografowania warto rozglądać się stale i to nie tylko wtedy, kiedy ma się aparat, ale i bez niego, choćby po to ażeby zapamiętywać interesujące miejsca, lub wyobrażać sobie jak można byłoby coś sfotografować, skomponować. To dobry nawyk, który pomaga gdy nieoczekiwanie zdarza się konieczność szybkiego wykonania zdjęcia, bo ma się wtedy wiele spraw już przemyślanych i można z nich skorzystać. Gdy się ich nie ma lub się o nich zapomniało, można się łatwo sfrajerować.

Dobrym przykładem na to jest zdjęcie cyklisty. Zobaczyłem go raptem w niewielkiej odległości, zdążyłem zrobić dwa zdjęcia nim się oddalił. Co powstało? Zwykła fota jak to się teraz w żargonie mówi, nic ciekawego, każdy to tak oceni. Gdyby w tle był zwarty szereg kibiców zainteresowanych rekonstrukcją kolarstwa z czasów Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, to może zdjęcie byłoby bardziej interesujące, ale w tle są reklamy banku, fragment baneru zachęcającego do pożyczki, jakieś postacie zainteresowane czymś zupełnie innym, odwrócone plecami do cyklisty – tło fatalne, zdjęcie do skasowania. I byłbym to zrobił, ale przypomniałem sobie pewien pokaz urządzony przez Witolda Dederkę podczas zebrania Sekcji Artystycznej Polskiego Towarzystwa Fotograficznego, którego w czasach studenckich byłem aktywnym członkiem.

Dederko pokazał wtedy fotogram, tak się wtedy nazywało fotografię powiększoną do rozmiarów wystawowych, a potem równie dużych rozmiarów fragment tego fotogramu, a potem jeszcze kolejny fragment – trzy fotografie, każda z innym tematem, wszystkie interesujące a zrobione z jednej kliszy.

Pożytki z odwracania obrazu

Z tej demonstracji Witold Dederko wysnuł kilka nauk. Że dość często na zdjęciu obok tematu głównego są jakby podtematy, które się widzi, ale bez zainteresowania, a wyodrębnione mogą być osobnym zdjęciem. Że prawie każde zdjęcie można na różny sposób skadrować, że warto to próbować i porównywać ten sam temat w różnych kadrach. Że warto także spojrzeć na zdjęcie odwrócone, do góry nogami…

To stary wynalazek artystów malarzy, którzy sprawdzali i nadal sprawdzają kompozycję malowanego obrazu stawiając go na sztalugach dołem do góry. Robią tak także w plenerze, jeszcze przed rozstawieniem sztalug, stają do interesującego obiektu tyłem i w dużym rozkroku, i w takiej karkołomnej pozycji z głową między nogami oceniają temat: – nadaje się, czy nie.

To odwracanie ma sens, ponieważ tym prostym sposobem ocenie podlegają tylko elementy plastyczne obrazu, linie, plamy jasne i ciemne, ich wzajemne relacje wielkości, stosunek barwy do barwy, czyli kompozycja, a sam temat przestaje być ważny.

Dawniej, kiedy fotografowało się kamerami wielkoformatowymi obraz na matówce był odwrócony: dół był u góry a lewa strona zamieniała się z prawą. Odciągało to uwagę od tematu a pozwalało ocenić równowagę między plamami jasnymi i ciemnymi, czyli – jak to się wówczas mówiło wyważyć obraz. Teraz jest to także możliwe, ale trzeba użyć tabletu. Oglądanie fotografowanego obiektu na tablecie czy laptopie ma też taką zaletę, że obraz jest znacznie większy niż na monitorze LCD aparatu, a tym samym łatwiejszy do oceny zarówno pod względem kompozycji jak i ustawienia ostrości, stopnia rozmycia tła i innych walorów.

Manipulowanie ostrością, a dokładniej przestrzenią ostrości, należy także do bardzo ważnej czynności kompozycyjnej, do której zbyt często nie przykłada się należytej uwagi. Każdy temat jest inny, ale można je pogrupować: ludzie, pejzaże, obiekty, architektura, wnętrza… a w tych grupach obowiązują pewne ogólne zasady dotyczące ostrości.

W fotografii krajobrazów bardzo często stosuje się zasadę pełnej ostrości od najbliższego planu aż po horyzont, co oczywiście nie wyklucza innego sposobu obrazowania, z ograniczoną przestrzenią ostrości skoncentrowanej na jakimś wybranym obiekcie.

W fotografii portretowej jest odwrotnie, stosuje się najczęściej ograniczoną przestrzeń ostrości z maksimum ustawionym na oczach fotografowanej osoby z silnym rozmyciem tła co pozwala wyeksponować twarz, czy całą postać. Nie wyklucza to bezwarunkowo ujmowania postaci w większej głębi ostrości, bo gdy na przykład portretuje się całą postać lub zbliżenie w interesującym otoczeniu pracowni uczonego czy mieszkania, to wyraziście przedstawione tło będzie sugerować dziedzinę nauki lub status majątkowy portretowanej osoby.

Uważam, że są trzy zasady dobrej kompozycji o których warto pamiętać.

– Na dobrze skomponowanej fotografii panuje reżim hierarchiczny. Najlepsze miejsce przysługuje bezdyskusyjnie głównemu obiektowi obrazu.

– Na dobrze skomponowanej fotografii mogą istnieć obiekty uzupełniające, służebne wobec obiektu głównego, nie ma natomiast miejsca dla tych, które odciągają od niego uwagę.

– Na dobrze skomponowanej fotografii nie ma przypadkowego tła. Tło pełni bardzo ważną rolę kompozycyjną. Każda sztuka rozgrywa się przecież na jakimś tle.

Żeby się przekonać o pozytywnej roli hierarchii, porządku i tła w kompozycji, warto spróbować sfotografować martwą naturę, nawet wtedy, kiedy ta dziedzina fotografii nie jest w kręgu naszych zainteresowań. Tu konieczna jest uwaga dotycząca porządku. Chodzi o porządek, o ład w kompozycji, w obrazie fotograficznym a nie jakieś porządkowanie fotografowanego obiektu przed zrobieniem zdjęcia. Żeby nie było nieporozumień: gdy fotografuję architekturę i widzę puszkę po piwie w kadrze to ją usuwam, także papierek leżący na podłodze w jakimś wnętrzu, ale gdy fotografuję w rzemieślniczej stolarni to strużyny drewna na podłodze świadczą o pracy stolarza i należą do obrazu, więc nie należy ich usuwać. Warto natomiast zadbać aby były interesująco oświetlone, czasem wystarczy podnieść jakąś mocniej skręconą i upuścić w miejscu smugi światła.

W fotografii srebrowej (nie analogowej, bo zdjęcie nie ma nic wspólnego z zapisem analogowym) wybór filmu wpływa na końcowy efekt obrazu. Zanim fotograf zrobił zdjęcie musiał podjąć decyzję jaki film, czarno-biały czy kolorowy, o jakiej czułości, dopasowany do jakiego rodzaju oświetlenia, o jak nasyconych barwach… załaduje do aparatu i jak go będzie wywoływał. W fotografii cyfrowej edycja kolorów może zostać dopasowana do tematu każdego kolejnego zdjęcia – to ogromne ułatwienie.

Fotografowie mają różne zadania do wykonania, cele i swoje dążenia. W reklamie produktów i reprodukcji dzieł sztuki trzeba uzyskać na fotografii idealne odtworzenie barw, także fotografowie pejzaży dążą często do uzyskania takich barw jakie ich zafascynowały. Ale są także fotografowie, którzy nie akceptują tak doskonałego odtworzenia fotografowanych obiektów, bo są dla nich martwe, jak martwy jest kolorowy przedmiot z gładkiego, kolorowego plastiku. Nadają swoim obrazom zabarwienia odpowiadające tematom fotografii aby kolorem uwypuklić emocje, jakie obraz ma wywoływać. Dotyczy to także ziarnistości obrazu. Tak jak w fotografii srebrowej można było uzyskać obraz gładki, drobnoziarnisty, z filmów niskoczułych lub z grubym ziarnem z filmów wysokoczułych odpowiednio energicznie wywołanych, tak samo choć innym sposobem, można symulować to zjawisko w technologii cyfrowej. Programy do obróbki zdjęć pozwalają na takie zmiany, nie tylko na całym obrazie, niektóre także umożliwiają zmiany lokalne, co pozwala na nadanie fotografii charakteru pożądanego przez artystę.

Martwa natura – ćwiczenia wyobraźni

Gdy przystępuje się do fotografowania martwej natury (dlaczego martwej gdy przedstawia na przykład owoce czy warzywa?) trzeba wszystko zrobić samemu od początku, wybrać obiekty do fotografowania, zdobyć się na pomysł jak je przedstawić, poukładać, na jakim tle, z jakimi dodatkami czy uzupełnieniami, jak oświetlić.

Każdy kto spróbuje, może się przekonać, jak bardzo jest się bezradnym przy ustawianiu przedmiotów, a potem przy ich oświetlaniu. Zobaczy także, ile jest możliwości a jak mało interesujących. Ile czyha pułapek. To dobra lekcja, także lekcja… pokory. Każdemu się przydaje. Nie kwapię się do fotografowania martwej natury, podziwiam natomiast pomysłowość tych, którzy to robią dobrze. Często zresztą korzystają z pomocy innych, którzy aranżują przedmioty do sfotografowania, lub całe wnętrze, a fotograf wykonuje tylko zdjęcia.

Znacznie łatwiej gdy fotografujemy w plenerze, bo korzystamy z obiektów lub zdarzeń, które przyciągają naszą uwagę bo wyróżniają się z otoczenia, które są z otoczeniem w takich relacjach, jakie nam się podobają i skłaniają do zatrzymania, do sfotografowania. Czasem można by nawet powiedzieć, że są już prawie gotowe do sfotografowania, prawie skomponowane, brakuje tylko lepszego oświetlenia, wtedy wystarczy poczekać… To samo w mieście, na ulicy – widzimy budynki, drzewa, obiekty uporządkowane, w jeszcze większym stopniu we wnętrzach – korzystamy z tego co zastaliśmy, a naszym zadaniem jest dostrzec w tym coś interesującego i w sposób niebanalny, a czasem odkrywczy, przedstawić na fotografii.

Z tłem są często poważne kłopoty, a największy jest skutkiem tego, że nie zwraca się na nie dostatecznej uwagi. Koncentrując się na fotografowanym obiekcie nie wolno nie widzieć tego co jest przed nim i co za nim. W plenerze, przy fotografowaniu krajobrazów, tłem jest niebo. Pokryte chmurami niebo może z fotografowaną przestrzenią tworzyć fascynujący obraz, a może ją też degradować gdy jest białą plamą bez jakichkolwiek szczegółów.

Przy portretowaniu w plenerze ulega się często złudzeniu, że to, co widać w celowniku aparatu uzyskamy na fotografii, a najczęściej tak nie jest.

Gdy patrzy się przez celownik przy całkowicie otwartej przysłonie widać tło rozmyte tym bardziej, im odległość fotografowania mniejsza, obiektyw jaśniejszy, jego ogniskowa dłuższa, a tło bardziej oddalone. Ale gdy przysłona zostanie mocno przymknięta to głębia ostrości za fotografowanym obiektem powiększy się radykalnie (mamy w oczach wykresy z rozdziału 3) i to, co widzieliśmy rozmyte, nieostre, nabierze na fotografii kształtów słupów, krzaków, płotów, drzew. Także przedmioty znajdujące się przed fotografowaną postacią nabiorą ostrości, która może psuć obraz.

Razić na fotografii może bardzo wiele, także to, na co patrzymy obojętnie bośmy się przyzwyczaili, oswoili i nas to już nie drażni. Na przykład słupy latarń na ulicach, jedne pochylone w lewo, inne w prawo tak jakby stać prosto nie mogły. Albo widoczne na chodnikach ulic wielkie kubły pełne śmieci i pojemniki na starą odzież, ohydne, brudne pudła szpecące przestrzeń publiczną, nawet tę, która oficjalnie została wpisana w rejestr zabytków. Często więc ze smutkiem możemy tylko stwierdzić, że znaleźliśmy interesujący temat, ale niestety degraduje go złe tło, brzydkie otoczenie na które nie mamy żadnego wpływu, albo niekorzystne oświetlenie

Ze światłem, z jego barwą, z jego częstym niedostatkiem lub nadmiarem, bo taki też bywa, można sobie poradzić. Mamy w fotografii cyfrowej funkcję balansu bieli, możemy też gdy zbyt ciemno wydłużyć czas naświetlania, lub szerzej otworzyć przysłonę obiektywu, a gdy natężenie światła zbyt wysokie, możemy zastosować szybszą migawkę lub przymknąć przysłonę, albo też zatrzymać część światła neutralnie szarym filtrem o dużej gęstości.

Z oświetleniem tak już dobrze nie jest. Na oświetlenie naturalne, słoneczne w dzień a księżycowe w nocy, nie mamy żadnego wpływu, co znów nie znaczy, że jesteśmy całkowicie bezradni. Po pierwsze: wiemy kiedy możemy się spodziewać oświetlenia interesującego, a kiedy będzie mało korzystne, możemy wybierać i wybieramy.

Które? To oczywiste, w piękną pogodę!

Piękną pogodę przynosi do nas oczekiwany z utęsknieniem wyż atmosferyczny, który cieszy jeszcze bardziej, gdy ciśnienie sięga 1030 hPa, bo przy takim czujemy się komfortowo. Gdy niebo karmi spragniony wzrok pięknym błękitem, fotoamatorów ciągnie do fotografowania jak pszczoły do wonnych kwiatów.

W taką pogodę, choć światła jest pod dostatkiem, oświetlenie nie jest wcale najlepsze a może także sprawiać trudności. Chodzi o to, że gdy słońce jest wysoko, cienie są wtedy najkrótsze, a gra światła i cieni, sprawa podstawowa w fotografii czarno–białej i nie do pominięcia w fotografii kolorowej, jest najbardziej uboga, wręcz w zaniku. Najbardziej niekorzystne oświetlenie panuje w południe przy pogodzie bezchmurnej, bo wtedy cienie są nie tylko najkrótsze, ale dodatkowo najciemniejsze a oświetlenie najbardziej kontrastowe. Tak zwana zła pogoda bywa dla fotografów często najbardziej korzystna.

Każdy fotografujący sam decyduje z czego rezygnuje a co sfotografuje, co uzna za najważniejsze, w jakim miejscu fotografii to coś ulokuje, co z otoczenia musi zostać, a co trzeba koniecznie usunąć.

Wszystko, czyli nic ciekawego

Początkujący fotoamatorzy mają nieprzemożną chęć ujmowania na fotografiach wszystkiego, co można na nich zmieścić. Łatwo to zauważyć, gdy przymierzają się do sfotografowania osoby lub kilku osób: cofają się z aparatem, oddalają coraz bardziej, obejmują w wizjerze coraz więcej nie zwracając uwagi na to, że postacie maleją i tracą w zdjęciu na znaczeniu, stają się elementem równorzędnym z innymi, a gdy odległość fotografowania jest zbyt duża następuje odwrócenia znaczenia, tło staje się tematem a fotografowana osoba tym się różni od przechodniów, że stoi i gapi się na fotografa, jak na zdjęciu poniżej.

Kolejny przykład dotyczy także tła. Zdjęcie  zrobione zostało przy schodach wiodących do Zamku Ujazdowskiego w Warszawie, widocznego na poprzedniej fotografii. To dobre miejsce nie tylko do zdjęć pamiątkowych, można tam fotografowaną postać ująć nieco z dołu, a same schody mogą być nie tylko dobrym tłem, pozwalają także na aranżowanie wielu rozmaitych sytuacji. Można tam spotkać nie tylko fotoamatorów, ale także fotografów ślubnych z nowożeńcami lub znanych fotografów mody. Można więc powiedzieć, że miejsce jest fotogeniczne i podoba się, a gdy się coś komuś spodoba, to wtedy…

Z tym „podoba mi się” sprawa jest poważna i dotyczy wielu dziedzin, także w technice, w twórczym procesie konstruowania czegokolwiek. Inżynier Andrzej Frydrychewicz, polski konstruktor lotniczy, w rozmowach które zrelacjonowałem w książce pt. Konstruktor, zwrócił uwagę na negatywne skutki tego „spodobania”. Gdy się komuś spodoba rozwiązanie jakie wymyślił, tak silnie mu to blokuje umysł, że nie jest wstanie znaleźć innego, alternatywnego rozwiązania.

W fotografowaniu to „spodobanie” działa podobnie i każdy może doświadczyć jak niechętnie rezygnuje się z czegoś co się mu od razu spodobało. Gdy w plenerze zobaczymy jakiś widok, który nas zachwycił, mamy chęć natychmiastowego fotografowania z miejsca, z którego doznaliśmy zachwytu. Może to być najlepsze miejsce i najlepszy czas jeżeli chodzi o oświetlenie, ale może być także tak, że z miejsca o kilkanaście metrów dalej ten sam widok jest jeszcze lepszy. Może być i tak, że za kilkanaście minut wiatr przesunie obłoki i las oświetlony słońcem nie będzie już zbyt ciemną plamą. Warto przemóc swą niechęć do poszukania innego rozwiązania niż to pierwsze, które nam się tak bardzo spodobało, że je ukochaliśmy.

Inną pułapką fotografujących jest działanie stadne. Gdy wiele osób fotografuje jakiś atrakcyjny obiekt, ma się naturalną ochotę dołączenia do nich, ale wtedy traci się możliwości zrobienia zdjęcia innego niż wszyscy. Gdy wiosną w Łazienkach Królewskich w Warszawie dwadzieścia osób ciśnie się aby sfotografować pawia z szeroko rozłożonym ogonem, można dołączyć i być dwudziestym pierwszym, na dodatek w kiepskim miejscu, bo wszystkie dobre już zajęte, ale można też odejść na bok i z zupełnie innego miejsca zrobić ciekawsze ujęcie dużej grupy zapalonych fotoamatorów z aparatami skierowanymi na pawia w zalotach.

Podczas pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do ojczyzny fotografowałem dla tygodnika Kierunki z niewielkiego miejsca na krakowskich Błoniach wyznaczonego dla fotoreporterów. Niezależnie od tego czy przesunąłbym się kilka kroków w lewo czy trochę w prawo, w celowniku aparatu niewiele by się nie zmieniło. Mogłem enerdowską prakticą LLC z rosyjskim obiektywem MTO–1100 mm F11,5 na filmie Fotopan HL, fotografować Ojca Świętego w różnych gestykulacjach i nic więcej.

W tej sytuacji postanowiłem zrezygnować z miejsca dla fotoreporterów i ryzykując, że przed zakończeniem Mszy Świętej nie zdążę już zrobić żadnego zdjęcia, pobiegłem, okrążając Błonia, w kierunku Kopca Kościuszki aby stamtąd zrobić zdjęcie ołtarza i ludzi zgromadzonych na Błoniach. Na Kopiec Kościuszki nie dobiegłem, na Sikorniku brakło mi już tchu, ale gdy odsapnąłem udało mi się zrobić dwie serię zdjęć do fotografii panoramowej, jedną obiektywem lustrzanym ZM–500A o ogniskowej 500 mm i drugą obiektywem MTO–1100 o ogniskowej 1100 mm. Fotografia którą zamieszczam jest wycinkiem panoramy przedstawiającej ludzkie punkciki na rozległych Błoniach od brzegów Rudawy, aż po ich kraniec przy Alejach Trzech Wieszczów.

Refleks i błyskawiczne działanie potrzebne są w fotografii reportażowej albo sportowej lub przyrodniczej gdy fotografuje się jakieś dynamiczne zdarzenia. W innych sytuacjach pośpiech nie jest wcale atutem, a chwila refleksji może suto wynagrodzić. Czasem może być na przykład tak, że fotografowany obiekt komponuje się dobrze zarówno w pionie jak i w poziomie i jest wybór. Jeśli fotograf publikuje zdjęcia w gazecie lub w czasopiśmie, to powinien uwzględniać nie tylko sprawy estetyki, ale także potrzeby redakcji i swój interes, bo skadrowanie w pionie daje fotografii znacznie większe szanse druku. Strony gazet nie są z gumy, walka o miejsce jest bardzo ostra a fotografia najczęściej przegrywa z wynurzeniami sezonowej celebrytki. Zdjęcie poziome musi zająć w gazecie dwie szpalty, a pionowe zmieści się na jednej ku radości składacza.

Współczesne aparaty są tak skonstruowane, że naturalny sposób ich trzymania skłania do ujęć poziomych. Były kiedyś takie aparaty jak Hasselblad, Rolleiflex, Pentaconsix czy skromny polski Start, którymi można było robić zdjęcia kwadratowe: 6×6 cm. Wielu fotografów uważało taki format za wygodny, ponieważ pozwalał decyzję o kadrze poziomym lub pionowym odłożyć na później. Z tego później wynikało jednak to, że aparatami 6 na 6 (dokładnie 55×55 mm) robiło się najczęściej fotografie kwadratowe, bo koniec końców tak się jakoś poukładało wszystko w wizjerze, że żal było potem coś obciąć. No i dobrze, fotografie w formie kwadratu, kształtu bardzo stabilnego, mogą być i są interesujące, a także potrzebne. Z przycinaniem zaś kwadratowego obrazu do prostokąta był taki kłopot, że malała wykorzystywana powierzchnia negatywu, a co za tym idzie malała jakość powiększenia. Nie ma aparatu najlepszego do wszystkiego.

Obecnie, aby uzyskać obraz w kwadracie, trzeba obciąć boki, co często jest trudne, gdy jest tam coś takiego z czym trudno się rozstać. Jeżeli jednak po obcięciu można uzyskać obraz lepszy, mniej rozgadany, bardziej skoncentrowany, to trzeba po prostu ciąć i nie biadolić.

Do zdjęcia dziecka najlepiej na kolanach

Fotografujemy najczęściej w pozycji stojącej, aparatem trzymanym przy oku, a zatem na wysokości 150 – 170 cm w zależności od wzrostu. Nie zawsze jest to pozycja dobra. Dla uzyskania właściwych proporcji ciała, przy fotografowaniu stojącej osoby wysokość fotografowania powinna być niższa, a przy fotografowaniu dzieci niska, trzeba po prostu przyklęknąć, aby nie ujmować dziecka z góry. Inna sytuacja gdy fotografuje się w tłumie, jakieś pochody, manifestacje, defilady. Gdy nie ma możliwości by stanąć w pierwszym szeregu trzeba fotografować ponad głowami innych. Nie jest wygodnie trzymać aparat na wysoko podniesionych rękach, ale gdy inni zasłaniają widok jest to jedyny sposób, aby uniknąć kapeluszy na pierwszym planie.

Często postępujemy tak, że kadrujemy bez luzów, dokładnie od brzegu wizjera do brzegu, jakby na wcisk. Kiedyś była moda na takie ostateczne kadrowanie w aparacie. Zdjęcia powiększano potem razem z brzegami błony zwojowej, razem z nazwą firmy, z numerem kodowym emulsji, była to pewnego rodzaju demonstracja doskonałości, wyższych umiejętności autora nad innymi, którzy tak precyzyjnie skadrować nie potrafili. Moda jak to moda, przeminęła, a aparaty cyfrowe nie rejestrują niczego na brzegach kadrów i choć nadal warto wykorzystywać całe pole czujnika to trzeba jednak zachować ostrożność. Na przykład podczas fotografowania obiektów architektury, które najczęściej wymagają korekty perspektywy w procesie obróbki komputerowej – więcej o tym w rozdziale poświęconym tym sprawom.

Ujęcia z góry, z ptasiej perspektywy są nieliczne i już z tego powodu wywołują większe zainteresowanie. Warto wykorzystać dostępne miejsca: okna, balkony, wieże ratuszy, kościołów i dzwonnic aby sprawdzić, czy z wysokości nie uda się zrobić bardziej interesującego ujęcia niż z poziomu ulicy.

Kto ma motolotnię może robić zdjęcia pionowo w dół z różnych miejsc w które tylko z dużą obawą można byłoby pokierowań drona z dobrym aparatem fotograficznym. Nie radzę się łudzić, że drony, które można kupić w sklepach, zapewniają taki bezpieczny lot. To prawda, że raczej nie uciekną, mają funkcję powrotu do bazy gdy kończy się im energia i lądują na ogół bezpiecznie, ale nie są całkowicie odporne na zakłócenia łączności, a to, gdzie drogi quadrocopter z aparatem wyląduje lub spadnie, ma swoje znaczenie.

Wdał się w tę technikę Hasselblad we współpracy z firmą DJI i w 2016 r. zaprezentowali quadrocopter z średnioformatowym aparatem A5D, zaprojektowanym specjalnie do fotografii lotniczej. Nowy quadrocopter z Hasselbladem 100MP ma kosztować około 50000 USD. Motolotnia jest tańsza, a latanie przyjemniejsze.

Najbardziej interesujące zdjęcia z powietrza prezentuje ostatnimi laty architekt, fotograf i pilot Kacper Kowalski słusznie już uznany za jednego z najlepszych. Jego fotografie są zaskakujące, zdjęcie narciarzy w kolejce do wyciągu wygląda jak bukiet kwiatów… Nie będę o innych opowiadał, należy chodzić na wystawy fotograficzne.

Nie mam motolotni, quadrocoptera nie kupię, zostaje mi liczenie schodów gdy wchodzę na kościelną czy miejską wieżę, jak na przykład w Toruniu.

Przeciwieństwem perspektywy ptasiej jest perspektywa żabia, to znaczy zdjęcia wykonane z poziomu ziemi, bruku, podłogi, lub z innej bardzo niskiej wysokości. Dawniej nie było z tym większego kłopotu bo w użyciu były dwuobiektywowe lustrzanki, teraz takie ujęcia można bez większego wysiłku robić tylko takimi aparatami cyfrowymi, których ścianki z ekranem LCD można odchylać od korpusu aparatu a nawet przekręcać.

Do lustrzanek cyfrowych nie wyposażonych w taki ekran można doczepić celownik kątowy, fotografuje się jednak znacznie wygodniej gdy do aparatu podłączyć laptopa lub tablet. Jest wtedy do dyspozycji duży obraz fotografowanego obiektu, który pozwala lepiej kontrolować kadr oraz ustawienie przestrzeni ostrości, co bardzo ważne: można skontrolować skutki zmiany ustawienia wielkości przysłony obiektywu do pozycji roboczej. Celownik kątowy umożliwia jednak fotografowanie aparatem trzymanym w rękach, natomiast tablet, a tym bardziej laptop wymagają przymocowania aparatu do statywu, co ogranicza ten sposób fotografowania do obiektów nieruchomych.

Wybranie właściwego miejsca do zrobienia zdjęcia często nie jest łatwe, a w przestrzeni miejskiej znacznie trudniejsze z względu na znacznie większą liczbę obiektów zakłócających projektowaną kompozycję. Kłopot sprawiają przechodnie, ale jeśli cierpliwie poczekać można zrobić zdjęcie w sytuacji, gdy między fotografowanym obiektem a postaciami przechodniów nie będzie dysonansu. Gorzej z samochodami. Te w ruchu przejadą, ale stojące zasłaniają, często skutecznie, na przykład wtedy, gdy chcemy sfotografować piękną kamienicę a z obu stron ulicy parkują na chodnikach samochody.

2500 lat Złotego podziału

Ponieważ fotografia usilnie aspirowała do miana artystycznej i nie bez oporu środowiska malarzy dołączyła ostatecznie do sztuk pięknych, warto tu wspomnieć, że fotografia jako dzieło wizualne odwołuje do zmysłu wzroku i oddziałuje na nas prędzej nim potrafimy uzmysłowić sobie i powiedzieć dlaczego się nam coś podoba, dlaczego wywołuje emocje, wzruszenie, radość czy smutek. Nie można tu też nie wspomnieć o kanonach piękna, o boskich proporcjach.

Zapoczątkowali to Grecy ustalając kanony piękna w architekturze i rzeźbie. Nie ma chyba nikogo interesującego się sztuką, kto by nie słyszał o złotym podziale, który matematyk i astronom Eudoksos z Knidos sformułował prawie 2500 lat temu i zawarty został w ogólnej teorii proporcji w V księdze Elementów Euklidesa.

Zgodnie z teorią idealnych proporcji cały odcinek ma się tak do swej większej części, jak część większa, do części mniejszej.

Proporcje odcinka podzielonego złotym cięciem są takie, że większa część ma 0,65803… całości, a mniejsza resztę, czyli 0,38197… całości. Taki wzajemny stosunek elementów większych i mniejszych uznany został przed wiekami za najbardziej wysmakowany, najprzyjemniejszy dla oka, za kanon piękna i wykorzystany był do tworzenia architektury o boskich proporcjach. W prostokącie o złotych proporcjach stosunek dłuższego boku do krótszego, ma się – w uproszczeniu – jak 1,6 : 1.

Na fotografiach krajobrazu linię horyzontu sytuuje się często na dolnej poziomej linii złotego podziału kadru, natomiast na zdjęciach jezior czy rzek wielu fotografów wykorzystuje górną linię złotego cięcia i na niej ustawia drugi brzeg.

Warto zauważyć, że proporcje boków czujnika cyfrowego większości aparatów są identyczne jak klatek na filmach małoobrazkowych i zbliżone do proporcji złotego prostokąta: mają stosunek boków 24:36 to 1:1,5 a w złotym podziale jest to stosunek 1:1,6. Proporcjom boków czujników odpowiadają tylko papiery fotograficzne mniejszych rozmiarów: 10×15 cm, większe formaty papierów do powiększeń nie mają już żadnego związku wymiarowego ze złotymi proporcjami.

Przez wiele setek lat złote proporcje były pilnie przestrzegane, nawet proporcje boków książek i powierzchni zajmowanej przez tekst podlegały tym rygorom. W architekturze doprowadziło to do takiej unifikacji wznoszonych przez Greków świątyń, że stały się podobne do siebie i wystarczy zobaczyć jedną, kolejna niewiele się od niej różni, będzie tylko mniejsza lub większa, mniej lub bardziej zniszczona przez wojny i upływ czasu.

Wyznam szczerze, że nie lubię kadru o proporcjach boków 1:1,5 (24×36 mm) bo są w moim odczuciu zbyt wydłużone. Większość moich fotografii ma docelowy format 40×50 cm, lub zbliżony do proporcji tych boków, nie unikam też formatów kwadratowych, które także mają swoje zalety, ostatnio także z tego powodu, że są nieliczne, ponieważ nie ma aparatów cyfrowych z kwadratowymi czujnikami.

Kwadrat sugeruje stabilność, nadaje się szczególnie dobrze do tematów które trzeba wyposażyć w sugestię powagi, spokoju, bezpieczeństwa, trwałości. Nie ma racjonalnego powodu, aby trzymać się kurczowo kadrów naszych aparatów, kadr należy każdorazowo dopasowywać do tematu fotografii, a nie tematy do aparatu lub do wymiarów passe–partout i ramek z supermarketu.

Obraz jest najbardziej czytelnym i łatwym do zapamiętania sposobem przekazania informacji i dlatego na przykład w państwach afrykańskich, na kartkach do głosowania nie umieszczano nazw partii politycznych, tylko kolorowe symbole – głosowano na Słonia, albo na Lwa lub Nosorożca. Nie jest to dowód naszej wyższości nad głosującymi na Słonia lub Nosorożca, w zadufanej w siebie Europie coraz więcej jest takich, którzy patrząc na fotografię widzą tylko rozmiar stanika, a to, że głosujemy nie na małe obrazki, tylko na billboardy, wynika z różnicy zamożności, stać nas na dużo większe kartki do głosowania.

Obraz może być jednoznaczny jak znak drogowy, ale malarstwo, grafika, fotografia, dzieła artystyczne, nie powinny odbiorcą dyrygować, lecz pełnić funkcję katalizatora jego wyobraźni i wzbogacać ją poprzez pobudzenie.

Najlepsze tu chyba miejsce aby pokusić się o podsumowanie.

Dla uzyskania zamierzonego efektu plastycznego fotograf musi obraz skomponować, a więc tak usytuować na jego ograniczonej kadrem powierzchni temat, uzupełniające go elementy i tło, żeby przekaz był czytelny.

Komponowanie fotografii odbywa się w dwóch etapach: pierwszy obejmuje wszystkie działania przed naciśnięciem spustu migawki, drugi to często długotrwała praca przed pokazaniem gotowej fotografii.

Pierwszy etap jest moim zdaniem najważniejszy, ponieważ w drugim wykorzystać można jedynie to, co i w jaki sposób zostało zarejestrowane, dawniej na światłoczułej błonie fotograficznej, teraz zapisane cyfrowo na karcie pamięci. Mamy dwa różne sposoby komponowania:

– pierwszy taki, w którym całą kompozycję tworzy się od zera, od podstaw, najczęściej w studiu, gdzie wszystkie elementy są dobierane: osoby, ich stroje, makijaż, przedmioty reklamowane, elementy otoczenia, sposób oświetlenia lub poza studiem gdzie to samo ustawia się w wybranym, atrakcyjnym miejscu. To obszar fotografii portretowej, a przede wszystkim fotografii reklamowej, w której nakłady na wykonanie dzieła są proporcjonalne do oczekiwanych korzyści, i nawet dla tego jednego zdjęcia, czy tylko kilkunastosekundowego nagrania wideo, można ponieść koszty wysłania kilkuosobowej ekipy na Sycylię, bo tam codziennie lepsze światło niż w Warszawie i wybrać tło bardziej atrakcyjne, lub wydać majątek aby zatrzymać ruch na moście i zrealizować sławną już reklamę samochodów Bentleya. Warto zauważyć, że reklama jest silnym bodźcem rozwoju fotografii i to nie tylko jeżeli chodzi o pomysłowość, o odwagę przedsięwzięć wydawałoby się nie do zrealizowania jak sfotografowanie znaku Bentley´a we kabinie pędzącego samochodu, ale także w dziedzinie używanego w fotografii sprzętu.

– w drugim sposobie fotograf wykorzystuje istniejące obiekty lub zdarzenia, a komponując stara się przedstawić je w interesującej formie plastycznej. Tak jest przy fotografiach pejzaży, krajobrazów, architektury, zwierząt, ale też zdarzeń, osób i portretów w plenerze.

W obu powyższych sytuacjach, a w ścisłej zależności od zamierzonego zadania lub celu, fotograf może wybrać jeden z wielu sposobów komponowania. Może zastosować kompozycję zamkniętą, w której wszystkie elementy obrazu stworzą logiczny układ do którego nic dodać, ani niczego odjąć już nie można. Może zbudować obraz w tak zwanej kompozycji otwartej, w której dopełnienie przekazu artysta powierza, ale i sugeruje odbiorcy. Kompozycja może być statyczna, jej przeciwieństwem jest kompozycja dynamiczna przez rozmazania obiektów ruchomych lub rozmazania tła, przez linie usytuowane ukośnie na obrazie, przez kadr wydłużony itd.

Drugi etap komponowania następuje po zamianie zerojedynkowego zapisu cyfrowego zdjęcia w obraz fotograficzny, który można zobaczyć na ekranie lub na papierze, po naświetleniu lub wydrukowaniu.

Drugi etap komponowania

Ten etap komponowania może zostać ograniczony do koniecznego minimum, na przykład do niezbędnego wyostrzenia lub wykorzystany twórczo do daleko idących ingerencji w barwy, w kontrast pomiędzy poszczególnymi elementami, a nawet do usunięcia elementów niepotrzebnych lub ich wymiany na inne, lepsze, przed ostatecznym kadrowaniem, ustaleniem wielkości i odpowiednim do rozmiarów wyostrzeniem. Możliwości są teraz nieporównywalnie większe niż były dawniej, kiedy te prace ograniczone były do umiejętnego wywołania naświetlonej kliszy fotograficznej a następnie do jej powiększenia pod powiększalnikiem, gdzie można było tylko dobrać potrzebną gradację papieru i naświetlić całość mocniej lub słabiej, doświetlić jakąś część obrazu lub ją zasłonić, a w fotografii barwnej skorygować kolor.

O ile pierwszy etap, przed naciśnięciem spustu migawki, jest w sposób oczywisty pod pełną kontrolą fotografującego, to z drugim tak już nie jest, bo często w całości lub części dotyczącej samego powiększenia lub druku, zlecany jest jakiemuś laboratorium w nadziei, że fachowcy zrobią to dobrze. Niestety, nawet te profesjonalne laboratoria, nie zawsze spełniają oczekiwania.

Każde dzieło ma swój początek w wyobraźni artysty, a koniec w wyobraźni odbiorcy, bo jest tworzone dla odbiorcy i kierowane do odbiorcy. Poglądy na funkcje fotografii artystycznej mogą być oczywiście rozmaite i są różne. Nie jestem komisarzem Krokodyla do spraw fotografii, nie mam też ambicji stawiania odmiennych niż moje poglądów pod ścianą, ale jako członek społeczności zainteresowanej fotografią, chciałbym poznać, co o tym myślą inni, co myślą o fotografiach prezentowanych na bardzo licznych ostatnio wystawach fotograficznych.

Sytuacja jest paradoksalna. Mamy, jak nigdy wcześniej, wiele czasopism fotograficznych, ale nie zajmują się one fotografią jako fotografią, ale reklamą sprzętu fotograficznego. Czytelnikom, zamiast proponowania przeżyć emocjonalnych, jakie daje kontakt z fotografią artystyczną, interesującego analizowania poszczególnych dzieł artystów, spierania się o idee, podsuwa się niekończące się analizowanie i porównywanie coraz nowych typów aparatów fotograficznych, fotografujący ustawiani są na bieżni stadionu konsumpcji, aby ścigać elektrycznego zająca. Tego złapać się nie uda nigdy, nikomu – szkoda wysiłku.

Wystaw fotografii jest wiele, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej są wystawy autorów zagranicznych, w galeriach Związku Polskich Artystów Fotografików autorów polskich i zagranicznych, są wystawy miejscowych artystów w Krakowie, Łodzi, Katowicach, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku… W samej Warszawie jest czterdzieści galerii wystawiających fotografie. Gdzie jednak można przeczytać poważną recenzję, w którym czasopiśmie fotograficznym, gdzie są w ogóle jacyś recenzenci? W gazetach, owszem, są informacje zachwalające i zachęcające, ale to reklamówki to nie recenzje. Jeżeli taka sytuacja będzie trwała dłużej, to góra obecnego zainteresowania fotografią, z którą mamy do czynienia, zrodzi mysz, a powinny ujawnić się i zostać wypromowane talenty, w liczbie proporcjonalnej do zainteresowania fotografowaniem.

Fotografie mogą się różnym osobom podobać z bardzo rozmaitych powodów. Oceny są także zróżnicowane w zależności od odbiorcy i to normalne, przecież nawet kalibrowany przez NBP banknot nie ma stale i dla każdego tej samej wartości, dla jednego 500 złotych to możliwość poprawy bytu dzieci, dla innego nie starcza na butelkę wina do obiadu. Fotografia pejzażu może być na przykład o tyle tylko interesująca dla kogoś, że wykonana została w miejscowości, którą dobrze zna, więc zastanawia się, jak to artysta zrobił, że wygląda na zdjęciu ciekawie, gdy ciekawie wcale tam tak nie jest. Ta sama fotografia u kogoś innego może wzbudzać silną tęsknotę za utraconym rajem czystej, nieskażonej przez cywilizację przyrody, gdy powietrze było jak kryształ, z okna zamku na Wawelu widać było Tatry, wody Wisły były pełne ryb, a budząc się o świcie trzeba było najpierw rozbić pokrywę lodu w cebrzyku, aby umyć twarz w lodowatej wodzie…

Wychowani jesteśmy na alfabecie łacińskim, tworzyliśmy naszą kulturę czerpiąc z kultury śródziemnomorskiej, kultury słonecznej Grecji i Rzymu, ale w podświadomości tkwi jeszcze nasza rodzima przeszłość, pradawna, puszczańska, ciemna, tajemnicza, zimna, mglista i stąd może takie zainteresowanie obrazami Beksińskiego, który tak realistycznie przedstawiał rozmaite zwidy i koszmary. Skąd ten artysta, fotograf i malarz, czerpać mógł inspiracje? Chyba ze swojej podświadomości.

Odwoływanie się do mitów, archetypów, do symboli, było dawniej sprawdzonym sposobem pobudzania emocjonalnych reakcji, możliwością przekazania ważnego komunikatu bez odwoływania się do dosłowności. Czy jednak symbole mogą jeszcze, tak jak dawniej, być sposobem przekazywania treści bez słów, skoro niezrozumiałe bywają nawet obrazkowe instrukcje użycia golarki elektrycznej, czy komunikaty znaków drogowych? Oglądamy martwe natury mistrzów holenderskich jak gustownie udekorowane wystawy sklepów z warzywami i dziczyzną, a przecież obrazy te zawierają wyraźne przekazy moralne, tyle tylko, że zawarte na nich symbole nie są już dla nas czytelne, są martwe, nie wywołują skojarzeń, no może taką myśl, że z tego zająca w rogu obrazu pasztet byłby znakomity.

Modne są obecnie badania opinii społecznej, pytają wszystkich o wszystko, choć wszyscy o wszystkim nie mają pojęcia, można byłoby zrobić także test na temat symboli, spytać różniących się wiekiem: – jakie skojarzenie wywołuje na przykład słowo amarant. Jedni będą wiedzieć jaka to barwa, inni będą zgadywać, ale ilu będzie takich, u których uruchomiony zostanie ciąg skojarzeń: amarant – sztandar – szarża – ułani – Somosiera? Aby wykorzystać w obrazie malarskim, graficznym, czy fotograficznym, jakiekolwiek symbole, czy symboliczne gesty, artysta i odbiorca muszą znać nie tylko gest Kozakiewicza.

Podstawą twórczości, bazą twórczości, korzeniami mojej, twojej twórczości, nazwać to można różnie ale chodzi o to samo, jest nasza przeszłość, nasza kultura w której dojrzewaliśmy, w której wyrośliśmy, która jest w nas. Nie odrzucaj tej kultury dla poklasku i multikulti, bo staniesz się artystycznym pajacem.

Aby zrobić fotografię, która niesie ważne treści i ma szanse przekazać je innym, trzeba znacznie więcej niż tylko ulec zachwytowi, zafascynować się czymś i przytomnie nacisnąć spust migawki w odpowiedniej chwili nie odkładając tego na później. Ale i to ważne, bo okazje bywają zawsze jedyne a sytuacje się nie powtarzają. Mam w pamięci wiele obrazów nie zanotowanych aparatem z bardzo różnych powodów. Raz zjawisko trwało zbyt krótko i nie zdążyłem wykonać zdjęcia, innym znów razem byłem zmęczony i nie chciało mi się zatrzymać samochodu, ale najczęściej powodem była decyzja odłożenia fotografowania na potem, na jutro… Czasem wracałem i wtedy dziwiłem się, skąd przyszedł mi do głowy taki głupi pomysł, aby to w ogóle sfotografować – takie coś? Przychodziłem kolejnego dnia i nie rozumiałem znowu poprzedniej reakcji…

Nie ma potem! Potem jest inaczej. Jest inne światło, bardzo ostre lub niebieskie, inaczej ułożyły się chmury, przyjechała ciężarówka i zasłoniła, fotograf ma inny nastrój i przepadło, nie ma już tego, co go tak bardzo fascynowało, bo przyjechał kombajn i skosił całe tło, albo brudna ciężarówka stoi na samym środku ewentualnego kadru, albo nie ma czasu, żeby spełnić postanowienie z poprzedniego dnia.

Jeżeli więc będziesz miał okazję trafić na coś, co cię zafascynuje, pamiętaj, nie zawiedź swego szczęścia. Wszystkie okazje mają jedną wspólną cechę, są niepowtarzalne. W najgorszym razie, gdy nie będziesz mógł sfotografować, dobrze zapamiętaj, co cię tak poruszyło. To także wartość dodana, choć nie w postaci fotografii.

Wiele lat temu, chyba na początku września, późnym popołudniem weszliśmy z żoną do kościoła Mariackiego w Krakowie. Trwało nabożeństwo, zostaliśmy. Ponieważ nie jestem w stanie patrzeć nie wypatrując czegoś do sfotografowania, skadrowałem w wyobraźni kilka interesujących fragmentów (do fotografowania na potem…), aż zobaczyłem anioła.

Smuga światła z witraża oświetlała niewielki kawałek pomalowanej ściany i zbliżała się do figury anioła o złotych skrzydłach. Ten ruch światła był powolny, ale widoczny, nieustanny. byłem świadkiem fascynującego spektaklu: widziałem anioła oczekującego na światłość. Gdy objęło go, rozbłysnął promieniami, rozjarzyły się jego skrzydła, rozświetlił się fantastycznie.

Byłem potem w kościele Mariackim kilka razy po to aby sprawdzić, który to anioł tak mnie oczarował i nie mogłem go znaleźć. A był. Był na pewno. Mam go w swojej wyobraźni, w pamięci, zostanie na zawsze. Świetlisty, doskonały.

Ps. Przy fotografiach pominąłem podpisy i opisy sposobu wykonania z komentarzem a dodałem kilka fotografie, z innych rozdziałów tej książki. Kto miałby ochotę może jeszcze kupić IV wydanie Książki o fotografowaniu – wydawnictwo Galaktyka bardzo staranie ją wydało, książka ma twardą oprawę, idealna na prezent.

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „O wyobraźni i komponowaniu – rozdział z IV wydania Książki o fotografowaniu

  1. nh1949 pisze:

    Kupiłem, czytałem, muszę znowu do niej wrócić.

  2. Maciej Adamczak pisze:

    Dziękuję za przypomnienie tego znakomitego tekstu. Jestem muzykiem (jazzowym) i Pana opinie na temat kompozycji, komponowania czy uczenia się od mistrzów są mi bardzo bliskie, całkowicie je podzielam i utożsamiam się z nimi. A fragment, w którym wyjaśnia Pan, że „największą satysfakcję zyskuje się wtedy, gdy znajdzie się nowy sposób pokazania tego, co znane”, jest dla mnie kwintesencją jazzu i sztuki w ogóle, rozumianej jako język emocji, który pozwala nam się komunikować. Na przykład, ktoś posługuje się językiem angielskim i w pewnym momencie potrafi powiedzieć czy napisać zdanie takie, jak np. „to be or not to be”, czyli wyrazić myśl, które wykracza poza ramy dotyczące mówienia czy pisania, tylko dotyka pewnej tajemnicy, może być rozumiana szerzej, budząc w nas określone emocje, skłaniając do refleksji itd.
    Książkę posiadam, jest rzeczywiście pięknie wydana, gorąco polecam!

    PS. Przy okazji przesyłam link do kilku zdjęć dobrze znanego Panu kościoła, widok z drona:

  3. aamroczek pisze:

    Myślę, że jest to najważniejszy rozdział książki, bo sprawy techniczne szybko stają się nieaktualne z powodu bardzo szybkiego rozwoju techniki, która dzięki elektronice i informatyce stała się „nie do zniesienia”. Aparaty stają się „przestarzałe” przy minimalnym zużyciu fizycznym. A sprawy związane z wyobraźnią a w konsekwencji z komponowaniem są trwalsze. Czasem przychodzi mi ochota, żeby tylko temu poświęcić czas i napisać coś na kształt książki, ale nie mam odwagi zabrać się za to, bo co innego rozdział, a co innego książka, choćby nieduża. Dziękuję za zdjęcia kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu. To zdumiewająca architektura. Trzeba było mieć wyobraźnię aby zaprojektować taką formę przestrzenną, odwagę aby ją realizować w tamtych warunkach technicznych, dotyczy to także inwestora, czy księdza, ale to już osobny temat. Dziękuję za to co Pan napisał i życzę rozwoju pańskiego talentu i zdrowia.
    Andrzej A. Mroczek

Możliwość komentowania jest wyłączona.