Dla przypomnienia, że jeszcze żyję…

Grzebię w starych diapozytywach i negatywach. Wygrzebałem takie. Zrobiłem to pentaxem 67 – był taki, większy ale lżejszy od canona 1D X. Wspaniale się nim fotografowało. Łezka w oku.

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Dla przypomnienia, że jeszcze żyję…

  1. I żyj jak najdłużej, w dobrym zdrowiu! A Pentaxa sprzedałeś? Bo ja swoją Mamyię RB67 Pro SD nadal mam i to w idealnym stanie, choć nie wiem po co, chyba z sentymentu… Od paru lat leży w szafie, tylko czasem wyciągam, by przestrzelać migawki. A taki genialny sprzęt! I też chyba lżejsza od mojego Nikona z battery pack. Wolę trzymać niż sprzedać za grosze…

    • aamroczek pisze:

      Dzięki Leszku za życzenia, Tobie także życzę abyś wykorzystał szanse i żył spokojnie jak najdłużej Ci się uda.
      Pentax razem z obiektywami sprzedałem gdy chciałem zamienić canona D-30 na D1 MkIV i dokupić dodatkowy obiektyw by nie fotografować jedynie tym 24-105 mm.
      Nie mam skanera, daję do skanowania, robili skany kiepsko, teraz trochę lepiej, a na skanowanie bębnowe mnie nie stać. Ostatnio zrobiłem sobie przyjemność i mam skany z kilku dawnych diapozytywów.
      Pozdrawiam
      Andrzej

  2. P.S. A skaner masz dobry…

    • aamroczek pisze:

      Leszku, zatelefonuj do mnie, straciłem wszystkie numery przy zamianie telefonu na nowy i jestem bezradny.

  3. Ryszard Stelmachowicz pisze:

    To że ciężar (a nawet wielkość) aparatów cyfrowych się zwiększyła to bezsprzeczna prawda. No ale zawsze można wybrać mniejsze i lżejsze modele – zamiast topowych wołów roboczych (wiele tzw. amatorskich modeli funkcjonalność ma podobną jedynie ich wytrzymałość jest mniejsza). Z drugiej strony takie F4 Nikona było nawet wg oficjalnych informacji producenta dociążane (do tzw. idealnej wagi) żeby ograniczyć drgania powodowane drżeniem zmęczonych rąk.
    Tak czy inaczej te stare aparaty przecież dalej są w pełni funkcjonalne a materiały do nich w pełni dostępne. Więc takie sentymenty postrzegam bardziej jako mało uzasadnione marudzenie albowiem jeśli było tak super to dalej może być tak samo i można ich używać zamiast tych okropnych cyfrówek.

    • aamroczek pisze:

      Ma Pan słuszność. Wybór aparatów jest imponujący i można wybierać jak w ulęgałkach. Co miesiąc jest coś nowego, kuszącego, jak nie korpus to obiektyw, albo flesz lub radiołączność itd. Wszystko to mi się podoba, a jednak marudzę. Bo mi się fotografowało inaczej, z emocjami – nie wyszło czy nie wyszło, ale jak wyszło – a teraz bez tych emocji, bo od razu widać co wyszło. Ponadto: obraz w wizjerze był jasny i duży, teraz też może być duży jak w sinarze, gdy podczepię tablet, ale w plenerze na tablecie nie wiele widać bo za dużo słońca. Z dostępnością nie jest tak łatwo, filmy cięte można było kupi z półki, teraz nie są dostępne, z filmami 120 też kłopot. Więc dalej super być nie może z powodów obiektywnych.
      Co do masy aparatu to wolę fotografować ciężkim, ale nosić wolę lekki. ITd. Więc dalej marudzę.
      Pozdrowienia

      • Ryszard Stelmachowicz pisze:

        No ja praktycznie nie oglądam tego co sfotografowałem na bieżąco na ekraniku aparatu – jednak na ekraniku to nie widać jakoś specjalnie wiele a i czasu mi na takie mało produktywne oglądanie szkoda. Wiwm, wiem… dziwny jestem i w ogóle nie nowomodny ale zbyt wiele lat fotografowałem analogami i jednak zostały mi stare nawyki.
        Co do sprzętu… to sam robię leciwym Sony a900. Pewnie bym chciał coś nowego ale jednak ceny nowości są jak dla mnie zaporowe. Poza tym jak wiadomo masturbacja sprzętowa prowadzi do impotencji twórczej.
        Nie robię zleceń komercyjnych a wśród tych którzy mają jakieś pojęcie o fotografii sprzęt którym było zdjęcie robione nie ma kluczowego znaczenia – np na salony FIAP kryteria techniczne spełniają nawet kompakty (przykładowo ostatnio w Serbii na 7th MIROC Exhibition Donji Milanovac dostałem wyróżnienie za zdjęcie wykonane właśnie malutkim kompakcikiem).
        Przestałem przywiązywać wagę do sprzętu bo pogoń za nowościami to ślepa uliczka drenująca tylko kieszenie.
        Zaś co do filmów… kiedyś o filmach ciętych to praktycznie można było tylko marzyć a 120 zdarzały się w sklepach sporadycznie (a właściwie to udawało się coś kupić tylko na giełdzie). Obecnie jest internet i można coś takiego bez większych problemów zakupić wysyłkowo – właściwie ograniczeniem bardziej nie jest ich dostępność tylko koszty fotografowania na takich materiałach.
        Zaś co do masy sprzętu przyznaję otwarcie… coraz bardziej mi ona też doskwiera. I pewnie będzie tylko coraz gorzej… – ale nie ma co przesadnie narzekać bo i tak mamy nieporównywalnie lżej niż np za czasów dagerotypii czy szklanych płyt kolodionowych. Następny aparat który kupię (kiedy w końcu go kupię) zapewne będzie mniejszy i lżejszy od tego co mam… ale cała reszta sprzętu raczej wiele lżejsza i mniejsza nie będzie. Musiał bym całkowicie z wymiennej optyki przejść na kompakty (nawet choćby też formatu FF ale jednak aby ograniczyć wagę należałoby zapomnieć o wymiennych obiektywach) a na razie nie biorę takiego kroku zbyt poważnie pod uwagę (lecz nie wykluczone, że kiedyś i do tego dojrzeję).

      • aamroczek pisze:

        Ja oglądam, nie to co sfotografowałem, ale jak naświetliłem, interesuje mnie to, choć trzeba brać poprawkę, że krzywa odnosi się do pliku przetworzonego w JPEG, a mnie interesuje wyłącznie RAW. Nie oglądam każdego ale gdy fotografuję w laboratorium poprawić mogę wyłącznie od razu, albo po wymianie kilkunastu ton wody, co jednak jest kosztowne… Woda się po prostu nasyca farbą i szczegóły zaburzeń opływu tracą wyrazistość. Fotografie na salony można robić wszystkim co istnieje – kryteria są inne.
        Co do błon ciętych i zwojowych nie było problemów – nie myślę o czasach PRL, bo wtedy wszystko było z góry zaplanowanym problemem.
        Teraz problemem są pieniądze. Stać mnie było na aparaty profesjonalne, miałem Pentaxa i Sinara w wersji dla ubogich czyli Sinara F, ale miałem, a teraz odpowiednikami tych aparatów są cyfrowe aparaty średnioformatowe, o których dobrze jest wiedzieć, ale dla mnie są niedostępne cenowo. Nawet gdyby IV wydanie Książki o fotografowaniu sprzedało się równie dobrze jak III, to i tak honorarium by nie wystarczyło. Nie narzekam – stwierdzam fakty.

  4. Andrzejku, to był Sinar X. I na pewno biedakiem to on nie jest.

    • aamroczek pisze:

      Sławku, masz rację to był Sinar X, pomyliłem się. Zatelefonuj, bo mam nowy telefon i przy manipulowaniu nim straciłem wszystkie numery telefoniczne i e-mailowe. Katastrofa! Przez pieprzone Google.

Możliwość komentowania jest wyłączona.