Zachód słońca w Ustce.

Ustka

Przez tydzień odpoczywałem w Ustce. Naklepałem mnóstwo zdjęć, wśród nich takie. Chyba żadne inne zjawisko nie kusi fotoamatorów tak bardzo do fotografowania jak zachód słońca. Chciałem to uchwycić, ale z za miejsca, w którym było najwięcej rąk z telefonami, smartfonami i innymi pstrykadełkami, nie było widać słońca, zrobiłem więc swoje zdjęcie z boku, to właśnie. Mój canon zastukał jak dzięcioł i wszystko gotowe. HDR z 5 zdjęć coraz słabiej naświetlonych. Program SNS-HDR Prof. – jak prawie zawsze.

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Zachód słońca w Ustce.

  1. Zdjęcie niby ładne, ale – co to się podziało na morzu?… Obiecywałeś jakiś czas temu, że dasz sobie spokój z HDR-em, no i co?… Ja tam pozostanę konserwatystą… 😉

    • aamroczek pisze:

      Spokój sobie dałem, ale nie przestałem bo to już niemożliwe. Co niby miałbym zrobić ze zdjęciem normalnie naświetlonym? To co jasne jest na nim zbyt jasne a co ciemne za ciemne, więc do kosza i tyle. A gdy dodałem dwa kolejne i skleiłem w HDR to wyszło co wyszło, nie najgorzej. Co zaś do morza, to drobne zmarszczki jak były tak zostały. Zdjęcie najdłużej naświetlone zostało zrobione migawką 1/100 s, kolejne zdjęcia z migawką 1/500 s i 1/2500 s nie miały wpływu na deformacje fal tym bardziej, że zostały zrobione z szybkością 10 na sekundę. Pozdrawiam.

  2. Andrzeju – to nie deformacje, tylko efekt nałożenia się kilku ujęć, coś jak interferencja fal. Analogiczny efekt, jak w przypadku zdjęcia Prokudina-Gorskiego, które zamieściłem w :Kalejdoskopie”, tyle, że tam chodziło o nałożenie trzech fotografii zrobionych sukcesywnie z filtrami RGB. W jednymi drugim wypadku woda płynęła – nawet przy czasach 1/1000 s coś tam się ruszyło… Co do samego zdjęcia, nie jest to oczywiście wielki feler, a tak w ogóle to chylę czoła przed mistrzostwem w opanowaniu tej techniki, ale sam nadal podchodzę do niej jak pies do jeża. Jakoś sobie radzę bez niej.

    • aamroczek pisze:

      Zacznę od tego, że Prokudin-Gorski fotografował wielkoformatową kamerą podróżną i czas między jednym zdjęciem w drugim był dość długi jeśli zważyć konieczność zdjęcia filtra, założenia kolejnego, napięcia migawki obiektywu, wymiany kliszy na następną. W aparacie cyfrowym parę tych operacji po prostu nie ma a czas 1/100 s przy ogniskowej 34 mm (tyle było, a x 1,3 to prawie ogniskowa standardowa) „zamraża” znacznie szybszy ruch niż drobnych fal wody. Jeżeli aparat robił 10 zdjęć w sekundę, to 2 zdjęcie wypadało po około 1/10 sekundy, a następne po upływie 2/10 od pierwszego. To odstępy czasu długie, zgoda, tyle, że drugie zdjęcie było naświetlane 5 razy słabiej, a trzecie 10 razy słabiej od pierwszego, więc ich wpływ na zarejestrowanie przesuwania się fal wody praktycznie nieistotny. A z fotografowaniem wody to jest poważny problem. Szybka migawka zamrozi ruch i woda jak pomarszczony asfalt a w słońcu jak kryształ, długo naświetlisz wygląda jak mgła, najlepiej wypada deszcz w słońcu na ciemnym tle. Pozdrawiam nieodmiennie bo ci się należy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.