W Mielcu zbudowano replikę bombowca PZL-37B Łoś. Pytam więc: – Co się z nami stało, że to, co udawało się pokoleniu naszych rodziców, teraz nie tylko jest niemożliwe, ale nawet niewyobrażalne?

Tak wygląda . Imponujący, prawda?

W telewizji TRWAM oglądałem wczoraj wieczorem interesujący wywiad w czasie którego zaprezentowano model samolotu PZL-37B Łoś, zbudowany  w wielkości… naturalnej. Wiernie odtworzony model tego znakomitego bombowca zbudowany został przez grupę entuzjastów z zakładów PZL-Mielec.

Nowy Łoś, z wielkimi biało-czerwonymi szachownicami na skrzydłach, imponuje kształtami oraz rozmiarami. Kto dotąd nie wiedział, będzie mógł wreszcie zobaczyć jaki wspaniały samolot zaprojektowany został przez polskich konstruktorów, a potem był produkowany przez Polskie Zakłady Lotnicze, Wytwórnia Płatowców Nr. 2 w Mielcu.

Ciągle trudno pojąć jak to było możliwe, że fabrykę samolotów w Mielcu rozpoczęto budować 1 września 1937 roku, a już wiosną 1939 roku wypchano na lotnisko pierwszego, zbudowanego tam Łosia. To tempo dziś niewyobrażalne. Jak to sobie wyobrazić, że w sierpniu koszono jeszcze na polach przyszłej fabryki żyto, a już wiosną, zaledwie po roku i kilku  miesiącach, wypchano z hali fabrycznej PZL WP Nr 2  gotowy do oblotu, całkowicie metalowy, dwusilnikowy, nowoczesny samolot bombowy, który wtedy nie miał sobie równych.

Teraz nikt nie śmiałby ogłosić, że w rok od wbicia łopaty w ziemię, wybudowana zostanie w szczerym polu fabryka, że wyprodukuje się w niej jakichkolwiek samolot, bo ośmieszyłby się kompletnie i wywołałby ogólnokrajowy rechot. Więc pytam: – Co się z nami stało, że to, co udawało się pokoleniu naszych rodziców, teraz nie tylko jest niemożliwe, ale nawet niewyobrażalne?

Oglądając legendarny samolot, chlubę polskiej myśli technicznej i przysłuchując się rozmowie, miałem też chwilę satysfakcji, gdy przedstawiciel mieleckich zakładów lotniczych rozłożył rysunki samolotu Łoś, które posłużyły do wykonania modelu. To były moje rysunki tego samolotu. Opublikowałem je kilkadziesiąt lat temu w miesięczniku Modelarz. Rysowałem plany Łosia w czasie studiów na Wydziale Lotniczym Politechniki Warszawskiej, byłem wtedy chyba na 3 roku studiów i nigdy by mi do głowy nie przyszło,  że posłużą do zbudowania modelu samolotu w wielkości naturalnej, o skrzydłach 19 metrowych!

A jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy PZL-37 Łoś był rzeczywiście samolotem nowoczesnym, czy to tylko takie bajanie starców o starych dobrych czasach, to niech zada sobie nieco trudu i porówna wielkość Łosia, jego ciężar własny, udźwig bomb, prędkość i zasięg lotu, z najlepszym wówczas samolotem niemieckim He-111, a sam się przekona. Z ówczesnymi samolotami bombowymi francuskimi i angielskimi nie ma co Łosia porównywać, bo się do porównań nie nadają.

Reklamy

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „W Mielcu zbudowano replikę bombowca PZL-37B Łoś. Pytam więc: – Co się z nami stało, że to, co udawało się pokoleniu naszych rodziców, teraz nie tylko jest niemożliwe, ale nawet niewyobrażalne?

  1. tinedclub pisze:

    Wzruszyłem się do łez tym tekstem. Wielka miłość do ojczyzny tamtego pokolenia sprawiała że każdy dawał z siebie maksimum bez ocyganiania czasu, który był wtedy cenniejszy niż… w obliczu nadchodzącej nawały. I co się po tym wszystkim stało? Mądrej głowie …. Mój ś.p. Tato, był urzeczony tą maszyną i na bazie (teraz się wydało) Pana rysunków budowaliśmy z tatusiem model tego cudeńka, który zdobił przez wiele lat mieszkanie. Tato został w Dęblinie zarażony modelarstwem lotniczym w szkole orląt, którą skończył w ’56 i latał tylko na IŁ-28 i MIG-5 (dokładnie nie pamiętam) w Sochaczewie. Po ślubie z mamą miał propozycję przejścia do lotnictwa cywilnego na Okęciu (gdzie do dzisiaj mieszkamy) ale mama za bardzo się bała, że go straci – więc „szlaban”. Pracował jako architekt w PROCHEM’ie do emerytury. Teraz inne samoloty, startują i lądują nad jego grobem, a nieraz jest to niezły ciurek. Tato zaraził mnie z kolei fotografią, gdy miałem 8 lat, kupując mi Smienkę a potem PRAKTICA L i LTL2, które mam do dzisiaj. Ale chemii dotykać się nie mogę, więc pozostaje tylko cyfra.
    Pozdrawiam
    Tomasz Mokrzycki

    • aamroczek pisze:

      Mnie do samolotów zaraził także mój ojciec, który przed wojną pracował najpierw w Wojskowej Wytwórni Szybowców w Krakowie, a później w filii Podlaskiej Wytwórni Samolotów we Lwowie. Tato robił modele, ja też zacząłem robić modele samolotąów i zaprowadziło mnie to na studia, na Wydział Lotniczy Politechniki Warszawskiej. A teraz zajmuję się fotografię, ale stara miłość nie rdzewieje i samolotami interesuję się nadal. Ubolewam, że Polska pozbyła się lekkomyślnie całego przemysłu lotniczego, który teraz musi się odradzać z małych zakładów, ambitnych, ale nie mających potencjalu, aby zająć siępoważnymi tematami. Ale to już inny temat. Cieszę się, że entuzjaści z Mielca zrobili model Łosia, wiele osób będzie miało okazję zobaczyć i może dojdąó do wniosku, że skoro wtedy potrafiono, to niby dlaczego teraz nie miałoby się udać zrobić co więcej, niż tylko produkować dobrze wyroby zaprojektowane zagranicą. Przeraża mnie powszechny brak ambicji, brak wiary we własne możliwości.
      Pozdrawiam
      Andrzej A. Mroczek

      • tinedclub pisze:

        Problem jest chyba znacznie głębszy. Inteligencja polska w większości została wymordowana w czasie wojny, lub musiała pozostać na Zachodzie bo w kraju nie mieli szans przeżycia, albo jedynie wegetacja. Mój ojciec urodził się we Lwowie (r. 34) i po wyjechaniu ich stamtąd w 45 przeniesieni zostali do Krakowa. Jednak tato był wrogiem klasowym, więc nie miał szans na ukończenie studiów i mimo iż dostał się na AGH, to UB to wytropiło i zabrali go ze studiów do wojska. Ile takich zmarnowanych życiorysów mamy w Polsce przez bolszewicką zarazę? Dzisiaj agenci obcych krajów z polskimi nazwiskami rządzą i uważają, że polskość to nienormalność, że Polskę trzeba rozbić i wyprzedać a nas w niewolę, na banicję lub wymordować rakiem. Tak to trwa już przecież dziesięciolecia. Jeśli ktokolwiek się wychyli i chce coś dla Polski – zniszczyć. Jak długo Polacy się nie obudzą ze snu i nie przegonią tego tatałajstwa i nie dadzą się po raz kolejny oszukać, tak długo ta gehenna będzie trwać.
        Pozdrawiam
        Tomasz Mokrzycki

      • aamroczek pisze:

        To co Pan napisał o inteligencji wymordowanej przez Niemcy i Rosję, lub skazanej na emigrację przez komunistyczny rząd w PRL, to prawda, ale to nie wyczerpuje sprawy. Nie uważam też, że rządzą nami teraz agenci, choć są agenci wpływu, to nie to samo, ale także złe. Uważam, że najwiąkszy problem jest w nas samych, w powszechnej niewiarze we własne możliwości, a jeszcze mniejszej w możliwość wspólnego działania. Gdy rozmawiam z kolegami o jakimś interesującym przedsięwzięciu to pierwsze co słyszę, to wątpliwości czy to może być dobre, czy się uda, czy nam nie ukradną i jakaś taka powalająca bezradność. Gdy była mowa o elektrowni jądrowej to od inżyniera usłyszałem, że to się nie może udać, że wybuchnie. Co to za inżynier. To dupek z dyplomem. Pewnie się teraz cieszy, bo premier nie wymienił elektrowni jądrowej, wymienił natomiast kilka elektrowni, które będą rozbudowywane, na węgiel oczywiście. To ma być postęp technologiczny. Teraz można posiać kapustę, zebrać, ukisić i sprzedać – gdy przedsiębiorca chce wyprodukować oryginalny wyrób, musi się liczyć z kilkoma latami zamrożonych kapitałów, których nie ma w dostatku, a państwo mu nie pomoże, bo nie jest tym zainteresowane. Cieszą się, że ktoś coś chce w Polsce zainwestować. No i skolonizowali nas i mamy w Polsce Dolinę Lotniczą, w której są w absolutniej większości firm zagraniczne, niezainteresowane rozwojem polskiej konkurencji. Ma Pan rację, musimy popatrzeć prawdzie w oczy i zacząć działać. Ale aby to było możliwe, rząd musi stworzyć jakiś program rozwoju, to co mówił premier pokazało, że nie ma pomysłu co robić dalej więc zapowiedział, że będzie jak dotychczas, powolutku, niby do przodu a w rzeczywistości do tyłu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.