Słoneczny poranek w krakowskich pyłach i dymach.

4-IMG_0029_DxOVP

Ostatnio zbulwersowała Krakusów i resztę Polski informacja o decyzji rajców miejskich w sprawie zakazu palenia węglem w piecach. Nie będę wtrącał tu swoich trzech groszy na ten temat, bo od 60 lat tam już nie mieszkam, ale coś z tym Krakowianie muszą sami zrobić, bo powietrze jakie mają, nie tylko zimą, nie nadaje się do oddychania. Wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, odległość nie duża, a widać, że dobrze nie widać. Fotografującemu może się to rozmglenie obrazu w dalszym planie podobać, ale nie o fotografie chodzi, a po prostu o znośne warunki do życia.

Na zdjęciu dwie wieże kościoła św. Andrzeja, mojego patrona, a dalej kopuła kościoła świętych Apostołów Piotra i Pawła.

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Słoneczny poranek w krakowskich pyłach i dymach.

  1. tinedclub pisze:

    Czy można wiedzieć, z jakiego miejsca zostało wykonane zdjęcie? Widok dość bliski moim wspomnieniom. Mimo, iż jestem urodzonym Warszawiakiem, to mój tato po wyjechaniu ich ze Lwowa w ’45 zamieszkał w Krakowie a do Warszawy przeniósł się w roku 60-tym za sprawą mojej mamy. 🙂

  2. Mam dwa komentarze (będzie długo): 1) Londyn słynął z mgieł, które praktycznie skończyły się, gdy wydano zakaz palenia w kominkach. Mgła uwielbia osadzać się na drobinkach sadzy (nawet coś tam chyba na ten temat napisałem w swoim „Kalejdoskopie” przy omawianiu procesu wywoływania); 2) Problem dotyczy nie tylko Krakowa: Gdy siedziałem na Kasprowym, obserwowałem często z góry burą cwanglę wiszącą nad Zakopanem (chyba nawet gdzieś to mam na zdjęciach), która w nocy, gdy powietrze się ochłodziło, wędrowała do Poronina, a rano, gdy słoneczko przygrzało, wracała „w Zakopane”. I tak tygodniami, nawet halny nie dawał jej rady, bo szedł górą – dopiero orawiak, który wiał wzdłuż doliny, był w stanie usunąć to paskudztwo. Stężenie pyłów, tlenków węgla, azotu, siarki itd. było (a może i nadal jest) w Zakopanem wyższe niż na rondzie Marszałkowskiej w godzinach szczytu! I wyobraźcie sobie ludzi, którzy wysiadają z pociągu na zakopiańskim dworcu, przeciągają się i mówią: – No, tu to dopiero jest powietrze!

  3. jan4560 pisze:

    Domyślam się, że dawniej, kiedy palono tylko w piecach domowych, powietrze było takie jak na zdjęciu. Tylko mieszkańców było trochę mniej. Wniosek z tego taki, że dłuższe życie w naszych czasach to wynik zmian cywilizacyjnych, także tego, że grzeje nas elektrociepłownia, z filtrami na kominie. Nie tylko postępu w lecznictwie. Tak w ogóle, to i sama natura bywa nieprzyjemna i niezdrowa. Kiedyś sporą grupę ludzi wytruły wyziewy z pewnego afrykańskiego jeziora. Trzeba uważać, żeby nie zbudzić tego smoka z jamy. Ale to fakt, że wędrując szczytami gór, nawet niewysokich, na przykład Beskidu Niskiego, czuję się lekko i sił szybko mi przybywa. I kiedy schodzę w dolinę, czuję, jak powietrze gęstnieje i robi się nieprzyjemnie. Być może stąd się bierze przyjemność z fotografowania rozległych widoków, ze szczytów?

Możliwość komentowania jest wyłączona.