Calascibetta (Sycylia) – teraz zbliżenie.

Fotografia panoramowa Calascibetty spotkała się ze sporym zainteresowaniem, to teraz daję zbliżenie na najważniejszą część tego miasteczka. Nad zabudowaniami góruje trójnawowa bazylika pod wezwaniem św. Piotra i Matki Bożej Większej zbudowana w 1340 r. przez Piotra II Aragońskiego. W książce „Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR”, fotografia panoramowa Calascibetty zrobiona z Enny (dawniej Henna), a więc z odległości kilku kilometrów, jest na  wklejce i ma wymiary 100 × 30 cm. W książce są 4 takie duże panoramy i panorama Płocka na rozkładówce. Calascibettę fotografowałem obiektywem SIGMA 70 — 200 mm F1:2.8 APO EX DG OS MACRO HSM  – bez statywu. Dokładny opis w książce.

Informacje o aamroczek

Fotografik, członek ZPAF, autor 10 książek w tym 3 albumów fotograficznych. Wydał 4 książki dla fotografujących sprzedane o łącznym nakładzie ponad 90000 egzemplarzy: "O fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu", "Książka o fotografowaniu dzieci" oraz "Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynująca historia od Available light do HDR".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografie, Rozmaitości, Sprzęt i technika i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Calascibetta (Sycylia) – teraz zbliżenie.

  1. afrykaniec pisze:

    Sycylię miałam okazję poznać tylko od strony Palermo. Piękne miejsce. Ale niejednokrotnie ciarki przebiegały mi po plecach w wąskich uliczkach miasta. To nie był raj na ziemi, choć na taki wyglądał w przewodniku. Wspaniała architektura i klimat zamierzchłych czasów gryzł się z miejscową ludnością: natarczywą, nadpobudliwą i bardzo absorbującą. Czasami po prostu bałam się wyciągnąć aparat. Bezpieczniej było poruszać się incognito, niż z aparatem na wierzchu, bo samotnie wałęsający się turyści nie mają w Palermo łatwego życia. Dzisiaj, gdy o tym myślę, ściska mnie w żołądku. Nie mam stamtąd żadnej wartej uwagi fotografii, a inspiracji nie brakowało. Nie wyściubiłam nosa z miasta sądząc, że okolica przedstawia się pod tym względem jeszcze gorzej. Gdy widzę takie fotografie jak ta, cień straconej szansy powraca i psuje humor. Pewnie nieprędko tam wrócę, by uzupełnić album o tak unikatowe miejsce. A już na pewno nie pojadę tam bez goryla.
    Tym bardziej podziwiam Pańską panoramę.

    Pozdrawiam,

    Marcelina

  2. aamroczek pisze:

    Ja nie byłem świadomy zagrożeń i dlatego mi się chyba udało. Byłem z żoną na wycieczce, zwiedzaliśmy Sycylię w dużej grupie, ale w grupie można się gapić, słuchać, ale nie fotografować — żona słuchała, a ja się urywałem. No a potem pędziłem za grupę zdyszany. A na jednego gbura to się natknąłem. Poprosłem kierowcę aby na moment zatrzymał autokar, chciałem zrobić szybko zdjęcie ruin greckiej świątyni, z góry. Nie chciał, ale gdy inni mnie poparli, zatrzymał samochód. Mówię człowiekowi aby otworzył drzwi. Znów nie chciał i bo mogę fotografować przez szybę, jak inni. Nie będę opowiadał w szczegółach. Wysiadłem, a on odjechał aby potem, przy tej świątyni, stać przez godzinę. Zrobiłem zdjęcie i na przełaj zbiegłem na dół. Fotografia jest w książce na s 201.
    A co do zasad bezpieczeństwa w słonecznej Italii to znwcy powiadają, aby torby ze sprzętem nie nosić na ramieniu od strony jezdni, bo młodzi na skuterach łatwo zrywają i szybko odjeżdżają. Ja noszę sprzęt w tak wyświechtanej torbie, że wygląda zniechęcająco, przewoieszam pasek przez szyję, zerwać nie łatwo — i pilnuję, mam ją zawsze przy sobie, gdy leży pod stołem to pasek jest zaplątany o nogę.

    Pozdrawiam

    Andrzej

Możliwość komentowania jest wyłączona.