Uśmiech panny Anny S.

_Q4X4558Ostatnio dawałem fotografie ptaków i niedługo mój blog zamieniłby się w ornitologiczno-fotograficzno-lotniczy. Z tym lotniczym jest pewien kłopot, bo czekam niecierpliwie aż się pewne sprawy zmaterializują, wtedy nabierze dynamiki. Żeby zachować równowagę pozwalam sobie dać fotografię panny Anny S., której radosny uśmiech udziela mi się gdy na zdjęcie patrzę i myślę, że was także wprawi w lepszy nastrój, czego wszystkim życzę.

***

Canon EOS 1D Mark IV. Obiektyw: Canon EF 24—105 mm f/4 L IS USM. Ustawiona ogniskowa: 85 mm. Czułość ISO 200. Przysłona f/8, migawka 1/80 s.

Advertisements

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Uśmiech panny Anny S.

  1. Dwadzieścia lat temu poprosiłbym o adres i numer telefonu – ale wtedy panny Anny S. nie było jeszcze chyba na świecie?…

  2. Jacek Żółtowski pisze:

    Uśmiech tej panny jest jak poranny wietrzyk, orzeźwiający i dający energię lepiej niż kawa poranna, którą właśnie spożywam.
    Serdecznie pozdrawiam 🙂
    panią Annę
    panów Leszka i Andrzeja
    hej!

    • aamroczek pisze:

      Tak sobie myślę, popijając także poranną kawę, że chętnie bym jeszcze pannę Annę pofotografował. Bez tego kapelusza. No i mam okrutną ochotą sfotografować radosną mamę z dzieckiem w takim nosidełku na piersiach, jakie teraz są używane do noszenia osesków. Tylko nie mam odwagi zaproponować na ulicy zrobienia takiego zdjęcia.
      Pozdrawiam także obu panów oraz PANNĘ Annę.
      Ps. Dlaczego znikło słowo panna i wszystkie panny, nawet nastolatki są teraz paniami?. Gdy Amerykankę potraktuje ktoś niewłaściwie to sama sprostuje, a nasze panny wstydzą się swojego wolnego stanu? O kawalerach już nie wspomnę.

  3. A gdzieś Ty tę pannę Annę wyszukał? Bo zasługuje na więcej zdjęć – sam bym się chętnie dołączył! Co się tyczy panien itd., jest w Gdańsku galeria, prowadzona, jak sądzę, przez zaciekłą feministkę, która mnie ongiś ostro zrugała, gdy ośmieliłem się nazwać jej pracownicę (młodą niebrzydką) panienką. Miało być „pani”… Może jej się skojarzyło z innym znaczeniem słowa „panienka”. Mnie nie, przysięgam! Ja w każdym razie jestem za „panną”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.