Fragment „Książki o fotografowaniu dzieci” – dla tych, którzy jej poszukują.

Ponieważ od czasu do czasu, a przed świętami Bożego Narodzenia częściej, otrzymuję e-maile z pytaniem gdzie można kupić „Książkę o fotografowaniu dzieci”, zacząłem zastanawiać się czy nie powinienem przepracować jej i przygotować II wydanie. Z mojego zastanawiania się nic jednak nie wynika dla tych, którym urodził się synek, lub córeczka, i zapałali przeogromną ochotą aby nie tylko fotografować dziecko dzień po dniu, ale także robić to dobrze. Żeby przyjść im z pomocą jakiej mogę udzielić, zamieszczę tu Rozdział 3 „Książki o fotografowaniu dzieci”, bez fotografii i podzielony  na parę części, bo na jeden raz byłoby tego za dużo… i będę się dalej zastanawiał…

Tym wszystkim natomiast, którzy także zastanawiają się czy kupić sobie III wydanie „Książki o fotografowaniu” za 69 zł i dołączyć do 18702, którzy ją już przeczytali, czy może szarpnąć się i wydać aż 99 zł na „Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynującą historię od Available Light do HDR”, mogę poradzić tylko tyle: – nie zastanawiajcie się zbyt długo.

*

Rozdział 3 „Książki o fotografowaniu dzieci”, cz. I.

Decydujący moment

Od czasu do czasu każdy z nas bierze udział w spotkaniu rodzinnym, podczas którego ktoś kładzie na stół album, albo pudełko ze zdjęciami i zaczyna się swoisty spektakl: kolejne fotografie podawane są z rąk do rąk, są pilnie oglądane, przypominają kto jest na zdjęciu, kiedy zostało zrobione, wywołują dyskusje o tym, które dziecko do kogo jest podobne, czyje ma oczy, kształt głowy… Inne fotografie przywołują z pamięci rodziców, dziadków, ciocie i wujków, rozmaite wydarzenia rodzinne, śluby i chrzciny, spotkania, wakacje; pozwalają się wzruszyć, uradować, często także zadumać i zasmucić.

Od czasu do czasu każdy z nas bierze udział w spotkaniu towarzyskim, w czasie którego ktoś pokazuje plik zdjęć ze swoich ostatnich wojaży. Zdjęcia przechodzą także z rąk do rąk, również z komentarzem: – to zrobione z Ziutą w Monte Carlo, to z Beatą na wielbłądzie w Egipcie, a tu pijemy drinka w basenie hotelowym… Pomacane wzrokiem zdjęcia podawane są sąsiadowi i za chwilę nikt już nie pamięta, co przedstawiały.

Od czasu do czasu wpadnie nam w oko fotografia, która nie przedstawia nikogo z najbliższych, ani niczego, co byśmy chcieli koniecznie kupić i mieć, co by nas szczególnie interesowało, albo w jakiś sposób dotykało – fotografia o temacie wydawałoby się obojętnym, a jakby gwoździem zostaje przybita do naszej pamięci. Dlaczego?

Fotografia to temat i forma.

Najczęściej znacznie większe znaczenie ma temat, w fotografii artystycznej ważniejsza jednak jest forma, a najlepiej gdy temat jest naprawdę interesujący i forma rzeczywiście godna uwagi.

Aby fotografia mogła wywołać zainteresowanie nie tylko najbliższej rodziny, nie tylko zdawkowe. – oooch!, jakie to ciekawe…, musi być obrazem, który o kimś, czy o jakimś wydarzeniu opowiada coś ważnego, w sposób interesujący, a więc przedstawia osobę lub to zdarzenie w odpowiedniej formie plastycznej, w sposób ciekawy, koniecznie czytelny.

Ponieważ ta książka jest o fotografowaniu naszych dzieci, skoncentrujmy na tym uwagę, bo wykonanie interesującego zdjęcia dziecka wcale nie jest łatwe, jak może się wydawać z tego powodu, że małe dzieci są z natury ładne, wzbudzają sympatię, no i tak szybko zmieniają się – rosną. Wystarczy zaobserwować jak obcy sobie ludzie, nie tylko w czasie spaceru w parku, ale także spieszący się przechodnie na ulicy, reagują na widok malucha. Uśmiechają się do niego, czasem przystają, czasem zagadują rodzica i malucha, a na pożegnanie robią mu często pa-pa-pa…

Skoro uważa się powszechnie, że małe dzieci są ładne, a nawet tak piękne, że wręcz cacy, że są fotogeniczne, to co u licha przeszkadza robić dzieciom interesujące, piękne zdjęcia?

Fotogeniczność małych dzieci jest pułapką. Przeszkadza zaś cała reszta.

Zauroczenie córeczką, synkiem, wnukiem, wnuczką tak udaną, że nie ma radośniejszej pod słońcem, poważnie utrudnia krytyczną ocenę tego, na co warto zwracać uwagę przed zrobieniem zdjęcia, co należy widzieć w momencie fotografowania i co często wyprowadza fotografa w przysłowiowe maliny.

Warto zachwycać się dziećmi póki można, bo to jest wspaniała, szczęśliwa część naszego życia, ale fotografia to, za przeproszeniem wszystkich czytelników, tylko kawałek papieru, od którego odbija się światło o różnym natężeniu, o różnej długości fal elektromagnetycznych. Ich energię przyjmują czopki i pręciki oczu, dwóch elementów naszego mózgu wystawionych na zewnątrz czaszki. W nim, patrząc na fotografię, tworzy się wyobrażenie rzeczywistości – nieruchome, nieme, pozbawione jakichkolwiek odczuć, które fotograf doznawał w czasie wykonywania zdjęcia. No, chyba że fotografię ogląda ta sama osoba, która ją wykonała. Wtedy może uzupełnić obraz przywołując z pamięci radosny szczebiot fotografowanej wnuczki, dotyk jej rączek, albo inne, towarzyszące fotografowaniu zdarzenie. Osoba postronna, która tego nie doświadczyła, widzi tylko zdjęcie, najczęściej niestety małe, nic więcej.

Nie ma co przed samym sobą udawać, że potrafimy zdobyć się na obiektywizm. Każda nasza ocena jest i będzie subiektywna, bo inna nie jest możliwa. Nie znaczy to jednak, że nie jesteśmy w stanie – fotografując – kontrolować sytuacji ze świadomością, że zdjęcie będzie tylko ubogim zapisem zdarzenia, obrazem pozbawionym dźwięków, zapachów, ciepła, że będzie tylko iluzją opartą wyłącznie na symbolach graficznych.

Środkami wyrazu fotografii są barwy, ich nasycenie i wzajemne relacje; kontrast między tym, co jasne, a tym, co ciemne; ostrość i nieostrość aż do rozmazania obrazu dla uzyskania iluzji ruchu, albo do zamrożenia w sytuacji sugerującej, przez układ form, jakiś wyjątkowo interesujący gest. Uwzględniając to wszystko, trzeba zrobić zdjęcie w takim momencie, w którym dziecko ma interesującą pozę, jego gest nie jest przypadkowy, lecz coś wyraża, ma jakieś znaczenie, a mina i spojrzenie skorelowane są z wykonywaną czynnością. Aby całe, trwające jakiś czas zdarzenie, przedstawić na fotografii, trzeba nacisnąć na spust migawki aparatu w najbardziej charakterystycznym dla tego zdarzenia momencie, takim, który zawiera jego istotę i poetykę.

Dziecko, nawet najbardziej fotogeniczne, nie zawsze warto fotografować. To, że mamy przemożną ochotę robić zdjęcia nie wystarcza, bo dziecko musi być w takim stanie, który będzie sprzyjał a nie utrudniał fotografowanie. Do malca niewyspanego, kapryszącego, nieufnego, albo czymś speszonego lub przestraszonego, lepiej nie zbliżać się z aparatem. Nasz drugi wnuczek, Mateuszek, uśmiechem obdarza każdego, kto do niego podchodzi. Ale gdy był maleńki i podniosłem aparat fotograficzny do oka, aby go sfotografować, usta skrzywiły mu się w podkówkę i zaczął płakać. Usunąłem aparat – Mateuszek popatrzył zdziwiony i znów się uśmiechnął. Człowiek z czarną maszyną zamiast głowy przestraszyłby każdego, nie tylko maleńkie dziecko.

Gdy dziecko jest rozbawione, wesołe, ufne, zajęte zabawą, też nie ma gwarancji sukcesu, ale jeśli znamy aktualne zainteresowania dziecka, może zorganizować mu zabawę lub zajęcie, które go pasjonuje i pochłania. Dzieci naśladują dorosłych w różnych czynnościach, mają dłuższe lub krótsze okresy fascynacji, na przykład telefonem, kiedy indziej interesują ich wszystkie zamki w mieszkaniu i kluczyki, kiedy indziej jeszcze nie można ich upilnować, aby nie manipulowały przy przyciskach telewizora, chcą zamiatać mieszkanie szczotką, ciekawe są wszystkiego… można wymieniać długo ich zainteresowania a prawie każde może być dobrym tematem fotografii. Nie wymyślając jakiejś specjalnej sytuacji rozbierzmy na części pozę, ruchy i mimikę dziecka, które siedząc na podłodze bawi się klockami, a my mamy właśnie ochotę zrobić mu zdjęcie.

Najpierw musimy wybrać miejsce i pozycję, z jakiej wykonamy zdjęcie. Tę uwagę i inne, w moim przekonaniu niezbędne, powtarzam z uporem, aby zakodowały się w pamięci: – jeżeli aparat umieścimy wysoko, co dla dorosłej osoby jest wygodne, postać dziecka zostanie zdeformowana i żadna fotogeniczność temu zniekształceniu nie zapobiegnie – głowa dziecka powiększy się, nóżki zmaleją. Fotografować należy z małej wysokości, a dla uzyskania dobrych proporcji najlepiej trzymać aparat nieco poniżej głowy dziecka. Jeżeli przestrzeń pozwala, lepsze zdjęcie uzyskamy odsuwając się na większą odległość, ponieważ fotografowanie z małej odległości zawsze grozi deformacją postaci. Korzystniej jest także fotografować obiektywem ustawionym na dłuższą ogniskową, ponieważ to wymusza oddalenie się od fotografowanej osoby, a także pozwala powiększyć fotografowaną osobę w kadrze.

Gdy dziecko złapiemy w kadr na monitorze LCD, albo na matówce aparatu lustrzanego, czekamy aż się uśmiechnie i robimy pstryk! Klamka zapada i mamy kolejne zdjęcie.

Tak powstaje większość zdjęć, tak zwanych podchwyconych. Jakie są?

Mają walor autentyczności, nie są pozowane, ale tylko niektóre zasługują na to, żeby bez kadzenia fotografowi można było powiedzieć: – są interesujące, gratuluję ci stary!

Dlaczego?

Dlatego, że tylko nieliczne zdjęcia zrobione są w najlepszej z wielu możliwych i nawet interesujących sytuacji, w owym „decydującym momencie”, rozsławionym na cały świat nazwiskiem Henri Cartier-Bresson´a, znakomitego fotoreportera, jednego z założycieli legendarnej grupy Magnum. Na marginesie: sławne określenie: Decydujący moment” nie pochodzi od samego Henri Cartier-Bresson´a. Zaczerpnięte zostało ze wspomnień Kardynała de Retz i użyte zostało przez amerykańskiego wydawcę Dick`a Simon`a jako tytuł („The Decisive Moment”) do anglojęzycznego wydania albumu Henri Cartier-Bresson`a „Images à la Sauvette”. Więcej o tym poczytać można w dostępnej na rynku książce Hans-Michael Koetzle pt. „Słynne zdjęcia i ich historie”.

Patrząc przez celownik aparatu na bawiące się dziecko, mamy stale zmieniający się obraz. Ilość zmiennych, jeśli posłużyć się terminologią matematyczną, nie jest wcale mała a trzeba je wszystkie kontrolować i cierpliwie czekać, aż się zoptymalizują, aż się ułożą w logiczną, interesującą plastycznie, całość.

CDN.

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmaitości i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.