Jeszcze raz to samo, dla Leszka Pękalskiego

dla Leszka_Q4X1214-HDR(3)

W komentarzu do poprzedniej fotografii Leszek Pękalski napisał: …wszystkie plany są odwzorowane w tej samej mniej więcej gamie tonalnej. Czy taka poprawność nie powoduje utraty duszy?… Wolałbym pierwszy plan ciemniejszy, wtedy czułoby się sączące się z ulicy światło – a tak trochę to martwe. Ale może nie mam racji – nie byłem na miejscu…

W takiej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak dodać fotografii tą duszę i wykorzystując sugestię Leszka zmieniłem nieco kontrasty. Leszek miał rację, teraz lepiej. A co do tego jak tam było, to tak naprawdę dla tej fotografii nie jest istotne, ważne aby było na czym zatrzymać oko.

Advertisements

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Jeszcze raz to samo, dla Leszka Pękalskiego

  1. Andrzeju – trochę szkoda, że usunąłeś poprzednią wersję, bo jej sobie nie zapisałem, a porównanie byłoby ciekawe. To, czy widziało się scenę „w realu”, czy nie, nie jest tak całkiem bez znaczenia – dziadzio Ansel Adams nazywał „wizualizacją” (albo pre-wizualizacją”) wyobrażenie sobie, jeszcze przed naciśnięciem migawki, jak będzie wyglądało finalne zdjęcie – to dyktowało wszystkie późniejsze manipulacje w procesie wywoływania negatywu i pod powiększalnikiem. Teraz też świadomy fotograf przykrawa ostateczny rezultat do tego, co sobie „zwizualizował” lub zapamiętał. Oczywiście widzowie postronni tej szansy nie mają i oceniają tylko wynik, ale, gdy się chce podpatrzeć warsztat autora… To oczywiście zależy też trochę od tego, czy się rzeczywistość chce wykreować, używając wyobraźni, czy tylko odzwierciedlić w sposób adekwatny do tego, co się zobaczyło. Fotografia kreacyjna i fotografia podpatrująca…

    • aamroczek pisze:

      Nie usunąłem poprzedniej wersji, została zachowana i możesz porównać obie. Pierwsza wersja nie była zrzutem z ekranu, także ją obrabiałem: prostowałem, bo Sigma 12-24 mm to nie obiektyw Shift, przyprawiałem jak zupę w najwyższych światłach w cieniach – w drugiej wersji przyciemniłem pierwszy plan rozjaśniając plamy słoneczne. A dziadzio Ansel Adams lubił głębokie czernie, które w fotografii czarno-białej miały swoje uzasadnienie a w cyfrowej jest z tym pewien kłopot. Ale to inna inkszość jak mawiała moja ciocia…

      • Ansel czasem lubił czernie, a czasem przepięknie wypracowaną pełną skalę tonalną – panował nad techniką i formą na owe czasy absolutnie. To jest właśnie to: dobór środków odpowiednich do zamierzonego celu. W fotografii cyfrowej czasem zbyt łatwo zawierzamy histogramom, sam nie jestem bez winy. Ale to – i wiele innych dominujących obecnie w fotografii zjawisk – to są choroby wieku dziecięcego. Ludziska dorwali się do Photoshopa i innych ułatwiających życie programów – i się bawią. Myślę, że to za jakiś czas przejdzie, podobnie jak to już było już parę razy w przeszłości. Może nawet jeszcze za naszej kadencji – ale jaka jest przyszłość fotografii, nikt chyba w tej chwili nie jest w stanie przewidzieć. Czy kiedykolwiek jeszcze będzie mówiła prawdę?….

  2. P.S. A wersja pierwsza rzeczywiście pozostała (w innym oknie) i chyba istotnie ta druga jest lepsza. Ja bym nawet pociągnął to jeszcze trochę dalej…

    • aamroczek pisze:

      Zacznę od końca: czy fotografie Adamsa mówiły prawdę? To były jego góry, pejzaże jakie on widział lub jakie chciał pokazać, a rzeczywistość brał jak piekarz mąkę do wyrobienia ciasta na chleb. Teraz jest o tyle gorzej, że używa się techniki do obrzydzania ludziom ludzi, co można zobaczyć na okładkach tygodników. Co do histogramów… Zastąpiły w pewnym stopniu światłomierze ręczne, a są o tyle lepsze, że pokazują wynik naświetlania, a światłomierz pokazywał to co należałoby zrobić, aby uzyskać coś co chcemy, ale dopiero po wywołaniu filmu okazywało się cośmy zmajstrowali. Do gotowej fotografii droga była jeszcze daleka, od histogramu także długa. Photoshopa bym nie winił, a jeżeli miałbym się na coś krzywić, to na Photomatixa i tych programów do HDR, które mają presety artystyczne – używasz i jesteś już Picasso do kwadratu. No i są tacy których to ekscytuje więc zaśmiecają przestrzeń swoimi dziełami artystycznymi.
      A dziś zrobiłem eksperyment dla mnie ważny, ale o tym może kiedyś, nie wszystko od razu.
      Pozdrawiam
      Andrzej

  3. No, tym razem w pełni zgoda :-). Ale [przecież w fotografii (tej rzetelnej) zawsze pokazujemy SWOJĄ prawdę. Inna może nawet nie istnieje…

Możliwość komentowania jest wyłączona.