Ta sama fotografia – nie te same barwy.

2 te same zdjęcia

Już przy poprzednim wpisie na blogu zauważyłem, że barwy drzew na zdjęciu na blogu nie są takie same jak na ekranie monitora przed ich transferem. A przy ostatnim wpisie fotografii lasu młodych buków z Mazowsza, różnica barw jest jeszcze większa. Po lewej zrzut zdjęcie jakie chciałem pokazać, po prawej takie jakie pokazało się na blogu, wyraźnie „cieplejsze”. Pewnie wrzucone teraz do blogu jedno i drugie będzie jeszcze bardziej pomarańczowe, ale mam nadzieję, że zachowają się różnice.

Na marginesie: Piotrek W., który zobaczył to zdjęcie na Twitterze,  napisał do mnie:  „Jechałem wczoraj A1. Na wysokości Tczewa takie kolory i krajobrazy, że co 2 km, chciałem dawać po hamulcach i zdjęcia robić”. Może komuś, kto niedaleko Tczewa, taka informacja się przyda – dzięki za nią. I druga sprawa: z tego powodu, że na autostradach nie można się zatrzymywać nie lubię nimi jeździć. Na nasze, fotografujących, „szczęście”, wszystkie czy dwie autostrady zostały obudowane wysokimi parkanami zasłaniającym widoki, żeby nie kusiły.

Advertisements

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Ta sama fotografia – nie te same barwy.

  1. Zawsze powtarzałem studentom, że zdjęcie to jest dopiero wydruk – a to, co w komputerze to tylko ciąg zero-jedynkowy, czytany różnie w zależności od tego, CO go czyta. Profile, przestrzenie barw, kompresje itd…. Chyba nie ma na to rady.

    • aamroczek pisze:

      Masz rację i jeszcze wcześniej miałeś rację: w sprawie pomiarów chińskich świetlówek. Dziś znów pomierzyłem, bo czekałem na magika, który się opóźniał no i wyszły dopiero wyniki komediowe. Mierzyłem kelwiny 5 świecących jednocześnie świetlówek bez rozpraszającego czegoś tam, nie białego jedwabiu. Po minucie od zapalenia: 3440K, po paru minutach rozgrzewania 58750K, a potem czym dłużej tym wyżej do 6600K. To nie wszystko. każdy pomiar inny. No to teraz już wiem dlaczego, gdy zrobiłem serię kilkunastu zdjęć zaburzeń opływu modelu w tunelu hydrodynamicznym (przy identycznym ustawieniu aparatu dotyczącym ekspozycji – w trybie M) po obrobieniu jednego RAW i narzuceniu zmian wszystkim – były zdjęcia różniące się barwą. Musiałem je potem złożyć w jedną dużą planszę 70 x 100 cm i dopiero się okazało, jak bardzo różnią się kolory tła. Na szczęście moje męki mają już nie trwać długo…

  2. Adam Wróbel pisze:

    Jest tylko jedna rada – podpiąć tandetny biurowy monitor (ewentualnie zrobić sobie profil koloru symulujący tandetny monitor) i na nim sprawdzać przed opublikowaniem w internecie – wzrośnie szansa prawidłowego wyświetlenia fotki na monitorach internautów. Czyli taka anty-kalibracja.

  3. Słusznie – zresztą w fotografii pragmatyzm zawsze wygrywa z teorią… 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.