Specjalnie dla Pani Marceliny, wspomnienia o pierwszych moich panoramach.

Łączenie kilku zdjęć w fotografie panoramowe jest teraz, w technice cyfrowej, na ogół łatwe, czasem jednak kłopotliwe, jeśli nie ma się dostępu do dobrego, wyspecjalizowanego oprogramowania.  Gdy fotografowaliśmy na filmach stopień trudności był nieporównywalnie większy, a gdy na dodatek obiektyw winietował kłopoty pęczniały, aż do nierozwiązywalnych, gdy zdjęcia na brzegach wykazywały wyraźny brak ostrości. Zdjęcia w panoramę trzeba było sklejać, klejem, a potem reprodukować i retuszować widoczne łączenia. Najwięcej czasu zajmowało jednak precyzyjne naświetlanie powiększeń i pasowanie zdjęć do zdjęcia tak, żeby nie było widać falowania jasności obrazu na sklejonej fotografii panoramowej. Piszę tu o fotografii czarno-białej ponieważ fotografii kolorowych nigdy samodzielnie nie powiększałem, szybko też zrezygnowałem z fotografowania na kolorowych filmach negatywowych i fotografowałem wyłącznie na filmach odwracalnych, których także sam nigdy nie wywoływałem.

Pierwszą w życiu fotografię panoramową zrobiłem od razu do publikacji, a było to tak. Pracowałem wtedy w tygodniku społeczno-kulturalnym „Kierunki” i gdy władza zgodziła się na pielgrzymkę papieża Jana Pawła II do Ojczyzny, „Kierunki” postanowiły ambicje publikować tylko własne fotografie z tej pielgrzymki, ale nie miały… fotoreportera. Ponieważ byłem jedynym człowiekiem w zespole, który umiał fotografować, padło na mnie, ale nie było czym tego robić — moja Praktica LLC z  obiektywem Orestor 2.8/50 mm firmy Meyer Optic z Gorlitz nadawała się do zdjęć pamiątkowych. Redaktor Naczelny był jednak zdeterminowany i redakcja wysupłała pieniądze na zakup dwóch radzieckich super teleobiektywów: ZM-5A i MTO-1100, oba były lustrzane, pierwszy o świetle 8, drugi o jasności 11,5. Pożyczyłem statyw, drewniany, lekki ale bez dostatecznej sztywności i tak wyposażony zostałem fotoreporterem.

W Krakowie, na Błoniach, w czasie oczekiwania na przyjazd Jana Pawła II naświetliłem film, zrobiłem potem serię zdjęć obiektywem standardowym podczas przejścia do ołtarza i zbliżenia teleobiektywem 500 milimetrowym w czasie powitania:

Aparat: Praktica LLC. Obiektyw lustrzany ZM-5A 500 mm F/8.0. Film FOTOPAN HL 400 ASA, naświetlany jakby miał czułość ASA 1600.

Potem obiektywem 1100 milimetrowym zrobiłem znów serię zdjęć w czasie homilii i uznałem, że z miejsca z którego mogę fotografować,  będę mógł rejestrować już tylko kolejne gesty Ojca Świętego i nic więcej.

Aparat: Praktica LLC. Obiektyw lustrzany MTO-1100 1100 mm F/11,5. Film FOTOPAN HL 400 ASA, naświetlany jakby miał czułość ASA 1600.

I wtedy pomyślałem, że gdyby mi się udało dotrzeć na Kopiec Kościuszki przed zakończeniem mszy świętej, to z góry miałbym widok na całe Błonia zapełnione masą ludzi i stamtąd powinno mi się udać  zrobić coś lepszego. Na sam Kopiec Kościuszki nie dobiegłem, ale zdjęcia zrobiłem i potem, nocą, w kuchni zamienionej na laboratorium, kopiowałem zdjęcia a w dzień skleiłem powiększenia w taką oto fotografię panoramową:

 Aparat: Praktica LLC. Obiektyw lustrzany ZM-5A 500 mm F/8.0. Film FOTOPAN HL 400 ASA. Panorama sklejona z 6 zdjęć. Publikowane zdjęcie złożone zostało z zeskanowanych negatywów.

Fotografia miała być opublikowana na całą szerokość strony, do tego jednak nie doszło, ponieważ zdjęcie zostało zdjęte przez cenzurę. Na otarcie łez redakcja zgodziła się abym w ramach honorarium za publikacje otrzymało oba obiektywy, redakcji nie były już potrzebne, a i ja nie miałem potem z nich większego pożytku. Dłuższym sfotografowałem potem Kasprowy Wierch:

Aparat: Praktica LLC. Obiektyw lustrzany MTO-1100 1100 mm F/11,5. Film ORWO NP20. Filtr pomarańczowy. Fotografia panoramowa złożona z dwóch zdjęć. Panorama złożona z zeskanowanych negatywów.

Sfotografowałem z tego samego miejsca także Giewont:

Aparat: Praktica LLC. Obiektyw lustrzany MTO-1100 1100 mm F/11,5. Film ORWO NP20. Filtr pomarańczowy. Panorama złożona z zeskanowanych negatywów.

Obie te panoramy chciałbym teraz powtórzyć aparatem cyfrowym. Canonem EOS 1D Mark IV, który, teraz fotografuję, z zoomem 100—400 mm i telekonwertorem, miałbym ogniskową 1040 mm i na pewno lepszą ostrość — nie udaje mi się jednak wyprawa w Tatry (a i telekonwetora także jeszcze nie mam).

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Specjalnie dla Pani Marceliny, wspomnienia o pierwszych moich panoramach.

  1. afrykaniec pisze:

    To się nazywa wyróżnienie. Jestem zaszczycona i bardzo dziękuję.

    Ten wątek jest szalenie interesujący, nie tylko pod względem szczegółów technicznych, chociaż, nie ukrywam, historie z użyciem kleju do sklejania panoram są niesamowite i dość abstrakcyjne w czasach technologii cyfrowej. Jednak, nawet dzisiaj, klej wciąż wydaje się być najodpowiedniejszym narzędziem do ogólnie pojętego procesu „sklejania”, więc wyrażenie „sklejanie panoram” nie wzięło się z księżyca i dobrze o tym pamiętać, nawet, gdy zastępują go skomplikowane algorytmy coraz to nowszych wersji oprogramowania.
    Warto zauważyć także, że efekty otrzymane metodami dziś już uchodzącymi za „niemodne” nie ustępują w niczym tym, które można uzyskać za pomocą najnowszych osiągnięć techniki i najlepszym na to dowodem są Pańskie panoramy Tatr. Mimo wszystko chętnie bym zobaczyła i porównała je z tymi, które powstaną dzięki EOSowi.

    Na szczególną uwagę jednak zasługuje tutaj historyczna strona Pana opowieści. To jest świetny dokument czasów, które łatwymi nie były, zwłaszcza dla niewygodnych reporterów, (nawet tych przypadkowych) uwieczniających rzeczywistość. Potwierdzeniem tego jest niedopuszczenie przez cenzurę Pańskiej fotografii do publikacji. Podczas gdy środki masowego przekazu siały propagandę i robiły ludziom wodę z mózgu przekłamując rzeczywistość, fotografie takie jak ta, które mają teraz szanse ujrzeć światło dzienne, dokumentują prawdziwy charakter wielkich wydarzeń. To nie jest tylko fotografia zebranego tłumu, ale fotoreportaż jednoczenia się w bardzo konkretnym, fajnym celu. Niesie ze sobą dużo pozytywnej energii i wywołuje naprawdę dobre emocje. Ma Pan tego więcej?

    Pozdrawiam,

    Marcelina

    • aamroczek pisze:

      Panoramy Tatr były łatwe do złożenia w photoshopie bo tylko z dwóch zdjęć o małej iliści krawędzi i szczegółów, MTO-1100 miał słabą rozdzielczość ale nie winietował, natomist ZM-5A był ostrzejszy, jednak wyraźnie ciemniejszy na brzegach klatki filmu. To stwarzało poważne problemy. Od kilku lat wybieram się w Tatry zimą i mi się nie udaje. W ubiegłym roku rozchorowałem się, w tym żona z łamała rękę. Wyobrażam sobie, że fotografie teraz mogłyby być lepsze, przy większym powiększeniu byłoby widać narciarzy a nie tylko słupy wyciągu narciarskiego, las także nie byłby czarną plamą. Na razie mogę to sobie powyobrażać, ale nie tracę nadziei.
      Co do fotografii z pielgrzymki Ojca świętego Jana Pawła II do Polski to opublikowanych zostało chyba 8 całostronicowych fotoreporteży w tych „Kierunkach”. To nie jedna fotografia niedopuszczona do publikacji. Niedopuszczalne były zdjęcia dużych ilości ludzi a już górnicy byli pod szczególnym nadzorem. W Nowym Targu zrobiłem zdjęcie tym MTO-1100 i gdzieś na bliskim planie były na osi fotografowania białe goździki, które stały się białymik, nieostrymi plamami i cenzor zdjęcie zdjął, bo uważał, że to górnicze czapki.
      Kłopotmaiłem taki, że te 1600 ASA czyli teraz iSO, to było za mało na to, aby przy tym obiektywem fotografować postacie w cieniu. Fotoreporterzy zagraniczni mieli jasne teleobiektywy 600 mm i nie mieli trudności. także innego rodzaju, wynajmowali staczy, którzy za jakąś opłatą zajmowali im miejsca dostępne dla fotografów, a oni przychodzili o odpowiedniej porze, itd.
      Trochę zdjęć mam, może coś jeszcze opublikuję ku pamięci.

      Pozdrawiam

      Andrzej

      • afrykaniec pisze:

        W „Książce o fotografowaniu” opowiada Pan o przygodach z milicją, która gorliwie ścigała fotografików, zwłaszcza tych nocnych. Nie było łatwo, ale na pewno było warto. W końcu jak inaczej ćwiczyć warsztat? Ale aparat prawdopodobnie nie był sprzymierzeńcem, gdy trzeba było tłumaczyć się z pobudek, którym chyba bliżej było do artystycznych niż szpiegowskich? Przeżyć to i nie stracić zapału – to jest dopiero coś!

        Tatry zimową porą brzmią bardzo kusząco, ale przyznam, że ze względu na bezpieczeństwo, jak dotąd wypadały z mojej listy. Trzeba nie lada umiejętności i to nie tylko fotograficznych, żeby móc pochwalić się interesującymi ujęciami ośnieżonych, tatrzańskich szczytów. A ratownicy TOPRu mają pełne ręce roboty i bez zapalonych fotoamatorów. Dlatego ten temat pozostawiam zawodowcom i, tym samym, trzymam kciuki za Państwa wyprawę.

        Pozdrawiam,

        Marcelina

Możliwość komentowania jest wyłączona.