O wakacyjnym fotografowaniu metodą… austriacką

Każdy Krakus w moim wieku zna, nie tylko ze słyszenia, austriacką metodę postępowania urzędów i urzędników, która  sprowadza się do jednej, ale jakże użytecznej dyrektywy:

                           Po co prosto, skoro można skomplikowanie.

Zdjęcie zegara słonecznego w Parku Łazienkowskim w Warszawie mogłem zrobić łatwo, bez używania statywu, jednym strzałem i byłoby po kłopocie. Byłaby na zdjęciu iglica słonecznego zegara, piaszczysty cyferblat i Nowa Oranżeria w tle. Do uzyskania niezbędnej głębi ostrości wystarczyło przymknąć przysłonę obiektywu do f/22. Do zrobienia tego samego wybrałem jednak wspomnianą wyżej metodę austriacką, zawleczoną na zagrabione Rzeczypospolitej ziemie przez nasłanych z Wiednia urzędników.  Przy przysłonie obiektywu f/8.0 zrobiłem dwa zdjęcia, pierwsze z ustawioną ręcznie odległością fotografowania na 1.5 m, a drugie ustawiłem na odległość 3.5 m. Przy tym drugim zdjęciu musiałem jednak chyba poruszyć nieco aparatem, bo gdy złożyłem oba zdjęcia w stosie ujawniło się kilka błędów w oknach Starej Oranżerii co dokładnie widać poniżej.

Skoro polecany do takich manipulacji program graficzny nie poradził sobie ze złożeniem dwóch zdjęć, włożyłem je do SNS-HDR Pro 2, który co prawda nie jest do tego celu, ale radzi sobie znakomicie z pasowaniem zdjęć, co wielokrotnie sprawdziłem  fotografując aparatem trzymanym w rękach. I nie zawiodłem się, otrzymałem zdjęcie złożone bezbłędnie. Uradowany poinformowaem o tym autora programu SNS-HDR, Pana Sebastiana Nibiszy,  ale  nie podzielił mojego entuzjazmu, stwierdził bowiem krótko, że to w obu przypadkach przypadek, bo program SNS-HDR wybiera do składania obszary o określonej jasności, a program do poszerzania głębi składa w jeden obraz obszary o dobrej ostrości.

Po co komplikować sobie fotografowanie i robić kilka zdjęć zamiast jednego? Powodów jest kilka. Po pierwsze: nie można precyzyjnie ustawić odległości hiperfokalnej przy fotografowaniu pejzaży, bo skala odległości obiektywów AF jest bardzo krótka. Co z tego, że obliczy się dokładnie przy jakiej liczbie przysłony uzyska się potrzebą głębię, skoro nie można ustawić dokładnie odległości ostrzenia? Po drugie: nawet gdyby to się udało, to i tak przy dużej niebędnej głębi ostrości trzeba byłoby ustawić przysłonę obiektywu poza pozycję jego najlepszej rozdzielczości. Ponadto: są przecież sytuacje, kiedy ma się ochotę ująć na zdjęciu w plenerze, ale także w fotografii architektury, coś bardzo bliskiego ale na ostrym tle, a tego bez zrobienia wielu zdjęć do stosu osiągnąć niesposób.

Zainteresowałem się więc tą metodą i zbieram doświadczenia, głównie jeżeli chodzi o sposób ustawiania ostrości, który w najmniejszym stopniu wpływałby na poruszenie aparatu. Nie można do tego użyć wyspecjalizowanego programu do makrofotografii, bo się do fotografii dużych obiektów nie nadaje, trzeba znaleźć jakiś inny użyteczny sposób i tym się zająłem podczas wakacji.

Fotografię ścierniska złożyłem z 3 zdjęć obiektywem ustawionym na ogniskową 50 mm, przysłoną na f/7.1, a odległość ustawiania ostrości kolejno: 2.7 m, 6.5 m i na nieskończoność. Pierwsze zdjęcie miało głębię ostrości od 2.2 m do 3.5 m, czyli 1.3 m, wystarczającą tylko do ostrego ujęcia samej roli słomy. Aby uzyskać ostrość od roli słomy po drzewa na horyzoncie potrzebna byłaby przysłona f/32.

Ostatnia fotografia została złożone z 4 zdjęć przy przysłonie f/8 i na zdjęciu w ostrości są wszystkie widoczne na zdjęciu obiekty od krawędzi belek stołu po ściany budynków na sąsiednich działkach. Tak dużą głębię ostrości można oczywiście uzyskać fotografując telefonem komórkowym, ale to zupełnie inna sprawa.

 

 

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmaitości i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O wakacyjnym fotografowaniu metodą… austriacką

  1. Obecnie to już nie tylko komórką można taką głębię osiągnąć bez kombinowania.
    Sam byłem sceptycznie do kompaktów nastawiony ale już te z wyższej półki z matrycą 1 cal dadzą taką głębię. Problemów się można dopatrywać kiedy scena jest bardzo kontrastowa (bo jednak czasami mają z tym problemy – ale nie tylko one) albo jak się chce coś sfotografować przy niewielkiej ilości światła (bo jednak trochę szumią w wyższym ISO). Ale jak by na to nie patrzeć takie kompakty klasy SONY RX100 dają radę w pokazanych tu warunkach (dobre światło) dać efekty które będą dla mało kogo rozróżnialne od tych tu zaprezentowanych (i to bez uciekania się do skomplikowanych działań). No niestety trzeba się z tym pogodzić że jednak coś się zmienia… inaczej dalej byśmy robili wielkoformatowymi ciężkimi aparatami skrzynkowymi… bo przecież one zapewniają najlepszą jakość (teoretycznie).

  2. aamroczek pisze:

    Bardzo dużą, najczęściej też wystarczającą głębię ostrości można uzyskać przy przysłonie obiektywu f/22, a przy szerokokątnych przy mniejszych liczbach. Kłopot tylko taki, że przy tak dużych przysłonach rozdzielczość obiektywu spada, winietowanie jest bardziej dotkliwe. Aby fotografować w zakresie najlepszej jakości z dużą, lub bardzo poszerzoną głębią, trzeba użyć na to jakiegoś sposobu. To co pokazałem jest takim sposobem. Warto go znać i wiedzieć jak użyć, bo się może przydać. A co do kamer wielkoformatowych to widziałem, jadąc samochodem, kogoś, to takim aparatem fotografował na ulicy Batorego w Warszawie.

    • No właśnie… w takim RX100 przy przysłonie 5.6 ma się ogromną głębię ostrości a daje ona najwyższą rozdzielczość obiektywu (w brew pozorom nie kiepskiego). Oczywiście metody warto znać… ale wydaje mi się że większe zastosowanie one mogą mieć w makrofotografii (tu faktycznie ciężko uzyskać dużą głębię ostrości) niż w fotografowaniu „widoczków”.
      Co zaś do fotografowania kamerami wielkoformatowymi… wiadomo że dalej taka nisza istnieje gdyż producenci stale sprzedają błony cięte. Tyle że obecnie to bardziej ciekawostka (albo jakieś bardzo wymyślne powody) niż sposób na codzienną fotografię. Już nawet Atget był krytykowany przez mu współczesnych za używanie przestarzałego ciężkiego sprzętu… ale nie o krytykę tu jako taką chodzi a o to że sprzęt który używał uniemożliwiał mu robienie dynamicznych ujęć. To samo jest z opisywaną tu metodą… do statycznych motywów się nadaje (choć mało wygodna) ale już do ujęć dynamicznych nie za bardzo (choć teoretycznie się da odpowiednio maskując obiekty które się przemieściły w postprodukcji – ale to już chyba nie tymi opisywanymi tu programami).
      Generalnie konkluzja jest taka… do każdego zadania należy dobierać odpowiedni sprzęt zamiast na siłę zastanawiać się jak tym sprzętem który się ma zrobić jakieś zadanie.

  3. aamroczek pisze:

    Ta metoda została opracowana na potrzeby makrofotografii, co do tego nie ma dwóch zdań, ale może być użyteczna także przy innych zdjęciach i dlatego warto ją poznać i wypróbować w praktyce, a nie tylko o niej wiedzieć, bo to nie to samo. Do niektórych moich zdjęć jest ona nie tylko przydatna, ale jedyna jaką mogę zastosować. Trudno sobie wyobrazić, aby można było mieć odpowiedni sprzęt do każdego zadania, bo nawet przy wypożyczeniach nie da się tego uzyskać – myślę, że w coraz większym stopniu można substytuować sprzęt: aparat, obiektywy, oświetlenie, przez metody fotografowania i przetwarzania, np. HDR czy sposobem poszerzanie głębi ostrości.

Możliwość komentowania jest wyłączona.