Rozdział książki „Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym…”

Jakiś czas temu zamieściłem pierwszy rozdział książki „Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available Light do HDR”, a teraz, w ramach autopromocji, zamieszczam rozdział 12 o kompozycji. Kto ma ochotę, niech czyta. Nie będzie to tak wygodne jak czytanie książki, bo obszerne podpisy pod fotografie i parametry techniczne mieszają się z tekstem, ale trudno. Książkę także nie czyta się wygodnie bo jest gruba i ciężka, ma 4-metrowej szerokości wklejki z dużymi fotografiami panoramowymi, które trzeba rozkładać i składać, na dodatek trzeba za książkę zapłacić. Ale kto ciekaw, ten poradzi sobie z utrudnieniami. Powodzenia.

Rozdział 12 Kompozycja

118

Warto spojrzeć z góry.

Jeżeli na jakiś fragment miasta można spojrzeć z góry, zawsze warto to zrobić. Schody z nieoczyszczoną od wielu lat kamienną balustradą, bruk, przypora muru Zamku Królewskiego w Warszawie, widziane z dołu nie skłaniają nawet do podniesienia aparatu do oka. Natomiast widziane z góry stają się atrakcyjnym graficznie tłem dla przechodzących osób. Ich wydłużone cienie dodają wyrazu plastycznego, a soczysta zieleń trawnika i ciepła barwa cegły dopełnia kolorystycznie kompozycję. Wysiłek żaden, efekt spory. Do naśladowania.

Parametry: Data: 2010-05-19 14:42:05. Aparat: Canon EOS 7D. Obiektyw: SIGMA 12-24 mm F4,5-5,6 EX DG HSM. Nastawiona ogniskowa: 19,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 30,4 mm. Czułość aparatu: ISO 200. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Migawka: 1/200 s. Przysłona obiektywu: f/11.0. Korekta ekspozycji:  ±0 EV. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: AdobeRGB. Oprogramowanie: DxO Optics i PhotoShop CS3.

Fotografowane obiekty można podzielić na dwie grupy: statyczne i dynamiczne. Podział taki jest użyteczny, choć można do niego mieć zastrzeżenia, ponieważ obiekty statyczne, które nie zmieniają swego kształtu i położenia, są takie tylko z punktu widzenia mechaniki, albo kartografii. Ich wygląd, a ten jest w fotografii czynnikiem decydującym, wcale nie jest statyczny.

Przykład? Tatry, otoczenie Morskiego Oka. Ostrą formę Mnicha i jego usytuowanie zapamiętał każdy, kto go choć raz widział. Mnich to obiekt jak najbardziej statyczny, jest stale w tym samym miejscu, ale w zależności od pory dnia: od oświetlenia, od pogody, od otaczających go chmur, zmienia wygląd, który raz jest dla fotografa interesujący, innym razem nie.

Łatwiej dostrzegać zmiany wyglądu, gdy obserwuje się mniejszy obiekt z nie tak dużej odległości i można łatwo zmienić punkt obserwacji. Jeżeli jest swobodny dostęp do jakiegoś przedmiotu, rzeźby czy budynku i nie ogranicza czas, który można przeznaczyć na poznawanie jego formy i na fotografowanie, warto zobaczyć jak wygląda z wielu stron, aby wybrać najbardziej interesującą, lub najciekawszy fragment. Trzeba też koniecznie sprawdzić, jak wygląda w innym oświetlenie i co znajduje się w jego tle. Aby zrobić dobre zdjęcie nie wystarczy poczekać aż chmury odsłonią słońce, często trzeba odłożyć fotografowanie na inną porę dnia aby oświetlało z innej strony i powstała interesująca gra światła i cienia. Czasem trzeba czekać nawet na inną porę roku, ale to się zdarza rzadko i nielicznym.

Częstym błędem podczas fotografowania jest niedostateczna uwaga na tło za obiektem. To co znajduje się przed obiektem i przeszkadza, jeżeli to możliwe jest omijane, zaś tło tego nie wymusza, a jest co najmniej tak samo ważne, jak porządek na pierwszym planie.

Dobrze skomponowany pierwszy plan tworzy plastyczną iluzję przestrzenności, warto czasem obniżyć nieco ostrość obiektów na tym planie, aby spotęgować to wrażenie. Trzeba oczywiście uważać, aby elementy pierwszego planu nie były przypadkowe i nie zasłaniały tego, czego nie powinny zasłonić, choć bywa i odwrotnie, warto je wykorzystać do zasłonienia czegoś, co nie pasuje do tematu fotografii.

104

Kompozycja symetryczna.

Były takie czasy, w których kompozycja symetryczna była wyśmiewana, nazywana ozdobą idiotów. Ale czasy się zmieniły i nie wytyka się już palcem tego, kto zmajstruje coś symetrycznego. Korzystając z obowiązującej w kraju miłości pozwalam sobie przedstawić fotografię fragmentu gotyckiego sklepienia w kościele w Żarnowcu, jako przykład kompozycji symetrycznej. Czasem kompozycja symetryczna ma uzasadnienie i nie ma powodu, aby z niej rezygnować.

Parametry: Data: 2006-09-17 12:04:03. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw: Canon EF24-105mm f/4L IS USM. Ogniskowa: 24,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 38,4 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 200. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy: Przysłona obiektywu: f/8,0. Migawka: 1/30 s. Korekta ekspozycji: +1/3 EV. Stabilizator obrazu: włączony. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: sRGB. Oprogramowanie: PhotoShop CS3.

Fotografia 12.3

Kompozycja centralna.

Pałac Pod Blachą, zbudowany na początku XVIII wieku u podnóża Zamku Królewskiego w Warszawie, ma dwa długie skrzydła, które obejmują ogromny podjazd. Możliwe są inne ujęcia tego interesującego obiektu: z bliska, z góry, skosem, ale taka kompozycja, w której wszystkie linie zbiegają się w drzwiach wejściowych do pałacu, nie jest pozbawiona sensu. Na którekolwiek miejsce fotografii spojrzymy, wzrok po chwili biegnie do pałacowych drzwi. Kompozycja centralna jest statyczna, ale w tym przypadku w którekolwiek miejsce spojrzeć, zaraz wzrok biegnie do drzwi pałacu.

Parametry: Data: 2010-04-23 12:26:15. Aparat: Canon EOS 7D. Obiektyw: SIGMA 12-24 mm F4,5-5,6 EX DG HSM. Nastawiona ogniskowa: 12,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 19,2 mm. Czułość aparatu: ISO 200. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Przysłona obiektywu: f/9.0. Migawka: 1/400 s. Korekta ekspozycji: +1/3 EV. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: AdobeRGB. Oprogramowanie: PhotoShop CS3.

Z tłem bywają często poważniejsze kłopoty. Krzywe słupy, druty telefoniczne, jaskrawe barwy niemożliwych do uniknięcia zabudowań lub papierowo białe niebo, to powszechnie znane błędy. Zdarzają się jednak także tła dobre, czasem wręcz znakomite, które tworzą fascynujący klimat dla fotografowanego obiektu. Bywa przecież tak, najczęściej w fotografiach pejzaży, że sam temat jest banalny: ot, jakiś duży głaz wystający z wody na brzegu jeziora. Można byłoby przejść obojętnie, gdyby nie to, że akurat ostra smuga światła spomiędzy chmur oświetliła kamień a taki widok każdego skusi do fotografowania.

Często interesujący obiekt spostrzega się z większej odległości. Czasem jest też tak, że z oddali wygląda on znacznie lepiej niż z bliska, ze względu na tło. Dawno temu, wiosną na Orawie, oczarowany zostałem widokiem samotnego drzewa rosnącego na brzegu grapy, na tle nieoświetlonego słońcem, ciemnego lasu porastającego zbocze kolejnej góry. Miałem Prakticę LLC z 50 mm obiektywem i postanowiłem podejść bliżej, aby drzewo wypełniło kadr. Gdy znalazłem się we właściwej odległości od drzewa, aby je sfotografować, znalazłem się w niewłaściwej odległości od miejsca, z którego zachwyciłem się jego widokiem. Z bliska drzewo nie odcinało się jasną zielenią od ciemnego tła, z bliska widziałem drzewo na tle jasnego nieba – czas prysł jak bańka mydlana. Geometria, geometria!

Geometria, to wiedza, która jest użyteczna także przy fotografowaniu, nie tylko samotnego drzewa wiosną na Orawie.

Proporcje obiektu i tła zależą od odległości. Zmiany można zaobserwować w terenie płacąc za to trudem, albo z góry przewidzieć.

Gdy patrzymy na jakiś wysoki obiekt z dużej odległości, widzimy jego kształt we właściwych proporcjach, ponieważ to, że stoimy na poziomie jego podstawy, nie ma w takiej sytuacji znaczenia. Na fotografii możemy wypełnić kadr obiektem bez zniekształceń, ponieważ oś obiektywu ustawiona jest prawie poziomo. Przy sprzyjającym otoczeniu można wybrać dla obiektu interesujące tło, bo z dużej odległości wąskokątny obiektyw obejmuje mały wycinek przestrzeni.

Przy fotografowaniu z małej odległości, trzeba użyć obiektywu szerokokątnego i skierować go do góry, pod dużym kątem. Przy takim ustawieniu aparatu zmienia się radykalnie obraz obiektu, jego podstawa staje się bardzo szeroka, a czym wyższe piętro, tym węższe, a także, na co najczęściej nie zwraca się uwagi, jest coraz niższe.

Im bliżej obiektu, a obiektyw bardziej szerokokątny, tym deformacje perspektywy większe. Często takie ujęcia są intrygujące, ale nie zawsze. Wieża Eiffla sfotografowana szerokokątnym obiektywem wygląda jak żelazna kurtyzana.

Uniknąć zbieżności perspektywy można wtedy, gdy płaszczyzna czujnika aparatu cyfrowego będzie równoległa do płaszczyzny budynku, ale takie ustawienie aparatu daje w rezultacie to, że obraz zostaje przepołowiony: od połowy kadru w górę widać dolne kondygnacje budowli, od połowy kadru w dół nadmiernie powiększone elementy pierwszego planu – więcej o tych sprawach w rozdziale poświęconym fotografowaniu architektury.

W chwili, w której po podniesieniu aparatu do oka spoglądamy przez celownik na interesujący nas obiekt, albo wpatrujemy się w jego obraz na ekranie wyświetlacza LCD – kadrujemy! Kadrujemy, ponieważ ujmujemy w ramy celownika aparatu wybraną przestrzeń, a resztę, ogromną, obejmującą prawie całą trójwymiarową sferę odcinamy poza kadr, przestajemy się nią interesować.

Taki kadr nie jest wcale przypadkowy, świadomie wybrany został przecież kierunek a także kąt w jakim przez obiektyw został ujęty fragment przestrzeni. Do tego doszła odległość na jaką nastawiona została ostrość obiektywu, nie ma więc przypadku, jednak kompozycja zdjęcia znajduje się dopiero w stanie początkowym, nie uporządkowanym, wymaga ustanowienia hierarchii na planie, wyeksponowania tego, co uznamy za najważniejsze, usunięcia zbędnych elementów, zaprowadzenia ładu, aby każdy szczegół na tworzonej fotografii miał właściwe miejsce i czemuś służył.

Przed tym trzeba jednak podjąć decyzję: – czy ująć temat tak, jak patrzymy i jak wygodniej trzymać aparat fotograficzny, a patrzymy poziomo i aparaty zbudowane są tak, że łatwiej fotografować trzymając je poziomo, czy może lepiej przekręcić aparat o 90° i ująć obiekt w kadrze pionowym? Zdarza się czasem, że fotografujemy z kadrem poziomym, a potem dochodzimy do słusznego, ale spóźnionego wniosku, że lepszy byłby pionowy, więc warto o możliwości trzymania aparatu w pionie pomyśleć przed zrobieniem zdjęcia. Niezależnie jednak od tego czy zdjęcie będzie w poziomie, czy w pionie, nie należy upychać tematu w kadrze kolanem, kadr to nie plecak turysty. Kto nie zostawi na zdjęciu trochę luzu po brzegach, może potem żałować. Błędem nie do naprawienia jest też niefrasobliwe przycięcie głównego obiektu, bo jak już ciąć, to zdecydowanie, aby nikt nie pomyślał, że to błąd.

Kadrować należy tak, aby nie było żadnych wątpliwości, co jest tematem fotografii. Łatwo zapamiętać:

Jedna fotografia = jeden temat.

Fotografia 12.4

Rewers pawia.

Gdy paw rozłożył piękny ogon, zbiegło się natychmiast sporo osób aby go sfotografować. Zamiast przepychać się w tłumie zaszedłem pięknisia od tyłu i oto co  zobaczyłem… Każdy obiekt ma wiele stron. Nie wszystko od frontu jest najbardziej interesujące.

Parametry: Data: 2007-06-07 20:22:35. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw: Canon EF 24-105mm f/4L IS USM. Ogniskowa: 97,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 155,2 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 400. Pomiar ekspozycji: skupiony. Przysłona obiektywu: f/4,0. Migawka: 1/50 s. Stabilizator obrazu: włączony. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: AdobeRGB. Oprogramowanie: PhotoShop CS3.

Jeżeli obiekt jest tak bogaty w formę, że można wyodrębnić kilka dobrych tematów, to świetnie, można zrobić kilka interesujących zdjęć. Próba ujęcia wielu tematów na jednym zdjęciu to częsty błąd początkujących fotoamatorów. Przecież jeden temat trudno opanować gdy brak doświadczenia, a kilka komplikuje fotografię i ostatecznie nie wiadomo, o co naprawdę chodziło fotografującemu.

Albert Einstein miał powiedzieć kiedyś:

Fizyka powinna być tak prosta, jak to jest możliwe, ale nie bardziej.

Jeżeli posłużyć się zdaniem Einsteina, a słowo fizyka, zastąpić słowem kompozycja, otrzymamy użyteczną, zgrabnie ujętą zasadę, pasującą jak ulał do fotografii.

Kadr powinien być oszczędny, kompozycja czytelna jak to tylko możliwe, ale nie prymitywna.

Fotografia 12.5

Kot myśliciel.

Uniwersytecki kot siedział zamyślony na dekoracyjnie ułożonym bruku i gdyby mnie ktoś wtedy zapytał, po co fotografuję kota, jedyną sensowną odpowiedzią byłoby chyba to, że dobrze się komponuje. Bo dlaczego interesuje mnie kot, gdy przyjechałem obejrzeć uniwersyteckie zabudowania, które miałem fotografować. Nigdy jednak nie wiadomo, do czego zdjęcie przyda się może – kot się przydał. Jest jak znalazł na przykład prostej kompozycji składającej się z dwóch elementów: kota i tła. Gdyby przyłożyć linijkę i zacząć mierzyć, to nie jest on ani w mocnym punkcie obrazu wynikającym ze złotego podziału, ani w silnym z trójpodziału, ale siedzi w dobrym miejscu. Tło nie jest złe, pasują do siebie, tło do kota, a kot do tła.

Parametry: Data: 2009-07-21 17:40:05. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw: Canon EF 24-105mm f/4L IS USM. Ogniskowa: 28,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 44,8  mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 400. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Przysłony obiektywu: f/14. Migawka: 1/80 s. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: AdobeRGB. Oprogramowanie: PhotoShop CS3.

Fotografowanie obiektów w ruchu jest wielokrotnie trudniejsze, ponieważ zdarzenia dzieją się szybko, brakuje czasu nawet na dobre kadrowanie, a nie ma go zupełnie na rozważania o najlepiej pasującej do zdarzenia kompozycji.

Zdarzenia o wysokiej dramaturgii, jak demonstracje górników pod Urzędem Rady Ministrów w Warszawie, lub bijatyki po meczu Wisły z Cracovią, dzielni fotoreporterzy narażając się fotografują z możliwie bliskiej odległości szerokokątnymi obiektywami, które przez deformację obrazu zwiększają przekaz emocji. Zdjęcia najlepsze, na których widać najwięcej osób, mają kogoś lub coś, co skoncentruje na sobie uwagę: związkowca rozdzierającego w rejtanowskim geście koszulę, płonącą oponę Continental, kibica Wisły pałującego kibica Cracovii kijem baseballowym marki Hudora, albo odwrotnie,. Główny motyw zdjęcia powinien zostać wyróżniony najwyższą ostrością, ponieważ najostrzejszy fragment fotografii najmocniej przyciąga wzrok.

Są też inne przepychanki, które lepiej ujmować z daleka, nie dlatego, że niebezpiecznie podchodzić za blisko, lecz że z większej odległości widok jest ciekawszy. W Łazienkach Królewskich w Warszawie największą uwagę spacerowiczów przyciągają… pawie, a gdy ptak rozłoży ogon niczym wachlarz, ściąga jak magnes wszystkich, którzy mają aparaty. Każdy chce mieć najlepsze ujęcie, ludzie tłoczą się przed pawiem i w tej sytuacji najlepszym ujęciem może być tłumek fotomatorów, z pawiem w roli głównej, lub odwrotna strona pawia…

Czy to związkowiec, opona, kibice czy paw, każdemu należy przydzielić uprzywilejowaną pozycję w kadrze, to znaczy taką, która najbardziej kusi wzrok. Wszyscy już się domyślają, o czym teraz będzie…, o ogólnej teorii proporcji Eudoksosa z Knisos, zawartej w V księdze Elementów Euklidesa. Nie ma bowiem takiego, kto by o złotym podziale nie słyszał, będzie zaś o nim coraz głośniej, bo już niedługo zostaną ogłoszone uroczyste obchody 2500-lecie złotego cięcia.

Przykładów na złoty podział, zaobserwowany w przyrodzie, opracowany teoretycznie przez wspomnianego Eudoksosa i stosowany w rzeźbiarstwie, architekturze oraz malarstwie, nagromadziło się przez ten czas sporo. Inne teorie dawno upadły a ta zachowała świeżość i można ją stosować obecnie, także w kompozycji fotografii. Wszystko zaś bierze początek od złotego cięcia odcinka, którego podział wyraża się następująco w słowach i zapisie matematycznym: cały odcinek ma się tak do swej większej części, jak część większa, do części mniejszej.

Nie zanudzając obliczeniami, proporcje odcinka podzielonego złotym cięciem są następujące: większa część ma 0,65803 całości, a mniejsza resztę, czyli 0,38197. Te proporcje wykorzystane zostały do ustalenia wzajemnego stosunku wielkości boków prostokąta o boskich proporcjach,  uznawanych za najbardziej wysmakowane, najprzyjemniejsze dla oka. W takim prostokącie stosunek dłuższego boku do krótszego, ma się jak 1,62:1, co przedstawia rysunek.

041

Prostokąt  boskich proporcji, podzielony zgodnie z regułą złotego podziału, ma dwie linie poziome i dwie linie pionowe a w ich przecięciach cztery punkty. Na zdjęciach krajobrazu, linię horyzontu sytuuje się na dolnej poziomej linii złotego podziału wtedy, kiedy powyżej można przedstawić wspaniały obraz nieba. Na zdjęciach jezior czy rzek wielu fotografów wykorzystuje górną linię złotego cięcia i na niej ustawia drugi brzeg. Podobne zalecenia dotyczą motywów pionowych.

Przecięcia linii złotego podziału tworzą mocne punkty obrazu i zgodnie z zasadą w jednym z nich umieścić należy to, co na fotografii najważniejsze, co ma zostać najsilniej wyeksponowane.

Fotografia 12.6

Architektura zgodna ze wzorcem idealnych proporcji.

Nie tylko Partenon, świątynia Ateny na Akropolu w Atenach, wzniesiona została zgodnie z zasadą złotego podziału. Na rozległych obszarach starożytnej Grecji, zbudowano wiele podobnych świątyń, ponieważ złoty podział uważano za proporcje idealne.

Na fotografii jedna z nieźle zachowanych świątyń na Sycylii.

Parametry: Data: 2010-09-27 10:37:48. Aparat: Canon EOS 7D. Obiektyw: SIGMA 70-200 mm F1:2,8 APO EX DG OS MACRO HSM. Nastawiona ogniskowa: 200,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 320 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 200. Pomiar ekspozycji: skupiony. Przysłona obiektywu: f/9.0. Migawka: 1/500 s. Korekta ekspozycji: ±0 EV. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: Adobe RGB. Oprogramowanie: DxO Optics i PhotoShop CS3.

Fotograf jest jednak poważnie uzależniony od obiektu oraz jego otoczenia i nie może tak swobodnie komponować obrazu jak artysta malarz. To, co dzieje się przed obiektywem często zupełnie nie pasuje do zasady dobrych proporcji i trzeba się z tym pogodzić, ale warto zapamiętać siatkę złotego podziału, zachować ją w pamięci oka, ale nakładać na obraz i kadrować zgodnie z teorią tylko wtedy, kiedy ma się na to ochotę. Trzeba tu zwrócić także uwagę na to, że w złotym podziale mocne punkty obrazu są bliżej centrum, niż przy uproszczonym podziale 1/3 + 1/3 + 1/3, oraz na to, że zasady złotego podziału w architekturze doprowadziły Greków do wznoszenia obiektów typowych, jak bloki z fabryk domów. Ich świątynie są tak podobne do siebie, że wystarczy zobaczyć jedną.

Symetrycznego podziału fotografii, który często jest skutkiem wykorzystywania centralnego czujnika przy nastawianiu ostrości, nie można wykluczać całkowicie. Taki podział obrazu może się nawet nieźle sprawdzać w wielu kadrach, ale może być poważnym błędem, gdy fotografia krajobrazu bez uzasadnienia zostanie przepołowiona horyzontem. O tym, że horyzont i drugi brzeg jeziora muszą być zawsze poziome, wspominać nie potrzeba, ale brzeg rzeki warto delikatnie, prawie niezauważalnie pochylić, aby nadać wodzie właściwy kierunek spływania.

Gdy tematem zdjęcia jest obiekt poruszający się, dobrze go ująć możliwie blisko mocnego punktu obrazu – pytanie tylko którego? Tak się jakoś odbiera wrażenie ruchu, że większy wysiłek przyznajemy obiektom poruszającym się pod prąd, niż z nurtem, z nurtem rzeki łatwiej się spływa. Piszemy z lewej strony w prawo, więc pod prąd jest w lewo, a niewielkie dodatkowe pochylenie w tym kierunku dodaje wrażenia prędkości.

Choć czasem obiekt uciekający z kadru może mieć uzasadnienie, najczęściej lepszy efekt daje takie jego umiejscowienie, aby miał przed sobą przestrzeń do pokonania. Nieudanego ujęcia, na którym na przykład samochód rajdowy rozbija zderzakiem brzeg zdjęcia, można uniknąć, gdy nie kadruje się za wszelką cenę ciasno. Większy luz pomaga też później ustalić ostateczny kadr zdjęcia podczas jego nieuniknionej obróbki w programie graficznym, ułatwia także precyzyjne ustawienie najważniejszego motywu w mocnym punkcie obrazu – gdy nie ma luzu, często nie ma takich możliwości.

Z fotografiami osób, a szczególnie z portretami, sprawa jest trudniejsza. Nie uśmiech jest najważniejszy a oczy, sposób i kierunek spojrzenia. Pamiętam, że kiedy byłem mały, nie mogłem ukradkiem wyjąć kostki cukru z cukiernicy, bo oboje, mama i tata, cały czas na mnie patrzyli. Wisieli sobie na ścianie, na fotografii zrobionej po ślubie i nie spuszczali ze mnie wzroku ani na moment…

Kierunek spojrzenia fotografowanych osób może wywoływać różne skojarzenia. Cenimy te osoby, które w rozmowie patrzą nam prosto w oczy. Jeżeli ich wzrok umyka przed naszym, podświadomie budzi się podejrzliwość, jednak na fotografii osoba ujęta niesymetrycznie, lecz w trzech czwartych i spoglądająca przez ramię, może wzbudzić zainteresowanie większe, niż gdyby patrzyła zawsze, czy nie podjadamy jej czekoladek z likierem wiśniowym. Jeżeli tak ująć kogoś w portrecie, to trzeba mu za ramieniem zostawić trochę miejsca, aby nie patrzył na samą ramkę fotografii lecz poza nią, na coś, czego na fotografii nie ma, ale co może intrygować, pozwalać na domysły.

Ramy… Ramy okien, drzwi i bram, wykusze w murach obronnych a także inne obramowania są godne uwagi, bo można je wykorzystać do powiększenia wrażenie przestrzenności. Zamykając kadr w sposób naturalny, w mocnych, ciemnych plamach, ramy zapewniają fotografii niezbędną równowagę. Fotografia musi być wyważona, to znaczy musi mieć tak rozłożone części jasne i ciemne, a także barwy, aby nie ciążyły w jedną stronę, słowem musi zachowywać plastyczną równowagę. Warto przy tym zauważyć, że plama jaśniejsza od innych elementów obrazu, usytuowana w pobliżu mocnego punktu, ściąga ku sobie wzrok oglądającego fotografię mocniej, niż zrobiłaby to plama ciemniejsza.

Jeżeli na tym etapie rozważań postawić pytanie ogólne: – od czego zależy dobra kompozycji w fotografii?, odpowiedź będzie taka jak zawsze, że zależy od talentu fotografa, od jego wyobraźni, zdolności dostrzeżenia interesującego plastycznie obiektu lub sceny i umiejętności takiego przedstawienia na fotografii, aby można się było przejąć przejęciem autora, zachwycić jego zachwytem, doświadczyć czegoś, czego się samemu wcześniej nie doświadczyło.

Wszystko to stwierdzenia prawdziwe, mają tylko jeden feler, są mało praktyczne.

Dobra rada doświadczonych fotoreporterów: – chcesz mieś dobrą  fotografię? Podejdź blisko, jeszcze bliżej…

I komentarz: – jeżeli fotografia cię nie satysfakcjonuje, to znaczy, że nie byłeś dostatecznie blisko.

Zamieszczone poniżej zdjęcia mają to potwierdzić. Orkiestra grała, nikt nie zwracał uwagi na fotografujących, nie patrzył im w obiektyw, każdy muzyk zajęty był swoją robotą. Dobra sytuacja, można fotografować. Pierwsze zdjęcie zrobiłem jak inni, z miejsca z którego wszyscy fotografowali. Na zdjęciu jest wszystkiego dużo, nawet butelka z wodą mineralną, ale nie ma najważniejszego, nie ma wyróżniającego się tematu, nie wiadomo po co zostało zrobione.

Zdjęcie 12.1

Ale widzę z jakim skupieniem muzykują dwie dziewczynki, trzeba więc podejść bliżej, zwęzić kąt fotografowania, przekręcić aparat w pion aby ująć tylko te dwie artystki.

Proporcje boków zdjęć w większości aparatów mają stosunek 3:2, ale nie każdy temat komponuje się dobrze w takim formacie i nie ma powodu aby koniecznie go respektować. Skadrowałem więc zdjęcie zacieśniając maksymalnie kadr i tak powstała fotografia:

Fotografia 12.7

Nie ma na niej całej orkiestry, ale są dwie panienki wpatrzone w nuty, wsłuchane w tworzone dźwięki. I taka fotografia, zawierająca mniej elementów, jest lepsza.

Parametry: Data: 2009-06-21 11:11:06. Aparat: Canon EOS 7D. Obiektyw: Canon EF24-105mm f/4L IS USM. Nastawiona ogniskowa: 58,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 92,8 mm. Czułość aparatu: ISO 320. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Migawka: 1/160 s. Przysłona obiektywu: f/16,0. Korekta ekspozycji: ± 0 EV. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: Adobe RGB

Można do sprawy podejść inaczej, podzielić sprawy kompozycji na dwie części. Pierwsza dotyczyłaby kompozycji istniejących fotografii, druga tych rozmaitych uwarunkowań, wyborów i decyzji, które składają się na proces komponowania fotografii.

Ilość fotografii wystawionych do oglądania, jest ogromna, przekracza możliwości percepcji nawet największego zapaleńca. Większość jest nam obojętna, ale są też fotografie, które zwracają na siebie uwagę, a także takie, które nie pozwalają zbyć się jednym krótkim spojrzeniem.

Fotografie, które nas uwiodły, można nie tylko komplementować: – kurde, ale fajne!, ale także zastanowić się, co tak naprawdę nas w nich zafrapowało i wypunktować te zalety. Patrzeć przecież na fotografie powinniśmy na dwa sposoby, tak jak wszyscy: ładne – nie ładne, dobre – nie dobre.., ale też fachowo, rozbierać fotografię na części, oceniać nie tylko temat, również jego ujęcie, kompozycję, kadr, barwy, ostrość, nieostrość…

To, co tu zaproponuję, pewnie wielu zdziwi, ale może będą tacy, którzy spróbują. Nie będzie łatwe i zajmie trochę czasu, ale jeżeli ktoś chciałby mieć nie tylko ulotną przyjemność z oglądania dobrych fotografii, lecz także wykorzystać je, aby poszerzyć swoją wiedzę, skorzystać z cudzego doświadczenia, może spróbować.

Najlepiej sięgnąć po fotografię, która wywarła silne wrażenie, którą cenimy i mamy pod ręką, na przykład w jakimś dobrym albumie i spróbować, w 5 punktach, wymienić jej zalety. Nie w myśli, ale na papierze. Nie w punktach, ale jakbyśmy pisali wypracowanie na klasówce w szkole lub esej do jakiegoś czasopisma. Nie chodzi tylko o temat fotografii, temat nie jest w tym przypadku najbardziej istotny, ważniejszy jest sposób jego przedstawienia, kompozycja, jej składowe: oświetlenie, kontrasty, rozkład plam jasnych i ciemnych, zestawienia barw, skojarzenia jakie fotografia wywołuje, myśli jakie przychodzą podczas oglądania, pomysły, które same przychodzą… Niełatwo napisać o jakiejś fotografii dwie strony czy nawet jedną, ale to jest wyjątkowa z jakichś względów fotografia, która kogoś zainteresowała nie przez przypadek, ale swoim artyzmem więc warto spróbować. Wtedy łatwiej uzmysłowić sobie, czego w rzeczy samej oczekujemy od fotografii, co naprawdę jest interesujące, a co tylko z pozoru.

Fotografia 12.8

W Słowińskim Parku Narodowym.

Do skansenu w słowińskiej wsi Kluki, zjeżdżają latem liczne wycieczki autokarowe. Zaskakuje utrwalona wiekami bieda tego rejonu. Zwiedzane chaty jeszcze w latach siedemdziesiątych były zamieszkiwane i nawet jeśli wyposażenie wzbogaciło się o pralki Frania, to nie zmieniało to stanu rzeczy.

Szwendając się po obejściach natrafiłem na stos drewna przygotowanego na opał i wielkie pniaki do rąbania na szczapy. W tle chata i stara stodoła pokryta trzciną. Wszystko komponowało się samo, fotografowałem z bardzo niskiej pozycji aby wyeksponować wysoką stertę drewna.

Parametry: Data: 2010-03-14 21:50:07. Aparat: Canon EOS 7D. Obiektyw: SIGMA 24-70 mm F1:2,8 EX DG HSM. Nastawiona ogniskowa: 37,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 59,2 mm. Czułość aparatu: ISO 200. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Przysłona obiektywu: f/16,0. Migawka: 1/160 s. Korekta ekspozycji: ±0 EV. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: Adobe RGB.

Po uporaniu się, kolej na trudniejsze zadanie. Proszę sięgnąć po swoją fotografię, tą która daje największą satysfakcję i napisać, z uzasadnieniem:

  1. Dlaczego tę fotografię zrobiłem?
  2. Co chciałem na niej przedstawić?
  3. Co jest w niej oryginalnego?
  4. Co należałoby na niej poprawić?
  5. Jakie skojarzenia powinna wywoływać ?

Najtrudniej byłoby przeczytać na głos to, co się o swojej fotografii samemu napisało – nie śmiem nawet tego zaproponować.

Fotografujemy z bardzo różnych powodów. Bo nam się coś spodobało, bo inni to fotografują, więc my też, bo chcemy mieć zdjęcie na pamiątkę, albo żeby sprawić komuś przyjemność, bo to…, lub tamto.., powodów jest wiele, nie wszystkie zdjęcia związane są z poważnymi zamierzeniami artystycznymi lub na zamówienie jakiejś instytucji, firmy czy osoby prywatnej, większość powstaje z dość błahych przyczyn. Zdjęcie z błahych powodów nie wymaga nadzwyczajnej troski, ale każde inne tak.

Komponowanie fotografii jest aktem twórczym, o wszystkim decyduje ten, kto komponuje, może respektować uznane zasady kompozycji, może je też odrzucać przez przekorę lub świadomie, szukając nowych rozwiązań formalnych. Igranie z ryzykiem, także z ryzykiem blamażu, jest emocjonujące, warte podejmowania, byle to, co się robi, robić świadomie

Komponowanie jest procesem złożonym, który trwa w czasie. W wielu okolicznościach, na przykład podczas fotografowania dynamicznych zdarzeń, komponuje się błyskawicznie, choć nie zawsze trafnie, jednak innej możliwości w takich sytuacjach nie ma. W innych przypadkach proces komponowania trwa długo, czasem obraz dojrzewa w wyobraźni fotografa, zmienia się etapami, bywa że dopiero w wiele miesięcy po zrobieniu zdjęcia powstaje ostateczna jego wersja lub dojrzewa pomysł, jak to coś można byłoby lepiej sfotografować.

Jeżeli sprawy komponowania nie sprowadzać kolejny raz do inaczej formułowanych ogólników, trzeba spróbować wytyczyć drogę i ścieżkę dojścia do udanej kompozycji, stawiać na niej drogowskazy i znaki ostrzegawcze.

Fotograficzna droga, czy w miarę lekko po równinie, czy ambitnie i stromo pod górę, prowadzi zawsze od jakiejś rzeczywistości osadzonej w przestrzeni trójwymiarowej, do jej obrazu na powierzchni dwuwymiarowej. Patrząc trójwymiarowo trzeba uruchomić wyobraźnię, aby przewidzieć, jak to, co widzimy i chcemy sfotografować, będzie wyglądało po sprasowaniu do dwóch wymiarów, a także po radykalnym zmniejszeniu, czego często nie bierze się w ogóle uwagę. Pobudzona wyobraźnia powinna także podsunąć obraz zmian możliwych do uzyskania przez zastosowanie innej ogniskowej obiektywu, przez zmianę sposobu kadrowania z poziomego na pionowy, zmianę obszaru ostrości na większy lub mniejszy, przez radykalne skrócenie lub znaczne wydłużenie czasu naświetlania, może przez ingerencję filtrem połówkowym obcinającym część światła, lub przez wybiórcze obniżenie jaskrawości drobnych obiektów przez filtr polaryzacyjny.  Do tego potrzeba jednak nie tylko wyobraźni, ale także wiedzy i doświadczenia.

Kiedy z wysoka patrzymy w dół, z wąskiej ścieżki na Orlej Perci w przepaść zaczynającą się tuż obok buta, instynkt bezbłędnie alarmuje: – nie próbuj kroku na skróty! Doświadczenie fotografa także powinno ostrzegać: – nie będzie łatwo przekazać wrażenia z tego miejsca, musisz wysilić wyobraźnię i zrobić taką fotografię na grani, aby ktoś patrząc na nią, poczuł mrowienie w łydkach.

Wybranie miejsca, z którego ma zostać zrobione zdjęcie ma kapitalne znaczenie. Czasem, gdy fotografujemy w niewielkiej odległości, wystarczy przejść kilka kroków w bok, aby obiekt zmienił wygląd na bardziej interesujący, albo też znacznie gorszy. Będzie tak, bo z różnych stron różnie wszystko wygląda, ale także dlatego, że każdy obiekt posadowiony jest w konkretnej przestrzeni, w otoczeniu innych obiektów i na jakimś tle. Zmieniając miejsce obserwacji widzimy zmieniające się położenia wszystkich planów, zmienia się także tło, jeżeli nie jest jednolite, jak zasnute chmurami niebo.

W poszukiwaniu punktu do zdjęć obiektów tak dobrze znanych jak Giewont, trzeba unikać miejsca wydeptanego do gołej ziemi przez kilka pokoleń fotografów. Na całej Gubałówce takiego nie ma, bo czy zrobimy sto kroków w lewo, czy pójdziemy w prawo, Giewont wygląda tak samo jak na pocztówce – nie warto się trudzić.

Zdjęcie 12.2

W Wiknie nad jeziorem Omulew rośnie kilkusetletni dąb. Podchodząc z należytym szacunkiem do tej, bądź co bądź starszej ode mnie i o większej posturze postaci, ustawiłem aparat na statywie, przysłonę obiektywu na F22 żeby ująć ostro wszystko, łącznie z listkami na bliskim planie, zamknąłem lustro, aby wyeliminować drgania i za pomocą elektronicznego sterownika otworzyłem migawkę. Aparat odmierzył czas naświetlania i zdjęcie było gotowe. Ale na tak wykonanym zdjęciu trudno ocenić wielkość starego drzewa. Niezbędny jest jakiś obiekt odniesienia, o znanej wielkości, który pozwoliłby na porównanie

Parametry: Data: 2009-09-26 15:39:44. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw: EF24-105mm f/4L IS USM. Nastawiona ogniskowa: 40,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 64 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 100. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Preselekcja czasu naświetlania: 1,6 s. Przysłona obiektywu: f/22,0. Korekta ekspozycji: ± 0 EV. Statyw. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: sRGB.

Fotografia 12.9

Problem skali

Kilka minut później zobaczyłem, że żona zabiera się do zmierzenia obwodu pnia krawiecką miarką. Jak mogłem najszybciej zmieniłem ustawienie aparatu, czułość ISO, w pośpiechu otworzyłem przysłonę obiektywu prawie całkowicie i zrobiłem zdjęcie zanim żona skryła się za drzewem.

Nie wystarczy sfotografować obiekt o imponujących rozmiarach. Potrzebna jest jeszcze możliwość oceny rzeczywistą wielkość sfotografowanego obiektu. Postać człowieka jest zawsze najlepsza z dwóch powodów. Pozwala łatwo porównać wielkości, bo gdy ktoś, jak na fotografii, podchodzi do drzewa, dopiero wtedy widać jak jest ogromne. Ponadto fotografia martwego, czy nieruchomego obiektu zamieniona zostaje w fotografię pokazującą jakieś zdarzenie. Komponując, warto o tym pomyśleć.

Parametry: Data: 2009-09-26 15:47:35. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw: EF24-105mm f/4L IS USM. Nastawiona ogniskowa: 32,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 51,2 mm. Filtr UV. Czułość ISO: 400. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Preselekcja czasu naświetlania: 1/50 s. Przysłona obiektywu: f/4,5. Korekta ekspozycji: ± 0 EV. Stabilizator obrazu: włączony. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: sRGB.

Tu właściwe miejsce na pytanie podstawowe, czy warto tańczyć z aparatem wokół każdego obiektu, w poszukiwaniu interesującego ujęcia? Jedne obiekty są fotograficznie bardziej interesujące, powiedzmy: są fotogeniczne, inne znacznie mniej i za każdym razem trzeba odpowiedzieć na pytanie: – warto się nim zająć, czy nie warto, bo nie powinno przesądzać to, że dobra migawka wytrzyma 150000 cykli, migawka aparatu profesjonalnego nawet 300000, a potem można katować następną od nowa.

Ale jakie są kryteria fotogeniczności? Coś pięknego jak lukrowana wielkanocna baba, posypanego koralikami kolorowych cukierków?

Odwróćmy pytanie, a zobaczymy na fotograficznej drodze wyraźny znak ostrzegawczy:

– Uwaga, obiekt nieużyteczny fotograficznie!

Nieużyteczny, bo:

– nie autentyczny,

– fałszywy,

– sztucznie upozowany,

– czasem wulgarny.

Nieużyteczny, bo:

– w złym oświetleniu,

– w chaotycznym otoczeniu,

– na degradującym tle.

Jak wytrzymałość łańcucha zależy od wytrzymałości najsłabszego ogniwa, tak kompozycję zepsuć może jeden fałszywy gest, nienaturalna poza, niemożliwy do przyjęcia bałagan otoczenia, przytłaczające wszystko tło, lub prostackie manipulacje kolorem.

Szkoda wysiłku na nieużyteczne tematy.

Na całej drodze i przy wszystkich ścieżkach prowadzących do dobrej kompozycji powinny stać widoczne znaki:

– Uwaga. Tło niebezpieczne!

Zdjęcie 12. 3

Nie zawsze można zbliżyć się do fotografowanego obiektu na taką odległość, aby wypełnić kadr, ale to nie znaczy, że na fotografii temat zdjęcia musi być mały, a nieistotne tło zajmować większą część obrazu. Kiedyś do obcinania służyły nożyczki lub ostry nóż, ale tego, co zostało obcięte, przywrócić już nie było można. Teraz możemy na rozmaite sposoby kadrować, a oryginał zapisany w RAW pozostanie nienaruszony.

To oczywiste: fotografia powiększona z niewielkiego wycinka zdjęcia nigdy nie będzie tak dobra jak z całej klatki, ale nie musi być zła. Wiele zależy od trybu zapisu zdjęcia. RAW jest pod tym względem znacznie lepszy niż JPEG, ponieważ zawiera więcej informacji o obrazie.

Zdjęcie zrobiłem z korektą ekspozycji ustawioną na – 1,0 EV z tego względu, że tło było ciemne i bez korekty zostałoby niepotrzebnie rozjaśnione a puma, temat fotografii, naświetlony nadmiernie. Po skadrowaniu zdjęcia pozostała w rogu jasna plama śniegu na pochyłym drzewie. Podjąłem się w roli kuśnierza-amatora i doszyłem brakujące futerko. Przy umiarkowanym powiększeniu portret pumy wygląda nieźle.

Parametry: Data: 2009-01-12 12:16:48. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw: Canon EF 300mm f/4L IS USM. Ekwiwalent ogniskowej: 480 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 400. Pomiar ekspozycji: centralnie ważony uśredniony. Migawka: 1/640 s. Przysłona obiektywu: f/4,5. Korekta ekspozycji: -1,0 EV. Stabilizator obrazu: włączony. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: AdobeRGB.

Fotografia 12.10

Portret pumy.

Tło uchodzi uwadze większości fotografujących. Koncentrują się na tym, co fotografują, na ujęciu kogoś w dobrej pozie, z interesującym gestem, czarującym uśmiechem, znaczącym spojrzeniem… a ten ktoś, lub to coś, jest zawsze na jakimś tle, które, pominięte przez fotografującego, nie jest też kontrolowane i rzadko dopełnia samoczynnie kompozycję, najczęściej wprowadza dysonans.

Często można łatwo wybrać lepsze tło, poprosić fotografowaną osobę żeby obróciła się w inną stronę, albo stanęła w innym miejscu, czasem tylko parę kroków dalej. Można wybrać lepszy fragment tła, albo jego wycinek fotografując z większej odległości obiektywem o węższym kącie. Można tło wyrzucić daleko poza przestrzeń ostrości, rozmyć go w nieostrości obiektywem z najszerzej otwartą przysłoną. Można też tło przyciemnić podczas obróbki w programie graficznym, zmniejszyć jaskrawość i nasycenie barw szczegółów odwracających uwagę od zasadniczego tematu, ale czy będzie to możliwe do wykonania, trzeba także pomyśleć przed zrobieniem zdjęcia.

Stwierdzenie, że tło uchodzi uwadze większości fotografujących, nie do końca jest prawdziwe, bo często interesujące tło skłania do fotografowania. W wielu miejscach, czy to w plenerze, czy podczas zwiedzania zabytków architektury, można usłyszeć identycznie brzmiącą propozycję: – stań na tym tle, zrobię ci ładne zdjęcie.

Interesujące tło wzbogaca kompozycję, trzeba jednak wyważyć dobrze proporcje zdjęcia: ile na fotografowaną osobę, ile na tło, a decyduje w każdej sytuacji to, co jest ważniejsze: – tło, czy osoba?, bo może być raz tak, raz inaczej.

I dalsze pytania: – czy na fotografii musi być zawsze cała osoba, czy nie wystarczyłoby zbliżenie na obszernie przedstawionym obiekcie? A może odwrotnie: cała postać na najbardziej frapującym fragmencie obiektu.

Inny ważny znak na fotograficznej drodze do dobrej kompozycji:

– Uwaga na światło!

– Uwaga na oświetlenie!!!

Dwa znaki bo dwie uwagi, bo oświetlenie i światło to nie to samo.

Ze światłem, z jego barwą, z jego częstym niedostatkiem lub nadmiarem, bo taki też bywa, można sobie łatwo poradzić. Mamy w fotografii cyfrowej funkcję balansu bieli, możemy przy niedostatku oświetlenia wydłużyć czas naświetlania, lub szerzej otworzyć przysłonę obiektywu, a gdy natężenie światła zbyt wysokie, możemy zastosować szybszą migawkę lub obciąć nadmiar światła przysłoną, albo zatrzymać neutralnie szarym filtrem o dużej gęstości.

Z oświetleniem tak już nie jest. Na oświetlenie naturalne nie mamy żadnego wpływu, na oświetlenie zastane, sztuczne, często także nie, lub w małym stopniu, co znów nie znaczy, że jesteśmy całkowicie bezradni. Po pierwsze: wiemy kiedy możemy się spodziewać oświetlenia interesującego, a kiedy będzie mało korzystne, możemy wybierać i wybieramy.

Które oświetlenie wybieramy najczęściej? Oczywiste, to w piękną pogodę!

Fotografia 12.11

Piper Cub.

Ten wyjątkowo sympatyczny samolocik pochodzi z czasów drugiej wojny światowej. Został starannie odrestaurowany i teraz zadaje szyku na lotniczych piknikach i pokazach. Dla interesujących się techniką Piper Cub to pouczający przykład prostoty konstrukcji: silnik słabszy od motocykla Yamaha, dźwigar skrzydłowy z deski do doprasowania zmobilizowanej do US AIR FORCES, guma od majtek w roli amortyzatorów podwozia, pokrycie skrzydeł i kadłuba prześcieradłem… Mógłbym wyliczać dalej, ale nie z tego powodu dałem tą fotografię, a ze względu na jej kompozycję. Kompozycja po przekątnej sugeruje ruch, z prawej do lewej i z góry w dół wzmaga jego dynamikę i wykorzystywana jest nie tylko do fotografii szybko poruszających się obiektów.

Parametry: Data: 2009-06-06 10:29:34. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw Canon EF 300mm f/4L IS USM. Ekwiwalent ogniskowej: 480 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 400. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Migawka: 1/800 s. Przysłona obiektywu: f/11. Nastawianie ostrości: Al Servo AF. Zdjęcia seryjne: 5/s. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: AdobeRGB. Oprogramowanie: PhotoShop CS3.

Piękną pogodę przynosi do nas, oczekiwany z utęsknieniem, wyż atmosferyczny. Najbardziej cieszy gdy jest rozległy, obejmuje całą Europę, bo wtedy nie porzuci nas po paru dniach. Pogoda jest jeszcze lepsza, gdy ciśnienie przekroczy 130 hPa, bo czym więcej hektopaskali tym większa aktywność wszystkich do wszystkiego, a fotoamatorów do fotografowania. Gdy niebo karmi spragniony wzrok błękitem tak pięknym, jakby to nie było żadne niebo, ale fotografia nieba na filmie Velvia, wielka jak jakiś petabilboard rozpięty od horyzontu po horyzont, migawki aparatów dostają zadyszki. W taką pogodę robi się najwięcej zdjęć.

Dlaczego? Bo fotografie wykonane w słoneczną, podobają się większości najbardziej. Ileż to razy usłyszałem słowa zachwytu: – ale piękną miałeś pogodę! Nie było ważne co fotografia przedstawiała, ani jak to przedstawiała, czy pogoda słoneczna, z niebem niebieskim jak emaliowany garnek z fabryki w Olkuszu, bez żadnej chmurki, dobrana została szczęśliwie do fotografowanego obiektu, czy przypadkowo. Ważne dla oglądającego było to, jak bardzo słoneczną miałem pogodę podczas robienia zdjęcia – słoneczność wzbudzała zazdrość.

Myślę, że wynika to w dużej mierze z naszej tęsknoty za słońcem. Położenie Polski jest takie, że tych pogodnych, ciepłych dni, nie jest za wiele, nawet w lecie przeważa pogoda niżowa, pochmurna. Ale… Kiedy ogląda się fotografie wykonane za granicą, jest to samo, przeważają zdjęcia zrobione w słoneczną pogodę. No, niektórzy robią to z musu, pogody pochmurnej mają jak na lekarstwo, przeważa słoneczna, od rana do wieczora. W Chorwacji, Bułgarii, Grecji, Włoszech, Hiszpanii, Egipcie, deficytowe są dni pochmurne. Fotografowanie podczas słonecznej pogody nie jest więc naszą specjalnością, mamy liczne towarzystwo, a w kupie zawsze raźniej, choć nie koniecznie lepiej. Słoneczna, bezchmurna pogoda ma niestety wiele wad.

Jeśli słońce jest wysoko na niebie bez chmur, gdy w południe osiąga apogeum i góruje, cienie są najkrótsze, a gra światła i cieni, sprawa podstawowa w fotografii czarno-białej, ale istotna także w kompozycji fotografii kolorowej, jest najbardziej uboga, wręcz w zaniku. Fotografując w takich, niekorzystnych warunkach, trzeba szczególnie pilnie szukać miejsca ustawienia się z aparatem, aby obraz na fotografii nie został spłaszczony, aby zachował iluzję przestrzenności, którą tworzą przecież cienie. Niedostatek interesujących cieni to nie jedyny kłopot w bezchmurną, słoneczną pogodę.

Jeśli słońce jest wysoko na niebie bez chmur, wówczas na zdjęciu uzyskamy dużą, jednolitą powierzchnię koloru niebieskiego, która może być bardzo dobrym tłem przy fotografowaniu supernowoczesnej architektury, ale przy innych tematach już tak dobrze nie będzie i kolor nieba będzie wymagał zrównoważenia, dopełnienia innymi barwami. Artysta malarz wyciśnie potrzebne kolory z tuby, fotograf musi ich poszukać, a znajdzie lub nie. Na dodatek: zieleń drzew w lecie jest ciemna, mało atrakcyjna, cienie w koronach i pod drzewami są gęste, zbite w ciemne plamy bez szczegółów, czasem na zdjęciach prawie czarne. Fotografowanie zaś ludzi w bardzo silnym oświetleniu jest trudne, ponieważ nie tylko słońce ale i odbicia światła rażą oczy, a gdzie tylko mogą tworzą się ciemne cienie. Każdy widział zdjęcia, na których sfotografowana osoba miała dużą ciemną plamę pod brodą, pod nosem nieco tylko mniejszą, dwie czarne plamy zamiast oczu, jeżeli była w kapeluszu, to czarna plama zasłania także czoło.

Jedyne dobre rozwiązanie, gdy fotografuje się kogoś w pełnym słońcu, polega na doświetleniu cieni światłem słonecznym odbitym od reflektora, od składanej, lekkiej blendy. Ten sposób zapewnia zgodność barw światła oświetlającego i doświetlającego cienie nie tylko w południe, ale też w ciągu całego dnia, gdy barwy światła słonecznego są różne, gwarantuje także, że cienie nie zostaną zniszczone, a tylko rozjaśnione. Dobrze jednak mieć kogoś do pomocy, nie trudnej, kto puszczał zajączka lusterkiem, poradzi sobie z kierowaniem blendą. Łatwiej o większe zrozumienie o co w tych manipulacjach chodzi, gdy w pobliżu są inni fotoamatorzy, którzy mają także kłopoty z kontrastem, ale nie mają blendy – można wejść z nimi w komitywę i zaproponować współpracę. O lekki, średniej wielkości składany reflektor warto się postarać, bo przydaje się nie tylko podczas fotografowania w rażącym słońcu, także w pomieszczeniach, na przykład do fotografowania w świetle od okna. Światło od okna daje bardzo ładne, naturalne oświetlenie, niestety ze zbyt ciemnymi cieniami – ustawiona blisko blenda wypełni cienie miękkim światłem i bez błyskania w oczy można zrobić interesujący portret

Gdy nie można spodziewać się żadnej pomocy, warto rozejrzeć się za innymi możliwościami. Tworzą je istniejące w pobliżu „reflektory”, na przykład ściany budynków, które przecież także odbijają światło słoneczne. Można także fotografować w ich cieniu. W cieniu nie ma dużych kontrastów, bo światło jest silnie rozproszone, odbite od ogromnego ekranu nieba. Światło w cieniu jest oczywiście bardzo niebieskie, ale gdy robimy zdjęcia aparatem cyfrowym nie ma już kłopotów z filtrowaniem, może być tylko z pamięcią. Jeżeli pliki zdjęciowe zapisujemy w formacie JPEG, trzeba koniecznie pamiętać o ustawieniu balansu bieli na Cień, gdy wykorzystujemy RAW, korektę barwy światła można zrobić później.

W inną słoneczną pogodę, także z pięknym błękitem nieba, od godziny dziesiątej, czasem nieco wcześniej, tworzą się białe chmury, cumulusy. Przesuwane wiatrem są nie tylko ozdobą krajobrazu, ale także ekranami, które rozjaśniają cienie regulując sprawnie kontrast oświetlenia.

Fotografia 12.12

Spalona wierzba.

Kiedy napotykam w plenerze starą, zniszczoną wierzbę, która mimo tragicznych przeciwieństw losu trwa, wypuszcza nawet nowe pędy, przypomina mi się wypowiedź Edwarda Hartwiga, na uroczystości wręczenia mu Nagrody im. Włodzimierza Pietrzaka za twórczość artystyczną, wzbogacającą kulturę narodową.

Hartwigowi, który wierzbom postawił pomnik: piękny album fotograficzny, wierzba kojarzyła się nie tylko z ojczystym krajobrazem. Wierzba, drzewo przez nikogo nie cenione, ma  zadziwiającą żywotność, gdziekolwiek wetknąć małą gałązką zakorzeni się i wyrośnie, jest nie do zniszczenia – mówił –  jej los, podobny jest do naszego losu. Czy pamiętając o tych skojarzeniach znakomitego pejzażysty można przejść obojętnie obok wierzby takiej jak ta, wyobrażającej jakąś tragiczną postać, spaloną, podziurawioną, stojącą w wodzie, a jeszcze trzymającą się życia? Jeżeli będę mógł, przyjadę do niej jeszcze zimą, gdy śnieg uspokoi tło, które na tej fotografii jest jeszcze zbyt „rozgadane”. Może mi się wtedy uda zrobić lepszą fotografię. Nie o każdej porze roku obiekt w plenerze komponuje się najlepiej.

Parametry: Data: 2010-09-19 14:22:35. Aparat: Canon EOS 7D. Obiektyw: SIGMA 24-70 mm F1:2,8 EX DG HSM. Nastawiona ogniskowa: 48,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 64 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 100. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Przysłona obiektywu: f/11.0. Migawka: 1/15 s. Korekta ekspozycji: ±0 EV. Statyw. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: Adobe RGB.

W jeszcze inną pogodę można wykorzystać naturalne rozproszenie światła słonecznego przez mgłę, unoszącą się czasem przez połowę dnia. Są przecież dni, w których słońce słabo widać zza parawanu mgły, lub zostało zasłonięte, jest jasno, a oświetlenie znakomicie rozproszone i cienie bardzo delikatne – to są wręcz idealne warunki do wykonywania portretów w otwartej przestrzeni.

Najbardziej fascynujące oświetlenie występuje przed i po zachodzie słońca, a także o brzasku, o wschodzie i w krótkim czasie po nim.

Gdy słońce skłania się ku zachodowi, zmienia się barwa światła na coraz bardziej ciepłą, cienie wydłużają się, ale nie są jeszcze zbyt gęste. Latem o takiej porze jest jeszcze jasno, ale słońce nie razi już oczu, fotografowane osoby nie napinają mięśni twarzy, nie ściągają brwi, nie marszczą czoła, są bardziej cierpliwe i wyrozumiałe, za to na fotografiach wyglądają na pięknie opalonych. To bardzo dobra pora także do fotografowania pejzaży, również obiektów architektury zabytkowej i nowoczesnej. Zachodzące słońce barwi ściany domów, zapala płomienie w oknach, a zmieniające się z minuty na minutę oświetlenie tworzy coraz to nową kompozycję kolorystyczną. Można ten spektakl tylko podziwiać, można też wtedy fotografować, aby wykorzystać nadzwyczajnie dobrą sytuację i zrobić interesujące zdjęcia nawet dobrze znanych i wielokrotnie fotografowanych obiektów.

Później zaczyna zbliżać się zmierzch i nadchodzi, oczekiwana przez łowców efektownego oświetlenia, pora szarej godziny, kiedy to natężenie światła dziennego równoważy się ze światłem sztucznym. Świecą się już latarnie uliczne, na ciemnych ścianach domów widać nie tylko jasne okna, ale także wnętrza mieszkań; światła sztuczne nie są jednak nadmiernie jaskrawe, nie tworzą jeszcze dużych kontrastów oświetlenia, ponieważ światło naturalne jest nadal dostatecznie mocne. Tworzą się natomiast kontrasty kolorystyczne, z barwami niebieskimi kontrastują żółcie, pomarańcze i czerwienie. Wszystko to staje się fotografowi dostępne, gdy nie siedzi się w domu przed telewizorem.

Jeszcze później nastaje wieczór, po niebie zaczyna wędrować księżyc, fotografować coraz trudniej, ale to nie znaczy, że nie warto. Światło księżyca jest światłem słonecznym, odbitym. Księżyc występuje jako kosmiczny reflektor, w czasie pełni odbija go nawet tak sporo, że zimą, w ośnieżonym plenerze, staje się widno i można robić zdjęcia, nie zamarzając na śmierć w czasie długiej ekspozycji.

Fotografia 12.13

Widok jak z bajki o biednej dziewczynce.

Ciasnym kadrem ująłem okno zasypane śniegiem i płot w zaspie. Śnieg przysypał dom aż po dach i mogłem to pokazać w szerszym kadrze, ale wtedy okno nie zwracałyby tak silnie uwagi. Nie ma co udawać, zdjęcie zrobiło się samo, bo taki temat to fotograficzny samograj. Trzeba było tylko mieć szczęście, czego każdemu życzę. Szczęście warto jednak wzbogacić dawką własnego pomyślunku. Gdyby przyszła mi do głowy myśl, że można i warto pójść tam raz jeszcze, wieczorem, i gdyby mi dopisywało kolejne szczęście i pomieszczenie za oknem było oświetlone, wtedy powstałaby dopiero naprawdę dobra fotografia. Skoro tak się nie stało, to w zamian puszczę dydaktyczny aromat: – to jest kompozycja po skosie.

Parametry: Data: 2009-03-25 13:56:54. Aparat: Canon EOS 30D. Obiektyw: Canon EF 24-105mm f/4L IS USM. Ogniskowa: 35,0 mm. Ekwiwalent ogniskowej: 56 mm. Filtr UV. Czułość aparatu: ISO 200. Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Przysłona obiektywu: f/22. Migawka: 1/60 s. Stabilizator obrazu: włączony. Format zapisu: RAW. Przestrzeń koloru: AdobeRGB. Oprogramowanie: PhotoShop CS3.

Ps. Gdyby ktoś, zachęcony tym co przeczytał, chciał kupić książkę, to może to zrobić otwierając zakładkę „Moje książki” i tam jest link do wydawnictwa HELION.

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.