Mój sposób na wady cyfrowych filtrów gradientowych

Używane powszechnie w fotografii pejzaży i architektury neutralnie szare filtry połówkowe NDG, zastąpione zostały w fotografii cyfrowej bardziej użytecznymi filtrami gradientowymi, cyfrowymi oczywiście. Szklane, plastikowe czy cyfrowe filtry NDG mają podobną zaletę ale także identyczną wadę – przyciemniają wszystko, choć nie wszystko wymaga przyciemnienia. Zdjęcie, które wybrałem na przykład – budynek na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie – nie jest najlepsze, bo filtr NDG stosuje się najczęściej do zredukowania kontrastu między nadmiernie jasnym niebem w stosunku do wszystkiego co na ziemi, ale istotę kłopotu pokazuje.

Nałożony w dodanej warstwie cyfrowy filtr gradientowy przysłonił cały obszar na który został zastosowany, a siła jego oddziaływania wyregulowana została (z nadmiarem) suwakiem Expozycja. Skutek takiej manipulacji widać lepiej na kolejnej ilustracji.

Przyciemniony został nie tylko błękit nieba, ale wieża budynki i pierzaste chmury. Zachowanie jasności wieży można oczywiście uzyskać przez maskowanie obszaru, na który filtr NDG nie powinien oddziaływać. Jest to niestety czynność trudna i czasochłonna, a udało mi się uzyskać dobry rezultat bardzo prostym sposobem. Być może jest on znany, tego nie wiem – dzielę się po prostu tym, co udało mi się samemu zrobić, z tymi, którzy na mój blog zaglądają. I tyle.

Po nałożeniu na obraz jednej warstwy i zastosowania filtru gradientowego, siłę jego oddziaływania regulowałem nie suwakiem Expozycja, lecz manipulując obszarami najciemniejszymi i najjaśniejszymi w Poziomach – można robić to samo, a nawet z większą precyzją w Krzywych.

Ostateczny efekt takiego postępowania, łatwego i szybkiego, jest taki, że błękit nieba został przyciemniony ale nie tylko zachowana została jasność wieży budynku, także pierzastych chmur. Tu uwaga: jeżeli błękit nieba staje się nienaturalnie agresywny, można skutecznie reagować suwakiem Nasycenie.

Poniżej ten sam sposób użycia filtra gradientowego do fotografii wykonanej na filmie odwracalnym Provia 100F.

Po zastosowaniu filtra gradientowego i regulacji suwakiem Expozycja obraz zmienił się na taki:

Bardziej precyzyjna regulacja za pomocą Krzywej, którą można lokalnie wyginać, dała natomiast taką fotografię. Ponieważ prawy górny róg był widocznie zbyt ciemny, więc po dodaniu drugiej warstwy został filtrem gradientowym, położonym ukośnie, rozjaśniony suwakiem Expozycja. Koniec końców błękit nieba nabrał soczystości, wypiętrzone wysoko chmury zachowały swą biel i fotografia została poprawiona.

 

 

 

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmaitości i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Mój sposób na wady cyfrowych filtrów gradientowych

  1. Jakoś najbardziej lubię te wersje oryginalne… Lepsze jest wrogiem dobrego, a prostota przede wszystkim. 😉

    • aamroczek pisze:

      Powinienem dobrać bardziej odpowiednie zdjęcia do tego przykładu – wziąłem co miałem pod ręką.

  2. rdrozd pisze:

    Od jakichś 2-3 lat funkcję automatycznego maskowania (po luminacji lub kolorze) filtrów gradientowych ma Lightroom. W przypadkach takich jak opisane przez Pana działa to całkiem ładnie.

    • aamroczek pisze:

      Nie mam Lightrooma, więc o tym nie wiedziałem. Do tej pory maskowałem, albo korzystałem z możliwości jakie daje Viveza 2, ale takie kombinacje z filtrem gradientowym spodobały mi się więc je pokazałem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.