Bojery i paralotnie na pożegnanie zimy.

Myślałem, że w tym roku to już na pewno pojedziemy zimą w góry i pofotografuję trochę w Tatrach — nie udało się. Myślałem, że na otarcie łez sypnie zdrowo śniegiem w Warszawie — nie sypnęło, tylko popudrowało. Na pożegnanie zimy odszukałem starą fotografię z Zalewu Zegrzyńskiego, z bojerami i paradującymi bo niebie paralotniami, aby powspominać jak to dawniej bywało…

Pojechałem do Zegrza na zawody bojerowe, zabrałem trzy obiektywy: 135 mm, 200 mm, 300 mm oraz telekonwerter, filmy odwracalne i wysokoczułe negatywowe, wyobrażałem sobie, że zrobię fotografie bojerów w dynamicznym ruchu, a tymczasem bojery stały nieruchomo, grzały żagle w słońcu, nie było wiatru. Sytuację ratowało dwóch paralotniarzy, ale nie można ich było złapać jednocześnie w kadr, bo gdy czerwony latał, to żółty odpoczywał lub odwrotnie.  W takiej sytuacji z dwóch zdjęć zrobiłem jedną fotografię, słowem: fotomontaż. Było trochę dłubania aby  dobrze dopasować barwy nieba różniące się sporo na zdjęciach robionych pod różnym kątem do słońca, ale chyba się udało bo nie widać miejsc łączenia.

Aparat: Pentax 67 II z pryzmatem E-TTL. Obiektyw: SMC Macro—Takumar 6×7 135 mm f/4.0. Filtr UV. Film Fujichrome Provia 100F (ISO 100). Pomiar ekspozycji: wielosegmentowy. Filtr polaryzacyjny. Montaż dwóch skanów w programie PhotoShop CS3.

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bojery i paralotnie na pożegnanie zimy.

  1. afrykaniec pisze:

    Fotomontaże w ciemni cyfrowej są nie lada wyzwaniem. Nawet te, które wydają się najprostsze, jak sklejanie panoram, potrafią stwarzać niemałe trudności, kiedy np. obiektyw winietuje bezchmurne niebo. Dodawanie, czy też podmienianie obiektów to już wyższa szkoła jazdy. Ale wciąż jest to ciemnia cyfrowa, która w porównaniu z ciemnią “analogową” wydaje się być bułką z masłem. Jestem dzieckiem pokolenia cyfrowego. Tradycyjną ciemnię fotograficzną znam tylko od strony pokoju mojego starszego brata, który tymczasowo organizował ją tam w weekendy, gdy miałam na oko 10 lat. Pstrykał zdjęcia czarno-białe wielkim jak autobus Zenitem, następnie oddawał filmy do wywołania, a potem przepadał na długie godziny bawiąc się w przerywaczach i utrwalaczach w psychodelicznym czerwonym świetle. Ja pstrykam sprzętem do 3,5 tony, wywołuję w CameraRAW i przepadam na długie godziny przed ekranem komputera oświetlona, całkiem przyjaznym, spektrum światła widzialnego. Dłubię tak sobie godzinami, a efekt czasami zadowala, a czasami ląduje w koszu, też, naturalnie, cyfrowym, tym na pulpicie. Fotografia analogowa jest dla mnie, i pozostanie już chyba, czarną magią. Próbowałam dogadać się kiedyś z tym Zenitem, ale nie wyszło. Bratu mojemu znacznie łatwiej przyszło porozumienie z aparatem cyfrowym. Tym bardziej podziwiam połączenie obu technik na Pana fotografii.

    Pozdrawiam,

    Marcelina

    • aamroczek pisze:

      Ponieważ chciałem dołączyć fotografie, odpowiedziałem na ten komentarz nowym wpisem. Pozdrawiam,
      Andrzej

Możliwość komentowania jest wyłączona.